<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249</id><updated>2012-03-07T23:03:28.108Z</updated><title type='text'>Saoirse znaczy Wolność</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>56</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2637279877145594114</id><published>2012-02-06T20:34:00.002Z</published><updated>2012-02-06T20:59:21.962Z</updated><title type='text'>Post scriptum</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;No dobra... pe-es będzie, bo widzę, że muszę coś wytłumaczyć. Dostałem parę maili, z których wynika, że w poprzednim poście napisałem nie do końca to, co chciałem.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zawieszam pisanie bloga bo nie chcę się użalać. Dostałem od życia po dupie i muszę się pozbierać. Tak jestem skonstruowany, że w takich przypadkach górę we mnie bierze "psi bichejwior". Co to znaczy? Ano to, że tak jak zbity pies zwija się w kącie i liże rany, tak samo i ja wycofuję się w cień i czekam, aż "złe" przejdzie. A w tym czasie nie jestem nastrojony zbyt radośnie do życia. I ten niezbyt radosny nastrój dominowałby na blogu przez najbliższy czas. A tego nie chcę. Dlatego, przez jakiś czas, wolę nic nie pisać. Ale to nie znaczy, że zamierzam porzucić pisanie - zbyt dużą frajdę mi to sprawia. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A Saoirse sprzedaję nie dlatego, że postanowiłem skończyć z żeglarstwem. Ci z was, którzy tak pomyśleli powinni mieć większą wiarę w siłę ludzkich marzeń. Jakiś czas temu napisałem, że od teraz aż do śmierci będę miał jacht. I tak będzie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Saoirse idzie na sprzedaż bo przyszedł czas na większy jacht.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Do zobaczenia za dwa-trzy miesiące.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2637279877145594114?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2637279877145594114/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/02/post-scriptum.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2637279877145594114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2637279877145594114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/02/post-scriptum.html' title='Post scriptum'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-33911455409512846</id><published>2012-02-02T19:16:00.001Z</published><updated>2012-02-02T19:25:47.299Z</updated><title type='text'>I to by było na tyle...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Moja umiejętność rozwiązywania zadań aplikowanych mi przez rzeczywistość osiągnęła poziom krytyczny. A właściwie to przekroczyła ten poziom. Taki eufemizm mający oznaczać, że mam dosyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Szedłem dzisiaj ulicą i nagle mnie olśniło: Koterski jak wymyślał postać Adasia Miałczyńskiego to przepowiadał moją przyszłość. A to oznacza, że nie ma sensu walczyć - koniec i tak jest wiadomy. W związku z tym przywołuję zdanie, które miało tu trafić jakiś czas temu:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"Zawieszam pisanie bloga na czas nieokreślony. Wrócę, jak mi się w końcu coś uda".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pozdrawiam wszystkich zaglądaczy. Zajrzyjcie tu za jakiś czas, może coś się zmieni. Choć wątpię, żeby to się stało szybko.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Z wyrazami szacunku&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Autor bloga&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ps) Jeśli ktoś chce kupić Saoirse jest na sprzedaż - 26 tys pln. Kontakt na maila.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To nie jest żart.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-33911455409512846?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/33911455409512846/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/02/i-to-by-byo-na-tyle.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/33911455409512846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/33911455409512846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/02/i-to-by-byo-na-tyle.html' title='I to by było na tyle...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7974672830062192351</id><published>2012-01-26T19:41:00.002Z</published><updated>2012-01-26T19:47:00.532Z</updated><title type='text'>Dziadek mi mówił...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;... rób jedną rzecz w życiu lepiej od innych, a zawsze będziesz miał co do garnka włożyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="243" src="http://www.youtube.com/embed/LXO-jKksQkM" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A jak już mówimy o robieniu czegoś perfekcyjnie to zobaczcie następny film. Wygląda na to, że motocykl stał zapomniany w stodole przez wiele lat. Właściciel w końcu zdał sobie sprawę, że nigdy nie zacznie restauracji, więc przywiózł go do specjalistów. A ci wymienili olej, filtry, baterię oraz przeczyścili układ paliwowy. Czyli zrobili podstawowy przegląd i sfilmowali pierwszą po latach próbę odpalenia weterana.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tak się kiedyś budowało maszyny. Ciekawe jak będą wyglądać za 60 lat współczesne samochody?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Indian Chief, rocznik 1948 &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Hy0BRcAk-kg" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;"Old Indians never die, they only looks that way"&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7974672830062192351?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7974672830062192351/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/dziadek-mi-mowi.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7974672830062192351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7974672830062192351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/dziadek-mi-mowi.html' title='Dziadek mi mówił...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/LXO-jKksQkM/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7346115064073814568</id><published>2012-01-22T17:48:00.002Z</published><updated>2012-01-22T18:29:22.817Z</updated><title type='text'>Laura Dekker po raz trzeci</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pisałem o niej na blogu już dwa razy&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2009/08/Od-trzech-godzin-chodze-jakby-mi-ktos-w-leb.html"&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Laura Dekker po raz pierwszy&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2009/09/Laura-Dekker-po-raz-drugi.html" style="color: red;"&gt;Laura Dekker po raz drugi&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wczoraj w nocy zobaczyłem wpis na Facebook'u podający informację, że właśnie zakończyła rejs. Wiecie jaka była pierwsza myśl po przeczytaniu informacji? Ano taka,&amp;nbsp; że mam żal do losu o to, że jak miałem tyle lat co ona, to mieszkałem w kraju-więzieniu. Sama myśl, że mógłbym popłynąć jak ona, była... straszna. Bardzo mi brakuje w życiu tego przeświadczenia, że "mogę", tej pewności siebie, którą daje brak fizycznych ograniczeń. Bo wolność umysłu, wolność marzeń niestety nie przekłada się na pewność siebie. A przynajmniej nie w moim przypadku. Na szczęście to się zmienia. Wolno, bo wolno, ale się zmienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A przypadek Laury pokazuje, że żeglarstwo jest dla wszystkich. Że to nie warunki fizyczne a głowa decyduje o tym, czy komuś się uda czy nie. Wprawdzie, w ogromnym stopniu, zamieszana jest w cały proceder technika (osprzęt pokładowy), ale nie zmienia to faktu, że dobrze przygotowana szesnastolatka da radę żeglować na 12-sto metrowym jachcie. Tak samo jak maleńka (150cm) Dame Ellen MacArthur na osiemnastometrowej&amp;nbsp; regatowej supermaszynie, Radek Kowalczyk na grzejącej jak motorówka przez Atlantyk maleńkiej Mini 650, czy siedemdziesięciosiedmioletni Minoru Saito kończący swój ósmy wokółziemski, samotny rejs. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I jeszcze jedno. Jej wygrana z "systemem" pozwala z nadzieją spojrzeć w przyszłość. Niewielką, ale jednak...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--FpgTKoJveU/TxxLpI3B5yI/AAAAAAAACt4/zJw3J6zYzck/s1600/laura+dekker.jpeg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="260" src="http://2.bp.blogspot.com/--FpgTKoJveU/TxxLpI3B5yI/AAAAAAAACt4/zJw3J6zYzck/s400/laura+dekker.jpeg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://solozeilster.hyves.nl/fotos/?ga_campaign=photoAlbumEntry_HUBPhotoBox_Header#mb=1463326346.2.%7C35%7C%7C2936995%7C%7C%7C19%7C%7C30808429%7CZ3Y7u25f%7C%7C8%7C%7C1463326346%7CBr05%7C&amp;amp;__state__=3"&gt;Źródło&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--FpgTKoJveU/TxxLpI3B5yI/AAAAAAAACt4/zJw3J6zYzck/s1600/laura+dekker.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7346115064073814568?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7346115064073814568/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/laura-dekker-po-raz-trzeci.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7346115064073814568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7346115064073814568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/laura-dekker-po-raz-trzeci.html' title='Laura Dekker po raz trzeci'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--FpgTKoJveU/TxxLpI3B5yI/AAAAAAAACt4/zJw3J6zYzck/s72-c/laura+dekker.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-3156255123184394286</id><published>2012-01-20T16:59:00.002Z</published><updated>2012-01-20T17:02:56.347Z</updated><title type='text'>Inspiracje: blogi</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zaczęło się, kiedy poznałem &lt;a href="http://hippopotam-us.blogspot.com/" style="color: red;"&gt;Tomków Hipopotamowych&lt;/a&gt;. Na ich stronie trafiłem na swój pierwszy podróżniczy blog &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://pokryfka.blogspot.com/" style="color: red;"&gt;Afryka Pokryfki&lt;/a&gt; (Ale numer! Znowu zaczął pisać!)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Czytałem ten blog, i nie mogłem wyjść z osłupienia. No bo... jak to tak?! Rok czasu... w podróży... bez celu... bez pracy... pod namiotem... w hotelu?!!! A przyszłość?! Kariera?! Odpowiedzialność?! Nie jest tak, że nigdy wcześniej nie słyszałem o takim podróżowaniu. W trakcie studiów byłem na paru slajdowiskach, poznałem paru ludzi, którzy spędzali całe wakacje jeżdżąc po Azji. Ale to było wyjazdy trwające dwa-trzy miesiące a nie &lt;b&gt;rok&lt;/b&gt;!!! I skąd on na to wziął pieniądze?! Pierwszy raz w życiu miałem sposobność obserwowania podróżowania niemalże z dnia na dzień. I to było jak grom z jasnego nieba.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A potem zacząłem szukać innych.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://singapore2poland.com/"&gt;singapore2poland&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Blog pary, która po kilku latach pracy w Singapurze zdecydowała się wrócić do Polski na motorze. Powrót miał trwać 15 miesięcy, w czasie których zamierzali przejechać Azję i Afrykę. Kiedy dojechali w końcu do Maroka, i szykowali się do przeskoku na Gibraltar, okazało się, że jeszcze nie są gotowi wracać. Zapakowali więc motocykl w skrzynię i przeprawili się do Ameryki Południowej. A potem była jeszcze Australia, znowu Singapur, znowu Azja, choć tym razem inną trasą, i w końcu powrót do Polski. Podróż zajęła im zamiast planowanych 15 miesięcy - &lt;b&gt;44 miesiące!!!&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://www.tamtaram.pl/" style="color: red;"&gt;Tamtaram&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Para... artystów (graficy, agencje reklamowe,  scenografie, komiks... itp) w drodze od listopada 2008. Rzucili wszystko, wynajęli dwa warszawskie mieszkania i mając, dzięki temu budżet w wysokości 20 USD dziennie, wyjechali w świat z postanowieniem, że już nie wrócą. Na początku nie mogłem ścierpieć ich maniery pisania. Wszystkimi zakamarkami tekstu wychodziła z nich "warszawka". Taka, której tak bardzo nie lubię, czyli przerost formy nad treścią. Może właśnie dzięki temu są najlepszym przykładem, że życie w drodze prostuje nawet najbardziej zwichrowaną wizję rzeczywistości. Dwa lata musiało minąć, zanim motto ich własnej strony nabrało sensu: "&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;moze bys od czasu do czasu nabral troche dystansu do siebie i do twojej wiekopomnej roli, jaka odgrywasz w dziejach swiata".&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://byledalej.waw.pl/blog/" style="color: red;"&gt;byledalej&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Para, która wyjechała do Mongolii, żeby zobaczyć zaćmienie słońca&lt;b&gt;.&lt;/b&gt; Potem mieli zamiar, w kilka miesięcy, przejechać przez Azję Południowo-wschodnią i Polinezję, żeby znowu zobaczyć zaćmienie na Wyspach Marshalla. Potem była Australia samochodem, Nowa Zelandia rowerami i Ameryka Południowa na motorach. Nie mam siły przebijać się przez ten blog jeszcze raz, ale mam wrażenie, że oni też nie planowali podróży dookoła świata. Jak mi się wydaje to zakończyć ją mieli na Polinezji. Tak czy owak - dwa i pół roku w drodze. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://mygrandtour.pl/" style="color: red;"&gt;mygrandtour&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Blog Kuby Fedorowicza. Młody chłopak, który postanowił zrobić sobie gap year w Ameryce Południowej. Wyjechał na rok bez znajomości języka hiszpańskiego i z nastawieniem mocno "warsiawskim". A wrócił po dwóch latach, z biegłym hiszpańskim i po niesamowitej wewnętrznej przemianie. Najbardziej nieprawdopodobną historią, w całej jego podróży, był rejs jachtostopem na Antarktydę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://www.loswiaheros.pl/" style="color: red;"&gt;LosWiaheros&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Od dwóch i pół roku w drodze i nic nie wskazuje na to, że wrócą w ciągu najbliższych lat. Autostopem przez Azję, kupionym samochodem przez Australię i jachtostopem po Polinezji. Obecnie w Tajlandii.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://vagabundos.pl/" style="color: red;"&gt;Vagabundos&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Młoda para, która w drodze jest już od 1.5 roku. Właśnie zrezygnowali z kilkumiesięcznej wyprawy jachtostopem z Polinezji na Alaskę rzucając monetą. Zamiast tego pojadą do Ameryki Południowej ...coś więcej trzeba pisać?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://followcarina.blogspot.com/" style="color: red;"&gt;On the road &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W sumie to nie bardzo wiem co mam napisać. Carina wymyka się wszelkim schematom. Jest Estonką, która od lipca 2007 roku jest ciągle w drodze. To co ją odróżnia od innych jest fakt, że podróżuje właściwie bez pieniędzy. Kiedy parę miesięcy temu musiała wrócić z Argentyny do Estonii, żeby odnowić paszport, znajomi zrobili zrzutkę, żeby kupić jej bilet. Zresztą... myślałem, że to już koniec podróży, a ona dwa tygodnie po wylocie była z powrotem w Argentynie. Myślę, że jeszcze wiele lat upłynie zanim wróci do domu. Jeśli w ogóle wróci...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To tylko kilka. Były też blogi żeglarskie:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://www.whisper2.com/" style="color: red;"&gt;Whisper2 &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Para Polaków, którzy spędzili dwa lata studiując  w Stanach. Udało im się w tym czasie zaoszczędzić 10 tys. dolarów. Za 1500 kupili dziewięciometrowy stary jacht, włożyli w jego remont zawrotną kwotę 1500 dolarów i popłynęli do Polski. Zajęło im to dwa lata. W tym czasie zwiedzili całe Karaiby, Wschodnie wybrzeże USA, Azory i oczywiście wybrzeże Europejskie. Rok po powrocie, nie mówiąc nic nikomu, popłynęli Whisperem na Spitsbergen. Nieżeglarzom powiem, że moim zdaniem, za ten rejs powinni być nominowani do nagrody Rejs Roku.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wszedłem dzisiaj na tą stronę pierwszy raz od dłuższego czasu. Okazuje  się, że Piotrek postanowił napisać ją od nowa, dlatego daty postów są z  2011 roku. Podróż miała miejsce w latach 2007-2008.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://aroundtheworldpl.blogspot.com/" style="color: red;"&gt;Youyou &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Para warszawskich yuppie (pierowiec i dziennikarka) wiosną 2006 roku rzucają wszystko i ruszają z zamiarem opłynięcia świata jachtostopem. W ciągu roku docierają na Karaiby, tam podejmują pracę jako załoga charterowego katamarana. Kupują nieduży, stalowy jacht i przez kolejne dwa lata pracują i remontują ich nowy dom. A potem Aruba, Jamajka, Kuba, Panama itd. Blog powoli umiera, ale obserwowanie ich drogi przez te wszystkie lata wiele mi dało. Otworzyło oczy na wiele spraw, a osobisty (mailowy) i bardzo serdeczny kontakt z nimi, bardzo w tym pomógł.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Czy muszę pisać, w jaki sposób mnie te blogi inspirują? To, co nas trzyma w miejscu to strach, a dzięki takim ludziom dociera do mnie, że da się, że nie ma się czego bać. Ale jest kilka szczególnych przemyśleń, które mam dzięki tytm blogom.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;1) &lt;b&gt;Biedni ludzie nie jeżdżą po świecie. Oni tylko lubią takich zgrywać. &lt;/b&gt;Budżet Tamtaram to 20 USD dziennie. Planowany przed wyjazdem budżet Singapore2polad to 30USD/dzień. W połowie drogi napisali, że mieszczą się w 20USD. A to oznacza 7000USD rocznie, czyli w ich przypadku podróż kosztowała ok. 25 tys.USD. A to są już bardzo konkretne pieniądze. Pieniądze, które trzeba mieć &lt;b&gt;przed&lt;/b&gt; wyjazdem. I dochodzimy do...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;2) &lt;b&gt;Zmiana stylu życia na ultraoczędny&lt;/b&gt;. Mniej więcej rok temu, w trakcie pobytu w Birmie, Tamtaram dostali propozycję wydania książki. Nie da się być ciągle w drodze i pisać - do tego potrzeba spokoju. Wynajęli więc sobie &lt;a href="https://plus.google.com/photos/113434059368776650650/albums/5590923751504779345/5590924408341644626?banner=pwa" style="color: red;"&gt;taki domek&lt;/a&gt; z &lt;a href="https://plus.google.com/photos/113434059368776650650/albums/5590923751504779345/5590923842825013602?banner=pwa" style="color: red;"&gt;takim oto widokiem&lt;/a&gt; Za ten domek płacili 9 USD dziennie. Czyli 6 funtów, czyli 4 gałki lodów na pasażu w Portsmouth. Już wiecie o co mi chodzi? Różnie mi z tym oszczędzaniem wychodzi, ale od jakiegoś czasu nie kupiłem sobie żadnego zbędnego ciucha. Właściwie to nie kupiłem niczego, co nie byłoby mi absolutnie niezbędne. Teraz zbliżam się do etapu niekupowania lodów :)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;3) &lt;b&gt;Chcę żeglować a nie stać na kotwicy&lt;/b&gt;. O co mi teraz chodzi? Otóż całe życie marzyłem, że kiedyś wsiądę na jacht i popłynę w siną dal. Będę mieszkał tam, gdzie będę chciał, żył tak, jak będzie mi wygodnie. Jak się skończą pieniądze to zarobię tyle, ile będzie trzeba. Jednym słowem będę żył jak Ludomir Mączka czy Jerzy Radomski. Ale zanim się to stało, trafiłem na blogi ludzi, którzy żyją takim właśnie życiem. Chodzi mi przede wszystkim o Youyou ale też o &lt;a href="http://www.sailblogs.com/member/svluka/" style="color: red;"&gt;Beatę i Tomka Lewandowskich&lt;/a&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;.&lt;/span&gt; I okazało się, że ich życie niewiele różni się od życia ludzi na lądzie. Może poza tym, że żeby po dniu pracy położyć się spać, żeglarze muszą "pedałować" na wiosełkach przez pół zatoki, żeby dostać się na własny jacht. Żeglowania poza horyzont w tym życiu praktycznie nie ma. A mnie nie o to chodzi. Najzabawniejsze jest to, że przez trzy lata jakie minęły od kiedy kupiliśmy jacht, wypływaliśmy więcej mil morskich na zapłaconych rejsach, niż na własnym jachcie. A to prowadzi do jednego wniosku - trzeba kupić jacht, który będzie jednocześnie biznesem. Nie jest to łatwy kawałek chleba, ale obserwując jachty takie jak &lt;a href="http://syberg.pl/" style="color: red;"&gt;sv Berg&lt;/a&gt;, coraz bardziej się przekonuję do tego, że to właśnie o to mi chodzi. Daleka droga przede mną ale warto powalczyć. Oczywiście, w międzyczasie nie zrezygnuję z własnego jachtu i powiem szczerze, że mam nadzieję, że w tym roku, w końcu, zamieszkam na wodzie. A przynajmniej - przeprowadzę się nad morze.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ale już dosyć o sprawach pragmatycznych. Najważniejsze w tych blogach jest to, że nie pozwalają zasnąć. I pokazują, że ten świat, ten za horyzontem, oprócz tego że jest tak wspaniały, to jednocześnie jest taki... zwykły. A poza tym... Nie bardzo wiem jak to napisać, więc posłużę się cytatem z podsumowania podróży Kuby Fedorowicza:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="270" mozallowfullscreen="" src="http://player.vimeo.com/video/31683631?title=0&amp;amp;byline=0&amp;amp;portrait=0" webkitallowfullscreen="" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://vimeo.com/31683631"&gt;Antarctica&lt;/a&gt; from &lt;a href="http://vimeo.com/bezsensustudio"&gt;bezsensu.studio&lt;/a&gt; on &lt;a href="http://vimeo.com/"&gt;Vimeo&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"&lt;i&gt;Jestem w domu i dopiero teraz, po wszystkim, trafia mnie ile rzeczy  dzieje się tak naprawdę w tym samym momencie we wszystkich miejscach na  ziemi. Przywołuje w myślach obrazy z Meksyku, gwarne targi Gwatemali i  Ekwadoru, kolor tablic rejestracyjnych peruwiańskich samochodów mknących  przez pustynie, a także zastanawiam się co robią w tym momencie gdzieś  tam ci wszyscy ludzie, których minąłem… A przecież to tylko niewielka  część Ziemi! Mam to wszystko w pamięci, kolory, zapachy, uśmiechy i  krajobrazy – jeszcze to we mnie siedzi, ale po raz kolejny dochodzę do  wniosku, że nie ma sensu tego ogarniać w ogóle, myśleć o tym. Bo ciekawe  jest też tutaj i teraz, a co więcej, można tego dotknąć i coś z tym  zrobić. Na to, co się dzieje tam, nie mam większego wpływu, przynajmniej  w większości kwestii. Jasne, że mogę oszczędzać energię, segregować  śmieci i jeździć rowerem ale teraz nie o tym mówię..."&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Warto wyjechać, nawet na parę lat, tylko po to, żeby po powrocie napisać coś takiego&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-3156255123184394286?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/3156255123184394286/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/inspiracje-blogi.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3156255123184394286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3156255123184394286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/inspiracje-blogi.html' title='Inspiracje: blogi'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4894041347059966659</id><published>2012-01-17T22:18:00.002Z</published><updated>2012-01-17T22:47:31.717Z</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/4nXIYk7IEg8" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"... strzeż ich Boże i miej ich w opiece,&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;i daj umrzeć puki serce mam młode..."&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/sHWcgPaUPcs" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4894041347059966659?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4894041347059966659/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4894041347059966659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4894041347059966659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/4nXIYk7IEg8/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-5832740197778640657</id><published>2012-01-14T20:09:00.004Z</published><updated>2012-01-14T20:45:33.915Z</updated><title type='text'>Przystanek Alaska</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dzisiaj znalazłem:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://iitv.info/przystanek-alaska/"&gt;Przystanek Alaska&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Za darmo można oglądać przez 62 minuty, a potem trzeba 60 minut odczekać.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Miłego oglądania.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ps)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A na deser&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red;"&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;a href="http://iitv.info/mash/"&gt;M*A*S*H&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;Cały!!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-5832740197778640657?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/5832740197778640657/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/przystanek-alaska.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/5832740197778640657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/5832740197778640657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/przystanek-alaska.html' title='Przystanek Alaska'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-192801899068420027</id><published>2012-01-13T17:30:00.002Z</published><updated>2012-01-13T17:41:00.707Z</updated><title type='text'>Nie dadzą się poddać, no...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Miałem się poddać. Miałem gotowy post o takiej treści:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"Zawieszam pisanie bloga na czas nieokreślony. Wrócę, jak mi się w końcu coś uda".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nie chcę się za bardzo zagłębiać w problem, bo dotyczy to spraw zbyt osobistych. Staram się być tu szczery, ale gdzieś są granice. W każdym bądź razie... od ponad miesiąca miałem dosyć wszystkiego: życia, marzeń, jachtu, porąbanej konstytucji mózgu itd. I kiedy wyglądało na to, że przekraczam granicę...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po prawej stronie jest lista blogów codziennych. Na pierwszym miejscu jest link do bloga Anity Stojałowskiej. Anita jest... najlepszą pisarką wśród polskich budowlańców. Albo najlepszym budowlańcem wśród polskich pisarzy - jak kto woli. No i kiedy wyglądało na to, że właśnie się wypalam, Anita wysmażyła &lt;a href="http://domwtoskanii.blox.pl/2012/01/Swieza-krew-czyli-wampirzym-dosiegam-ich-lotem.html" style="color: red;"&gt;ten oto post.&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Co tu się będę nadmiernie produkował. Przeczytanie u kogoś na blogu, że zaczyna dzień od kawy i lektury mojej pisaniny, potrafi poprawić humor. Tym bardziej, że pisze to ktoś, kogo podziwiam. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;No nie dadzą się poddać, no...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-192801899068420027?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/192801899068420027/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/nie-dadza-sie-poddac-no.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/192801899068420027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/192801899068420027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2012/01/nie-dadza-sie-poddac-no.html' title='Nie dadzą się poddać, no...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-340332747019309484</id><published>2011-12-26T17:12:00.003Z</published><updated>2011-12-27T00:06:41.928Z</updated><title type='text'>Nie lubię Świąt.</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;... i jak sięgam pamięcią - nigdy nie lubiłem. Nie mam na myśli czasów dziecięcych. Wtedy Święta kocha się całym sobą. Ale już dosyć wcześnie zaczęło mnie nie zastanawiać, dlaczego ludzie, w te kilka dni, starają się być tacy mili dla siebie? Dlaczego nie mogą być tacy przez cały rok? I żeby nie było jakiś podejrzeń - nie pochodzę z patologicznej rodziny, nie mam złych wzorców :))) Męczyło mnie, że wszystko w tym czasie jest takie "na siłę". A potem, kiedy miałem 17 lat, najpierw umarł ojciec a po nim, przez parę kolejnych lat, odeszła połowa moich bliskich. I to nie tylko tych ze starszego pokolenia. O tamtej pory, jak tylko zbliżają się Święta, zaczynam myśleć o tych wszystkich, których nigdy już nie zobaczę przy wigilijnym stole. Jeszcze jak mieszkałem w Polsce to jakoś udawało mi się "wkręcić" na świąteczne obroty. Wszechobecne w mediach kolędy bardzo w tym pomagały. A teraz...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A teraz mieszkam w kraju, w którym przed Świętami, czyli w tak zwany "party season", puszczają w radiu spoty przypominające kobietom o tym, żeby zrobiły sobie zapas pigułek poronnych, a w centrach większych miast rozstawiają szpitale polowe, żeby można było na miejscu zająć się zapitymi i zaćpanymi obywatelami.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zamiast życzeń, na które i tak już jest za późno, zagram wam to samo, co w zeszłym roku. Dwa kilo smutku, trzy łyżki depresji i szczypta nadziei. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/HwHyuraau4Q" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-340332747019309484?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/340332747019309484/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/nie-lubie-swiat.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/340332747019309484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/340332747019309484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/nie-lubie-swiat.html' title='Nie lubię Świąt.'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/HwHyuraau4Q/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-6463158538845246902</id><published>2011-12-12T18:18:00.001Z</published><updated>2011-12-12T18:19:25.047Z</updated><title type='text'>Chciałbym być lepszym człowiekiem</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pewnego dnia syn zapytał ojca:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Tato, pobiegniesz ze mną maraton?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Ok - odpowiedział ojciec.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Za jakiś czas syn pyta:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Tato, zrobimy jeszcze jeden? &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Jasne - padła odpowiedź.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pewnego dnia syn pyta:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;-  Tato, a może pobiegniemy Ironman. (Ironman to najtrudniejszy triathlon  na świecie: 4km w wodzie, 180 km na rowerze i pełny maraton biegiem.)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I tym razem ojciec odpowiedział "tak"&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Historia wydaje się banalna, prawda? No więc obejrzyjcie ten film.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ja się popłakałem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ZOZPs4HSl0I" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A tu krótki dokument.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/dDnrLv6z-mM" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-6463158538845246902?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/6463158538845246902/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/chciabym-byc-lepszym-czowiekiem_12.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/6463158538845246902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/6463158538845246902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/chciabym-byc-lepszym-czowiekiem_12.html' title='Chciałbym być lepszym człowiekiem'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/ZOZPs4HSl0I/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7288435776913846285</id><published>2011-12-11T19:00:00.002Z</published><updated>2011-12-16T21:05:30.153Z</updated><title type='text'>Lekki dyskomfort psychiczny</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pojechałem dzisiaj na łódkę sam. Marzena stwierdziła, że siedzi w domu. Ok, gonił nie będę, nie?! Szczerze mówiąc mnie też nie bardzo chciało się jechać bo prognozy zapowiadały pogodę pod psem, ale nie było nas na łódce już dwa tygodnie, więc trzeba było zobaczyć czy wszystko ok. Jak dojechałem na miejsce to pierwsze co zrobiłem to odpaliłem silnik. Nie miałem zamiaru nigdzie płynąć - chciałem, żeby pochodził z pół godziny. Ale jak już go uruchomiłem to rozejrzałem się wokoło. I pomyślałem sobie, że zapowiadanego deszczu jakoś nie widać, wiatr też lżejszy niż w prognozach, silnik już chodzi a zaczepienie foka na sztagu zajmie mi 2 minuty. Poza tym pomyślałem, że może w końcu przetestuję autopilota. No i tak od słowa do słowa (ze sobą gadałem :))... zanim mi przeszła ochota na żeglowanie - mijałem główki wejściowe do mariny. Niestety jak już wyszedłem na szersze wody to okazało się, że nie jest tak pięknie jak wyglądało z mariny. Kilka dni sztormowych tak rozbujało Kanał, że fale wchodziły do połowy wejścia do zatoki. Pierwszy raz widziałem w tym miejscu załamujące się grzywacze. Zdecydowałem, że jednak nie mam ochoty moknąć i wracam na spokojniejsze wody. Pomyślałem tylko, że jak już tu jestem to zrobię kilka kółek na silniku, żeby pochodził pod obciążeniem. Była też okazja sprawdzić autopilota. W tym temacie mogę powiedzieć tylko tyle, że działa.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Niecałe dwie godziny później wracałem do mariny. A wracałem myśląc o jednej rzeczy. Kiedy w młodości zaczytywałem się książkami samotników zawsze poruszony był temat strachu przed wypadnięciem za burtę. W przypadku żeglugi samotnej wypadnięcie za burtę oznacza śmierć. Jacht najczęściej żegluje pod samosterem lub autopilotem. A to oznacza, że jacht będzie trzymał kurs aż wyląduje na brzegu. Nawet jeśli ten brzeg jest po drugiej stronie Atlantyku. Nie ma na pokładzie nikogo kto stanąłby w dryf nie mówiąc już o wracaniu po rozbitka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Kiedy czytałem o tym w książkach wydawało mi się, że rozumiem o czym piszą. Rozum mówił, że potrafię wyobrazić sobie jak można się czuć będą postawionym przed tak czarno-białym problemem. Ale teraz mogę powiedzieć, że co innego wyobrażać sobie a co innego przeżyć to osobiście. Po&amp;nbsp; wyjściu z mariny zrobiłem parę kółek, żeby upewnić się, że autopilot działa poprawnie. Kiedy miałem pewność ustawiłem się tak, żeby iść środkiem kanału prowadzącego na szerokie wody a sam poszedłem na dziób szykować foka do postawienia. Ale zanim zabrałem się za odwiązywanie krawatów wiedziałem, że dzisiaj nici z pływania. Jeden rzut oka przed dziób wystarczył - było za bardzo "żeglarsko" jak na dwugodzinne, przyjemnościowe pływanie. Postałem jeszcze chwilę na dziobie trzymając się sztagu. W sumie to ładny widok miałem przed sobą - wąski kanał ze spokojną jeszcze wodą a w perspektywie załamujące się na przyboju fale. Kiedy odwróciłem się, żeby wrócić do kokpitu spojrzałem na ster i w tym momencie spłynęło na mnie zrozumienie. W tej jednej chwili dotarło do mnie, jak bardzo się myliłem myśląc, że rozumiem o czym pisali ci wszyscy żeglarze. W miejscu sternika, tam gdzie zawsze siedziała Marzena, teraz widać było tylko cięgno autopilota poruszające rumplem to w lewo, to w prawo. Nie było nikogo kto by po mnie wrócił, nikogo kto wezwałby pomoc, nikogo kto mógłby wyjaśnić co się stało. W baku jest paliwa na jakieś 15 godzin więc jacht odnaleziono by na środku Kanału Angielskiego. Postałem jeszcze chwilę, gapiąc się na samodzielnie poruszający się ster, przyzwyczajając się do mrówek chodzących po plecach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Miałem o czym myśleć wracając do mariny. Pozostał tytułowy lekki dyskomfort. W przyszły roku będzie więcej okazji, żeby się z nim oswoić. Zamierzam trochę więcej popływać samemu. &amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7288435776913846285?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7288435776913846285/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/lekki-dyskomfort-psychiczny.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7288435776913846285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7288435776913846285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/lekki-dyskomfort-psychiczny.html' title='Lekki dyskomfort psychiczny'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-3532945046767276886</id><published>2011-12-06T19:55:00.000Z</published><updated>2011-12-06T19:55:00.395Z</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/MXp413NynFk" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-3532945046767276886?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/3532945046767276886/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3532945046767276886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3532945046767276886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/MXp413NynFk/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-5389710437279058760</id><published>2011-12-04T10:48:00.001Z</published><updated>2011-12-04T14:26:46.492Z</updated><title type='text'>Raz na wozie, raz...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Szkoła idzie nam ciężko. Przede wszystkim dają się we znaki braki w przygotowaniu instruktora. Miotam się a cierpi na tym Marzena. Mam wredną cechę impulsywnego reagowania w sytuacji, kiedy napotykam na mur. Do tego dochodzi fakt, że ciągle zapominam, że pewne rzeczy dla innych nie są tak oczywiste jak dla mnie. Kiedy Marzena ma kłopoty ze zrozumieniem jakiegoś problemu sytuacja komplikuje się w klasyczny sposób: im bardziej ona pyta tym bardziej ja się wściekam, a im bardziej ja się wściekam, tym bardziej ona się "okopuje". I mamy pat. Najlepsze co wtedy można zrobić to wrócić do mariny. Chociaż nie chcę, żeby ktoś odniósł wrażenie, że awantury na pokładzie Saoirse są na porządku dziennym. Absolutnie nie! Przez znakomitą większość czasu idzie nam naprawdę nieźle. Ale zdaję sobie sprawę z własnej niewiedzy i braku przygotowania do uczenia. Dopiero dociera do mnie, że osoby które uczeniem zajmują się na co dzień, mają o wiele lepszą umiejętność rozumienia uczniów. Przez cały czas mają świadomość tego, że ich uczniowie nie mają ich wiedzy, i trzeba znaleźć przyswajalny dla nich sposób na jej przekazanie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Innym problemem jest pogoda. Tak się jakoś wrednie składa, że ostatnimi czasy w ciągu tygodnia jest "lajtowo" a rozwiewa się na weekend. Nie chcę wychodzić na wodę jak urywa łeb bo wydaj mi się, lepiej będzie jeśli Marzena skupi się na manewrach a nie na walce z żaglami i sterem. Ciężkiej pogody już doświadczyła, teraz chodzi bardziej o to, żeby szlifowała wiedzę i umiejętność rozumienia otaczającej ją&amp;nbsp; sytuacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A z pozytywnych zdarzeń to zrobiłem w końcu szafkę nad nawigacyjnym i Marzena urwała linkę od gazu. Swoją drogą dlaczego takie awarie zdarzają się zawsze (lub prawie zawsze) w najmniej odpowiednim momencie. Czy taka linka nie może pęknąć pół mili od brzegu, na szerokiej wodzie? Nie, ona musiała pęknąć akurat wtedy, kiedy wychodzimy z mariny, za sobą mamy falochron tejże, z prawej strony pomost paliwowy, z lewej pływający pomost "poczekalniowy" a przed dziobem pierwszą bramkę naprawdę wąskiego kanału prowadzącego na szerokie wody. Do tego żagle połapane krawatami na "postojowo" a miejsca dookoła po 10 metrów w każdą stronę. Na szczęście nie straciliśmy manewrowości. Wprawdzie nie można było zwiększyć obrotów silnika ale miałem kontrolę nad skrzynią biegów. Tak więc mogłem płynąć zarówno w przód jak i w tył. Wprawdzie tylko na wolnych obrotach, czyli bardzo wolno, ale miałem pełną kontrolę nad jachtem. Powolutku, powolutku, z dużą dozą nieśmiałości, ale udało nam się wrócić na własne miejsce przy kei. Dwie godziny pracy i miałem założoną nową linkę. Wprawdzie w tym dniu z pływania nic już nie wyszło ale przynajmniej kolejna rzecz na Saoirse jest zrobiona tak, jak być powinna. I to jest właśnie pozytywny aspekt urwania przez Marzenę tej cholernej linki. Bo prosiła się ona o wymianę (linka, nie Marzena) od dnia, w którym kupiliśmy jacht. Jak to się więc stało, że pękła dopiero teraz? Cóż, myślę że ma tu zastosowanie teoria mojego ojca. Ojciec był taksówkarzem i samochód był jego drugim domem. Albo nawet pierwszym, bo spędzał w nim więcej czasu niż we właściwym domu. A ponieważ tyle spędzał w nim czasu, to znał go jak własną kieszeń. Wiedział co, gdzie i dlaczego stuka, wiedział jak zaciągać ręczny, jak i kiedy włączać wycieraczki żeby nie piszczały itd. A przede wszystkim wiedział jak obsługiwać skrzynię biegów. Wiedział, że jedynkę trzeba wrzucać wykonując tępy, stały i mocny nacisk, a trójka nie wejdzie inaczej jak "z nagła szarpana". Tajemne to było ale działało. Do czasu. Raz na jakiś czas samochodu potrzebowała moja mama. Jeśli myślicie, że zaraz napiszę, że mama była fatalnym kierowcą, i potrafiła wykończyć skrzynię biegów po jednym wyjeździe do dziadków, to się bardzo mylicie. Mama była świetnym kierowcą. Problem według mojego ojca był taki, że wrzucała biegi... inaczej niż on. Jeden maminy wyjazd wystarczył, żeby tak pięknie chodząca skrzynia biegów została inaczej... przetarta. To wystarczyło, żeby przez następne kilka dni ojciec nie mógł dogadać się z własnym samochodem. Ile w tej teorii jest prawdy - nie wiem. Wiem, że w przypadku linki od gazu na naszym jachcie - sprawdziła się w 100%. Bo ja od początku wiedziałem, że ta linka jest lekko "luźnochodząca" przy samej manetce i wiedziałem, że dodając gazu należy na początku, lekko i z pewnym wyczuciem, "przepchnąć" ją przez pierwszy opór a potem będzie już "git". Ponieważ to zawsze ja wychodziłem z mariny, to do tej pory nie było problemów. Ale od kiedy zaczęliśmy szkołę to Marzena robi wszystkie manewry portowe. Tego konkretnego dnia, tuż po wyjściu z mariny, wjechał nam pod dziób jakiś nieduży motorowy jacht. Trzeba było szybko dać wsteczny, żeby zatrzymać Saoirse w miejscu i zrobić tamtemu miejsce na manewr. No i Marzena zrobiła wszystko poprawnie. Z tym, że nie "pomojemu". Dodała gazu zbyt energicznie i nadwyrężona linka pękła. Może gdybym powiedział jej wcześniej jak to robić "pomojemu", to nie byłoby tej awarii. Ale z drugiej strony ta linka i tak by kiedyś pękła, a przynajmniej teraz obyło się bez strat.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A szafka na nawigacyjnym wygląda tak&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Przed...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jCKM6vf8b6Q/TtPwa5qbMcI/AAAAAAAACto/0h7kf0se4vA/s1600/nawigacujna1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://3.bp.blogspot.com/-jCKM6vf8b6Q/TtPwa5qbMcI/AAAAAAAACto/0h7kf0se4vA/s400/nawigacujna1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;w trakcie...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VqGian9ZwGA/TtPwZ09FYbI/AAAAAAAACtg/yjJciKlixvM/s1600/nawigacyjna-walka.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://3.bp.blogspot.com/-VqGian9ZwGA/TtPwZ09FYbI/AAAAAAAACtg/yjJciKlixvM/s400/nawigacyjna-walka.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;i po...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-r_R3wRJLCh4/TtPwYUMnYkI/AAAAAAAACtY/uSJ7oxh-J2Y/s1600/nawigacyjna2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://3.bp.blogspot.com/-r_R3wRJLCh4/TtPwYUMnYkI/AAAAAAAACtY/uSJ7oxh-J2Y/s400/nawigacyjna2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wizualizowałem ją sobie przez dwa lata. Strach pomyśleć ile mi czasu zajmie budowa jachtu, nie? Choć na razie, jeszcze nic nie wskazuje na to, żebym się na to odważył.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-5389710437279058760?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/5389710437279058760/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/raz-na-wozie-raz.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/5389710437279058760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/5389710437279058760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/12/raz-na-wozie-raz.html' title='Raz na wozie, raz...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-jCKM6vf8b6Q/TtPwa5qbMcI/AAAAAAAACto/0h7kf0se4vA/s72-c/nawigacujna1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-6814376027841563743</id><published>2011-11-28T06:36:00.004Z</published><updated>2011-11-29T22:41:10.181Z</updated><title type='text'>Pomnik powstańców</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Będzie o tym jak się Polacy pod pomnikiem spotkali.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ale na razie wstęp. Było to na początku naszej znajomości z &lt;a href="http://hippopotam-us.blogspot.com/" style="color: red;"&gt;Tomkami Hipopotamowymi &lt;/a&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Siedzieliśmy u nich na jachcie i przeglądaliśmy zdjęcia. Na jednym z nich była grupa ludzi sprzątająca jakiś pomnik. Na moje pytanie o to, co za historia jest na tym zdjęciu usłyszałem, że od jakiegoś czasu, wraz ze znajomymi sprzątają przed Świętem Zmarłych&lt;/span&gt; pomnik powstańców listopadowych, który znajduje się na cmentarzu w centrum Portsmouth. Muszę przyznać, że mnie zamurowało. Przyzwyczaiłem się do tego, że polska emigracja ostatnich lat nie mówi o niczym więcej niż o pieniądzach. Trzeba przyznać, że w większości przypadków tak jest i dlatego fakt, że spotkałem kogoś, kto ma czas i chęci na działania nie związane ze stanem konta bankowego był dla mnie tym bardziej zaskakujący. I pewnie dlatego ta historia tak bardzo zapadła mi w pamięć.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A zapadła tak bardzo, że zadzwoniłem w połowie października do Tomka i poprosiłem, żeby nas też zabrali jak będą w tym roku tam jechać. Pomyślałem sobie, że nie będę w tym roku na "moich" grobach w Polsce, to choć w ten sposób uczczę pamięć moich bliskich. Może to naiwnie brzmi ale tak naprawdę myślę. Zresztą w czasie jazdy do Portsmouth Marzena zapytała, ile w naszej obecności na sprzątaniu tego pomnika jest lansu a ile rzeczywistej, wewnętrznej potrzeby. Zastanawiałem się wtedy i muszę przyznać, że i teraz nad tym myślę. I coraz bardziej się w tym utwierdzam, że nie było żadnego lansu. Czasami trzeba zrobić coś takiego, żeby nie zapomnieć, że są rzeczy ważniejsze niż codzienność. Bo w pogoni za pieniądzem zapominamy, że historia nie zawsze może być dla nas tak łaskawa jak była przez ostatnie lata, że jeszcze za naszego życia możemy być postawieni przed próbą, której wcale nie chcemy. A wyrywając chwasty spomiędzy płytek chodnikowych lepiej się myśli na tym, co ja bym zrobił na ich miejscu, jak ja bym się zachował mając do wyboru ich drogę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A poza tym spotkałem tam fajnych ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-qvMYmq291Ng/TtMsU0YEqwI/AAAAAAAACtQ/yceEi0napqc/s1600/pomnik.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="427" src="http://3.bp.blogspot.com/-qvMYmq291Ng/TtMsU0YEqwI/AAAAAAAACtQ/yceEi0napqc/s640/pomnik.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A teraz będzie o tym co to za pomnik. Na wstępie mała dygresja. Zaczynam coraz bardziej doceniać internet. Kiedy dowiedziałem się, że to &lt;a href="http://www.memorials.inportsmouth.co.uk/cemeteries/polish.htm" style="color: red;"&gt;pomnik powstańców listopadowych&lt;/a&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;, &lt;/span&gt;a nie żołnierzy ostatniej wojny światowej (tak jak wcześniej myślałem), zacząłem szukać jakiś informacji. Dwie godziny googlowania i przypomniałem sobie wszystko to, czego uczyłem się na lekcjach historii. Gdzieś w zakamarkach pamięci kołatały się resztki wiedzy z ogólniaka i wystarczyło odwiedzić parę stron, żeby cała ta wiedza wróciła. Wiedza o Powstaniu Listopadowym, o okolicznościach i przyczynach jego wybuchu. Wiedza o Wielkiej Emigracji, jej trzech podstawowych odłamach i ich programach. A teraz ta wiedza zaczęła nabierać twarzy, zaczęła mieć ludzki wymiar. Bo na tym pomniku są nazwiska prawdziwych ludzi a nie akapity w książce do historii. Tam są losy ludzi podobnych do mnie. Choć ja jestem w nieporównywalnie lepszej sytuacji. Ja w każdej chwili mogę wrócić a oni mieli świadomość, że najprawdopodobniej tu umrą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;No dobra, to teraz o pomniku. Albo wiecie co? Sami sobie poszukajcie :))) Na początek link do jednego artykułu na portalu &lt;a href="http://phw.org.pl/przywodcy-generalowie-zolnierze/101-zolnierze-polscy-w-portsmouth-po-powstaniu-listopadowym.html" style="color: red;"&gt;Historia Wojskowa&lt;/a&gt; A potem proponuję wygooglować samo Powstanie Listopadowe i Wielką Emigrację.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Na zakończenie jeszcze jedna historia dobrze opisująca czasy, w których żyjemy. Pierwsza rzecz, którą usłyszałem po przyjściu na miejsce była o tym, że ktoś ukradł mosiężną tablicę, która była przyczepiona po prawej stronie (widać ją na zdjęciach w linku zaraz pod zdjęciem). Ta po lewej też była kiedyś mosiężna ale został zrobiony plastikowy odlew i to on jest przymocowany do pomnika. Gdzieś w połowie sprzątania podeszła do na starsza Angielka. Po chwili rozmowy okazało się, że przyszłą sprawdzić co się dzieje bo myślała, że ktoś znowu kradnie złom. Smutne, że tak się dzieje. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Możecie się spodziewać jeszcze kilku wpisów zaściankowo-narodowo-faszystowskich :))) Wzięło mnie ostatnio i nie puszcza. Ale to za jakiś czas.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-6814376027841563743?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/6814376027841563743/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/pomnik-powstancow.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/6814376027841563743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/6814376027841563743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/pomnik-powstancow.html' title='Pomnik powstańców'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-qvMYmq291Ng/TtMsU0YEqwI/AAAAAAAACtQ/yceEi0napqc/s72-c/pomnik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4055422908515026590</id><published>2011-11-26T21:17:00.004Z</published><updated>2011-11-26T21:35:23.503Z</updated><title type='text'>PRL 2.0</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nie jestem wyborcą PISu. I nigdy nim nie będę. Jeśli już opowiadam się za jakąś opcją to jest nią partia prawicowa. A takiej w Polsce jeszcze nie ma. Jako ktoś o prawicowej orientacji nie mogę głosować na partię, która prawicowa jest tylko z nazwy, ale mój ewentualny głos PIS stracił wchodząc w koalicję z Lepperem. Jeśli ktoś mieni się być prawicą to powinien trzymać pewne standardy a współpraca z takimi populistami jak Lepper jest poza wszelkimi granicami dobrego zachowania politycznego. I nie przyjmuję do wiadomości, że to dla dobra Polski. Czasami bycie milczącą opozycją jest ważniejsze niż władza za wszelką cenę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Cwt2_0lPMsQ/TtFWcU5nuvI/AAAAAAAACs4/LS5pNhv6QQM/s1600/images.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="141" src="http://2.bp.blogspot.com/-Cwt2_0lPMsQ/TtFWcU5nuvI/AAAAAAAACs4/LS5pNhv6QQM/s200/images.jpeg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Po co ten dziwny wstęp? I to na blogu, który nie miał być polityczny? Bo będzie o Marszu Niepodległości a nie chcę być posądzony o bezkrytyczne popieranie jednej strony. Nie mam kontaktu z polską prasą, nie mam telewizora więc nie docierają do mnie najnowsze "newsy". Dzięki temu to ja dobieram informacje, które do mnie trafiają. I z przerażeniem patrzę co się w Polsce dzieje.&amp;nbsp; A co takiego mnie tak przeraża, zapytacie? Ot co:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rząd organizuje obchody, na które nikt nie przychodzi. W tym czasie  orientuje się, że na marsz skrajnej prawicy wybiera się "trochę" więcej  narodu niż początkowo przypuszczał. Wydaje więc polecenie "swojej"  prezydent Warszawy na udzielenie zgody na kontrmanifestację. Samo to  powinno być przedmiotem dochodzenia. Jakoś tak się składa, że główny  wysiłek kontrmanifestacji skierowany był na to, żeby zagrodzić tej drugiej manifestacji drogę w kierunku rządowych obchodów. Nie bardzo chciało im się kontrmanifestować w drugą stronę, pod pomnik Dmowskiego, czyli tam gdzie udała się ta "faszstowska". Po całym cyrku zacząłem grzebać w internecie i dotarło do mnie, jak ogromną pracę włożyły media rządowe w nawoływaniu do pacyfikacji "faszystów". (od dzisiaj będę się dokładniej przyglądał temu, co wypisuje redaktor Blumsztajn). Młodzieżówka lewicowa zaprasza posiłki z Niemiec, mające pomóc im w siłowym spacyfikowaniu tej "faszystowskiej". A w tym samym czasie policja prowokuje "faszystów" do zamieszek (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=eczjz7eRvpk&amp;amp;feature=feedlik" style="color: red;"&gt;obejrzyjcie ten film od 10:20&lt;/a&gt;) Najgorsze w tym jest to, że ten skopany koleś dostał 3 miesiące więzienia za czynną napaść na policjanta. Dopiero potem wypłynął ten film. W tym samym czasie policja&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Am3_c_XSp60&amp;amp;feature=relmfu"&gt; &lt;span style="color: red;"&gt;pałuje na ulicy ludzi paradujących z polskimi flagam&lt;/span&gt;i&lt;/a&gt;. Media nawołują do pacyfikacji "faszystów", a po całym zdarzeniu przedstawiają fakty w sposób, który ma pokazać, jak wielkie niebezpieczeństwo zostało skutecznie zażegnane. A co na to samo niebezpieczeństwo czyli "faszystowska" manifestacja? Pomijając kilkuset zadymiarzy, którzy zawsze się znajdą... Prawica podaje, że na Marszu Niepodległości było 90 tys. ludzi. Nie wiem czy to prawda, ale jeśli było ich nawet połowę tej liczby to i tak, w porównaniu z "antyfaszystami", przewaga jest przytłaczająca. O czym to świadczy? Myślę, że większość tych ludzi poszła na marsz, żeby zamanifestować sprzeciw temu, coś się obecnie dzieje w Polsce. Bo naród został świadomie spolaryzowany i to do stopnia niespotykanego do tej pory i coraz więcej ludzi myślących ma tego dosyć. A polaryzacja zastała zrobiona przez ekipę PO-SLD, bo to do nich należą, lub im sprzyjają, największe polskie media. I zostało to zrobione w bezpardonowej walce o władzę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jeden wniosek, który mi się nasuwa jest taki, że wszystko co narodowe jest groźne, tak jak za komuny groźne było to, co nie szło po linii władzy . Aż mi się nie chce wierzyć w to co piszę, ale zaczynam dostrzegać, że w Europie są siły, które nie cofną się przed niczym, żeby dopiąć swego celu. A tym celem są Stany Zjednoczone Europy. I europejskie narody nie mają tu nic do gadania. I żeby nie było nieporozumień - w Anglii jest ta sama tendencja. Wprawdzie nie na taką skalę ale to tutaj też się dzieje. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A na koniec bardzo nudny film. Dwie najważniejsze rzeczy z nim związane są takie, że po pierwsze takich obrazków nie można było zobaczyć w rządowych mediach (czyli wszystkich największych w Polsce). A druga rzecz jest taka, że ten film trwa 20 minut.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/8zDBR-ikjIA" width="560"&gt;&amp;amp;lt;p&amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Nie wiem co będę robił &amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;/p&amp;amp;gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nie wiem co będę robił 11 listopada 2012 roku, ale jeśli będę w Europie, to postaram się być w Warszawie. W tym roku zrozumiałem, że nie można pewnych rzeczy zostawiać innym. Jeśli mam mieć dokąd wrócić na starość to teraz, choć w tak ograniczony sposób, muszę dać świadectwo. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4055422908515026590?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4055422908515026590/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/prl-20.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4055422908515026590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4055422908515026590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/prl-20.html' title='PRL 2.0'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Cwt2_0lPMsQ/TtFWcU5nuvI/AAAAAAAACs4/LS5pNhv6QQM/s72-c/images.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-3273051202744214403</id><published>2011-11-23T21:04:00.002Z</published><updated>2011-11-24T21:51:13.287Z</updated><title type='text'>Post dehibernacyjny</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tak, dehibernacyjny bo zapadłem w sen zimowy na ponad miesiąc. A właściwie to w paskudną deprechę a nie w zimowy sen. Skąd depresja? Zaczynam się przegrzewać, ot co. Niedługo miną cztery lata od kiedy pracuję dla mojej obecnej firmy i jest to pierwszy raz w całym moim życiu, kiedy mam normalną pracę. Różne rzeczy do tej pory robiłem ale jedno je zawsze łączyło - ciężko byłoby użyć słowa "normalne" żeby je opisać. A od czterech lat wstaję rano, pracuję, wracam do domu, jem, kładę się spać... Jestem lemingiem. Pewnego dnia, jakiś miesiąc temu, dotarło do mnie że żyję życiem, od którego próbowałem uciec od kiedy sięgam pamięcią. Przyszedł chyba czas na to, żeby coś spieprzyć w tym ślicznym obrazku. Bo za jakiś czas może się okazać, że Wielki Cel niewarty był tych wszystkich lat, które poświęciłem, żeby zarobić pieniądze na jego realizację.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Czuję w kościach, że w przyszłym roku coś wykręcę :)))&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A żeby lepiej mi się wybudzało po hibernacji - klip Marka Klnowskiego. W ten sposób oznajmił światu, że wybiera się zimą na Nangę Parbat. Polecam przejrzeć resztę jego klipów. W szczególności "El camino baby" i "W poszukiwaniu czasu bez mistrza Fibiego"&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="225" mozallowfullscreen="" src="http://player.vimeo.com/video/6406358?title=0&amp;amp;byline=0&amp;amp;portrait=0" webkitallowfullscreen="" width="400"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://vimeo.com/6406358"&gt;irlandzka jesienna depresja...&lt;/a&gt; from &lt;a href="http://vimeo.com/user702504"&gt;mrufkaz&lt;/a&gt; on &lt;a href="http://vimeo.com/"&gt;Vimeo&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-3273051202744214403?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/3273051202744214403/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/post-dehibernacyjny.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3273051202744214403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3273051202744214403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/post-dehibernacyjny.html' title='Post dehibernacyjny'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-1161763638098951493</id><published>2011-11-04T22:39:00.000Z</published><updated>2011-11-04T22:39:29.902Z</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>N.O.F.U.C.I.N.G.C.O.M.M.E.N.T.S&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/7htClT5hPnQ" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/e0j0GCbMC7A" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-1161763638098951493?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/1161763638098951493/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1161763638098951493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1161763638098951493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/11/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/7htClT5hPnQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2526725764922114988</id><published>2011-10-20T20:13:00.002+01:00</published><updated>2011-10-20T20:14:47.464+01:00</updated><title type='text'>Sześć na dziesięć</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wiem, że nie bardzo to tu pasuje ale złapałem takiego nerwa, że jak tego głośno nie powiem, to mnie szlag trafi. Takie oto ogłoszenie znalazłem:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;i&gt;this narrow boat has been painted with ship paint windows are in but  still little bit work to do engine is in it is now ready for cladding  ect i have the full heating (new) as for house oil built a trailer for  narrow which can be taken apart and take away so no fees in yard it a  blink canvas oh vents in roof done its a nice boat what i dont want is  time wasters oh there is 9 mile of river ban and black water there you  could let it out or live on it work will go on on narrow boat as to such  times it is sold or i change my mind &lt;br /&gt;
thanks rember no wasters   photo to fallow&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nawet nie chodzi mi o to, że cały ten tekst to jedno długie zdanie, bez żadnych znaków przestankowych. Najbardziej porażające jest to, że ten tekst jest napisany tak, jakby ktoś go mówił. I to mową potoczną. A przecież tekst pisany rządzi się zupełnie odrębnymi prawami. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;60% uczniów kończących angielskie gimnazja ma zasadnicze problemy z czytaniem, pisaniem i podstawami matematyki. Radzę się przez chwilę zastanowić na treścią tego zdania bo w Polsce tak będzie już w następnym pokoleniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2526725764922114988?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2526725764922114988/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/szesc-na-dziesiec.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2526725764922114988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2526725764922114988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/szesc-na-dziesiec.html' title='Sześć na dziesięć'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4837310340518109309</id><published>2011-10-11T21:42:00.002+01:00</published><updated>2011-10-13T05:37:15.355+01:00</updated><title type='text'>Doniesienia z frontu</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;He, he...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"Doniesienia z frontu" - tak jeszcze niedawno zaczynałem posty opowiadające o nowych osiągnięciach (lub ich braku) w naszej stoczni remontowej. Remont się skończył (taki skrót myślowy bo każdy, kto choć raz miał jacht wie, że to się nigdy nie skończy) i jakoś pusto się w moim życiu zrobiło. No więc... wymyśliłem sobie kolejny ugór do zaorania. Będę uczył Marzenę żeglarstwa (zabije mnie, ale czego nie robi się dla bloga :)))))))) &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A prawda jest taka, że nawet mi się to podoba. Po pierwsze pływamy po ok. dwie godziny dziennie. Wychodzimy godzinę przed wysoką wodą, wracamy godzinę po. Do tego, przez te dwie godziny dużo się dzieje. Zupełne przeciwieństwo nudnego płynięcia przez sześć godzin do np: Lymington. Pomijając sam proces uczenia, to dookoła nas pełno jest drobnoustrojów. Ponieważ warunki pływowe (a to dopiero ciekawe określenie...) są sprzyjające, to na wodę wylegają wszelkiej maści regatówki. Od starych Mirrorów, przez Lasery aż do RS-ów z laminowanymi żaglami. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, żeby czegoś nie rozjechać. Na szczęście jesteśmy najwięksi, więc nie musimy bać się, że ktoś rozjedzie nas. A po drugie - sama nauka. Jest takie powiedzenie: "najlepiej się uczysz - ucząc". Nasze uczenie jeszcze nie doszło do takiego etapu, żebym musiał sięgnąć do książek ale to nastąpi już niedługo. Na razie "wałkujemy" podstawy. Dlaczego jacht płynie? Jak ustawić żagle, żeby jacht płynął? Co to jest nawietrzność i zawietrzność? Jak wykorzystać pracę żaglami aby pomóc sobie w zrobieniu zwrotu? Jak zrobić zwrot przez sztag? I tak dalej...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Muszę się przyznać, że zrobiłem duży błąd w początkach&amp;nbsp; naszego pływania. Nie rozumiałem, że bez wytłumaczenia absolutnych podstaw nie ma możliwości nauczenia reszty. Wydawało mi się, że jak wytłumaczę Marzenie jak trzymać kurs na punkt lub kompas to ona automatycznie zacznie uwzględniać wszystkie zmienne, które na utrzymanie tego kursu mają wpływ. Czyli zmianę kierunku i siły wiatru, zmianę zafalowania, prądy pływowe, przechył i całą tą resztę tak dla mnie oczywistą. Dopiero teraz widzę, że tak się nie da. Bez wytłumaczenia jak powstaje siła ciągu na żaglu nie da się wytłumaczyć jak zrobić zwrot, że o poprawnym ustawieniu tegoż żagla nie wspomnę. Tak więc zaczęliśmy od podstaw i wygląda na to, że oboje bawimy się równie dobrze. Brakuje mi wprawdzie przygotowania merytorycznego to tego, żeby uczyć... ale staram się. Zobaczymy jakie będą efekty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Inną dobrą stroną pływania po dwie godziny dziennie jest to, że mam czas zrobić coś przy łódce. W ostatnią sobotę przed wyjściem na wodę zrobiłem potrzebne zakupy a po przypłynięciu zamontowałem smarownicę do dławicy. Dławica to, w wielkim skrócie, rura wypełniona smarem wstawiona w kadłub, przez którą przechodzi wał śruby. Smar jest po to, żeby woda nie ciekła do środka. Ze względu na wibracje i dosyć duże obroty nie można wału uszczelnić zwykłymi uszczelkami. Smar, którym wypełniona jest dławica, bardzo szybko się zużywa i trzeba go często uzupełniać. Do tej pory robiłem to za pomocą specjalnej nakrętki na wewnętrznym końcu dławicy. Upierdliwe to był strasznie, bo po pierwsze nakrętka była wielkości kieliszka, więc trzeba ją było bardzo często napełniać. A po drugie, żeby się do niej dostać, trzeba było odkręcić ściankę boczną przedziału silnikowego. Zanabyłem więc na ebay'u specjalną smarownicę. Wygląda to jak wielka strzykawka tylko tłok się wkręca zamiast wciskać. Zrobiona jest z mosiądzu i wchodzi to środka jakieś pół kilo smaru. Zamontowałem ustrojstwo w achterpiku (skrajny schowek na rufie... w sensie - z tyłu) i podłączyłem do dławicy za pomocą elastycznej rurki. Teraz wystarczy podnieść pokrywę achterpiku i smarownica jest w zasięgu ręki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Najlepsze w tym wszystkim jest to, że mam cały zestaw za połowę ceny. Wspomniałem, że samą smarownicę kupiłem na ebay'u. Problem był taki, że nie było żadnych końcówek do podłączenia. Ale pamiętałem sklep, &lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2010/02/1-funt-i-76-pensow.html" style="color: red;"&gt;w którym dorobili mi rurkę do silnika&lt;/a&gt; i wiedziałem, że będę mógł kupić tam wszystkie potrzebne połączenia. Tak też się stało. Całość kosztowała mnie 50 funtów. &lt;b&gt;Taka sama smarownica, wraz z kompletem podłączeń, kosztuje w najtańszym w okolicy sklepie żeglarskim 98 funtów&lt;/b&gt;. Zarobiłem połowę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A w sobotę - znowu do szkoły :)) Może przy okazji uda się zrobić szafkę nad nawigacyjnym. Już nie mogę patrzeć na te kable wystające ze ściany.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Za tydzień kolejne doniesienia z frontu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4837310340518109309?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4837310340518109309/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/doniesienia-z-frontu.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4837310340518109309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4837310340518109309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/doniesienia-z-frontu.html' title='Doniesienia z frontu'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2826095562485929542</id><published>2011-10-07T17:57:00.002+01:00</published><updated>2011-10-07T22:24:30.993+01:00</updated><title type='text'>Słowo na niedzielę</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Na wybory nie idę. Już nie wierzę, że mam na cokolwiek wpływ. A już na pewno nie w polityce.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Cztery lata temu wyrzuciłem do śmieci telewizor i, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że to była najlepsza rzecz jaką mogłem zrobić. Teraz sam dobieram informacje, które do mnie trafiają i przynajmniej wydaje mi się, że mam nad tym kontrolę. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A z okazji wyborów chciałem wam puścić jedną piosenkę. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/LwaDoEs0st4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tak, kochani... Jeśli miałbym na kogoś głosować to byłaby to osoba, która przez całe swoje życie miała jedną prawdę i drogą tej prawdy zawsze kroczyła. Program polityczny jest ważny ale nie najważniejszy. Bo nie ma gorszej szmaty w polityce niż ta, która zmienia front w zależności od koniunktury. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Życzę mądrych wyborów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2826095562485929542?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2826095562485929542/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/sowo-na-niedziele.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2826095562485929542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2826095562485929542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/sowo-na-niedziele.html' title='Słowo na niedzielę'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/LwaDoEs0st4/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-215662650158469081</id><published>2011-10-06T20:57:00.003+01:00</published><updated>2011-10-07T22:23:53.654+01:00</updated><title type='text'>Wizjoner</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nigdy mnie jakoś postać Steve'a Jobs'a nie interesowała. Jak sięgam pamięcią wstecz nigdy nie miałem Mac'a w rękach. Oglądałem jakiś film o początkach Appla, co jakiś czas trafiały do mnie strzępy informacji. I to tyle. Aż do dzisiaj. Bo dzisiaj Steve Jobs zmarł. Przez cały dzień była to najważniejsza informacja we wszystkich stacjach radiowych. A że radio u mnie w kabinie chodzi przez cały dzień to, chcąc nie chcąc, słuchałem opowieści o nim. I tak się nasłuchałem, że od kiedy przyjechałem do domu to siedzę w internecie i googluję. I z tego googlowania wyłania się jedna prawda - był wizjonerem. A do tego swoim życiem mógłby obdzielić dziesięciu innych ludzi a i tak byłoby to dziesięć niezwykłych żywotów. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Szczególnie jedna historia zwróciła moją uwagę. Kilka razy w moim ulubionym radiu wspomnieli o jego przemówieniu na rozdaniu dyplomów na Uniwersytecie Stanford. Poszukałem na Youtube ... i wbiło mnie w podłogę. 15 minut przemówienia i ani jednego zbędnego słowa. Ale najbardziej poruszyła mnie przypowieść o śmierci. W ogromnym skrócie chodziło mu o to, że zaakceptowanie nieuchronności śmierci powoduje, że przestajemy się bać tego, że coś stracimy. Wszelkie porażki, jakie nas w życiu dotkną, są niczym bo i tak na końcu drogi czeka nas jedno. A to znaczy, że powinniśmy podchodzić do życia każdego dnia na nowo. Jak sam powiedział: &lt;b&gt;"Jeśli dzisiaj będzie mój ostatni dzień życia, to czy to co mam tego dnia zrobić jest naprawdę tym, co mam ochotę zrobić"&lt;/b&gt;. I jeszcze jedna myśli. &lt;b&gt;"Śmierć jest najlepszym wynalazkiem życia. Powoduje, że wszystko jest w ciągłym ruchu. Stare umiera by zrobić miejsce młodemu"&lt;/b&gt;. Truizmy ale czasami trzeba odpowiednich okoliczności, żeby je zrozumieć.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Lubię mówić, że mieszkam w społeczeństwie, które się boi i na strachu zbudowana jest jego rzeczywistość. Pewnie jeszcze nie raz i nie dwa&amp;nbsp; będę o tym pisał. Ale to co mnie naprawdę przeraża to nieistnienie fenomenu śmierci w świadomości społecznej. Oni udają, że śmierci nie ma. Najdziwniejsze jest to, że część z nich zachowuje się tak, jakby wierzyła, że to prawda. Bo jeśli nie ma śmierci, to nie trzeba się zastanawiać nad swoimi wyborami. A jeśli nie trzeba się zastanawiać nad wyborami to można skupić się na rzeczach znacznie przyjemniejszych. Bo przecież nikt nas za nasze czyny nie rozliczy. Takie rozliczenie ma miejsce u kresu jakiejś drogi a ... przecież nie ma żadnego kresu drogi.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Myślę, że ta mentalna nieśmiertelność jest podstawową przyczyną zaniku wszelkich konserwatywnych wartości. Tradycja, więzi rodzinne, honor. To są muzealne hasła, to już nie są składowe rzeczywistości. Zanik religii jest skutkiem a nie przyczyną tego stanu rzeczy. Ludzie nie odwracają się od wiary (w Boga, Krisznę, Mahometa, Świętopełka... co kto woli) bo jest &lt;i&gt;passe&lt;/i&gt;. Odwracają się, bo nie jest im już potrzebna. Jeśli nie ma śmierci - nie ma potrzeby zastanawiania się nad duchowością. A jeśli nie ma sfery duchowej to można poświęcić swój czas zaspokajaniu wszelkich potrzeb ciała.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Od jakiegoś czasu, mniej więcej od trzech lat, zachodzi we mnie zmiana. Staram się zdefiniować swój świat. Jednocześnie próbuję świadomie kreować swoją rzeczywistość. Próbuję zrozumieć mechanizmy, które nami rządzą i określić jaki jest mój do nich stosunek. Np: honor. Czym jest honor, czym był w czasach moich przodków. Co to znaczy "stracić honor", a co można "poświęcić w sprawie honoru". Jakie zachowania są "honorowe" a jakie okoliczności powodują, że chowamy swój honor "w kieszeń". W ten sam sposób próbuję oswoić swoją śmierć. Na razie mogę na pewno powiedzieć, że pogodziłem się z tym, że jest. Nie wiem czy jestem na nią gotowy, ale wydaje mi się, że kiedy przyjdzie - nie będę zaskoczony. Na razie doszedłem do tego, że życie nie jest w życiu najważniejsze. Są wartości ważniejsze od niego.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ech... chciałbym mieć tyle czasu, żeby to wszystko napisać. Nawet nie po to, żeby to opublikować. Dla siebie. W trakcie pisania lepiej się myśli o sprawach pisanych z DUŻEJ LITERY.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A dla anglojęzycznych - przemówienie Jobs'a w Stanford. &lt;a href="http://news.stanford.edu/news/2005/june15/jobs-061505.html" style="color: red;"&gt;A tu jest jego tekst&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/UF8uR6Z6KLc" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-215662650158469081?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/215662650158469081/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/wizjoner.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/215662650158469081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/215662650158469081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/wizjoner.html' title='Wizjoner'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/UF8uR6Z6KLc/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4005455546543234182</id><published>2011-10-02T22:27:00.001+01:00</published><updated>2011-10-02T22:28:23.968+01:00</updated><title type='text'>Poprawiacz Humoru</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Właśnie mija jeden z najgorętszych weekendów w tym roku a my, zamiast pływać, siedzimy w domu. Jakiś zarazek się do mnie przyplątał i muszę wyzdrowieć do jutra bo rachunki się same nie popłacą. W związku z tym potrzeba czegoś skocznego na poprawę humoru.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/P-AYAv0IoWI" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I jeszcze jedno "sweet"...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/-Du-CWASm20" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4005455546543234182?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4005455546543234182/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4005455546543234182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4005455546543234182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/10/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz Humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/P-AYAv0IoWI/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4565517169098936769</id><published>2011-09-28T21:15:00.001+01:00</published><updated>2011-09-28T21:53:28.890+01:00</updated><title type='text'>Inspiracje: Matt Harding</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pomyślałem, że spróbuję opisać ludzi, którzy mnie inspirują. Ludzie, dzięki którym otwierają się, ukryte do tej pory, klapki w moim mózgu. Już teraz wiem, że to będzie cykl więc publikował go będę pod wspólnym tytułem: Inspiracje.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zaczęło się chyba od Matt'a Harding'a. Na pierwszy jego klip na Youtubie trafiłem pewnie jak wszyscy inni. Ktoś mi wysłał linka z tekstem w rodzaju: "widziałeś tego tańczącego kolesia? Niezły model!!!". Jeśli jakimś cudem jeszcze nie wiecie o kim mówię to obejrzyjcie sobie jego pierwszy klip.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/7WmMcqp670s" width="420"&gt;&amp;amp;lt;p&amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;br&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;Jeś&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;amp;amp;amp;amp;lt;/p&amp;amp;amp;amp;amp;amp;gt;&amp;amp;lt;/p&amp;amp;gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jeśli nie znacie tej historii to oto ona.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Matt Harding jest Amerykaninem. Sam siebie określa jak obibok i leń. Jedyną rzeczą, na której się zna to gry komputerowe. Mając dwadzieścia kilka lat dostał pracę jako edytor w jednej z australijskich firm wydających gry komputerowe. Zrezygnował po jakimś czasie bo jak sam stwierdził, nie miał ochoty poświęcić dwóch lat życia na produkcję gry, w której bohater ma za zadanie zabić jak największą ilość ludzi. Nie mając absolutnie nic do roboty i żadnych konkretnych planów na przyszłość postanowił wrócić z Australii do Stanów okrężną drogą. Za zaoszczędzone pieniądze kupił abonament lotniczy na podróż dookoła świata i wyruszył. Przed wyjazdem założył stronę internetową, na której zamieszczał krótkie informacje gdzie jest i co robi. Stronę zatytułował&amp;nbsp; &lt;a href="http://wherethehellismatt.com/"&gt;wherethehellismatt.com&lt;/a&gt; , czyli "gdzie-do-diabła-jest-Matt.com". &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wszystko zaczęło się w Hanoi, w Wietnamie. Poprosił swojego znajomego, żeby nakręcił go na tle wietnamskiej ulicy. Miał być krótki film do wrzucenia na stronę. Ponieważ ujęcie było nudne, znajomy zasugerował, żeby Matt odtańczył ten taniec, który miał w zwyczaju tańczyć kiedy czekali w stołówce na lunch. (obaj pracowali w tej samej firmie w Australii). Chodziło o to, że Matt miał w zwyczaju w bardzo specjalny sposób "poganiać" osobników wstrzymujących kolejkę. Jeśli ktoś zbyt długo zastanawiał się jakie potrawy ma położyć na swoją tacę, Matt stawał obo niego i odstawiając głupkowaty taniec, mruczał: "Jestem głodny... pośpiesz się... zaraz tu umrę z głodu, i to będzie twoja wina... " i tak dalej w tym stylu. Matt uznał, że to świetny pomysł i od tej pory w każdym nowym miejscu nagrywał podobny klip. Tak narodził się Tańczący Matt. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po powrocie do domu zmontował krótki film ze wszystkim scenami i wrzucił na swoją stronę. Wtedy jeszcze nie było Youtube. Dajecie wiarę?! Osiem lat temu jeszcze nie było Youtuba!!! Czy ktoś z was wyobraża sobie teraz świat bez Youtube i podobnych portali?! Przez kilka miesięcy niewiele się działo. Aż w pewnym momencie jego serwer eksplodował. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, jego film miał po 20 tys. "uderzeń" dziennie. Z dnia na dzień stał się sławny. Zaczął dostawać maile od naprawdę sławnych ludzi, a za nimi posypały się zaproszenia z różnych programów telewizyjnych. Chłopak oczywiście skwapliwie korzystał z tych zaproszeń i nie ma mu się co dziwić.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ale jeden mail był szczególny. Napisał do niego przedstawiciel firmy produkującej gumę do żucia Stride. Ich propozycja była dość szczególna. Zaproponowali, ni mniej ni więcej, że zapłacą za jego kolejną podróż i nie chcą w zamian nic więcej, poza umieszczeniem na końcu filmu informacji o tym fakcie. Czy ktoś z was by nie skorzystał? Nie ma chyba takiej osoby, nie? I tak się stało, że w niespełna dwa lata po powrocie z pierwszej podróży, Matt wyruszył w następną. Budżet przeznaczony przez sponsora miał oczywiście swoje granice ale i tak udało mu się być w 42 różnych krajach.&amp;nbsp; Efektem był kolejny film.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/bNF_P281Uu4" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I nie byłoby w tym filmie nic szczególnego gdyby nie jedna scena. Chodzi o ujęcie tańczących z Mattem dzieci w małej wiosce gdzieś w Rwandzie. Gdyby nie ta scena i to, co z niej się potem urodziło, cały ten film byłby niczym więcej, niż dokumentacją podróży szczęściarza, któremu udało się zwiedzić kawał świata za czyjeś pieniądze.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A było to tak. Matt wylądował w Rwandzie zupełnie przypadkiem. Zresztą wiele ciekawych rzeczy jest dziełem przypadku. Czekając na lot w jakieś inne miejsce pojechał ze znajomym, który tam mieszkał, zwiedzić kawałek okolicy. Oczywiście był świadomy co się zdarzyło w Rwandzie. Zresztą był tam w 12 rocznicę tragicznych zdarzeń. Zatrzymali się w jakieś małej wiosce. Matt stwierdził, że nakręci tutaj scenę tańca - może przyda się w ostatecznej wersji filmu. Zanim skończył pierwsze ujęcie wszystkie dzieciaki, które były w zasięgu wzroku tańczyły razem z nim. Zanim skończył trzecie ujęcie, otoczony był przez wszystkie wioskowe dzieci i połowę dorosłych. Wtedy jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, gdzie go ten taniec w Rwandyjskiej wiosce zaprowadzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wszystko zaczęło się po powrocie do domu. Te Rwandyjskie dzieci ciągle do niego wracały. W myślach, oczywiście. Im dłużej o nich myślał, tym bardziej krystalizował mu się w głowie nowy pomysł. A przyszło mu do głowy, żeby znowu wyruszyć w świat i znowu zatańczyć w różnych dziwnych miejscach. Tylko tym razem postanowił zaprosić do tańca innych. Dostawał mnóstwo maili z całego świata. Pisali do niego fani prosząc, żeby odwiedził ich jeśli będzie w okolicy. Napisał do Stride pytając, czy nie zasponsorowaliby mu kolejnej podróży. Odpowiedź była pozytywna i pomysł zaczął nabierać realnych kształtów. Umieścił informację na swojej stronie wraz z formularzem zgłoszeniowym, wysłał maila do wszystkich tych, którzy do niego dotąd napisali i, po chyba 8 miesiącach, przyszedł czas realizacji pomysłu. A oto efekt czyli trzeci film.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/zlfKdbWwruY" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;No dobra, ale gdzie tu inspiracje, ktoś zapyta?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Myślę, że dotarło do mnie, że świat jest inny niż ten, który sprzedają nam media. Nie ma w nim strachu, nie ma zawiści, nie ma wyścigu szczurów. Jest za to mnóstwo zwykłych ludzi, którzy chcą się po prostu powygłupiać. Tak jak ja to często robię, bo bardzo lubię słuchać jak Marzena się śmieje. Pewnie dlatego niemalże zawsze oglądam ten trzeci film śmiejąc się przez łzy. Bo jak napisał jeden z fanów w komentarzach pod filmem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Matt, dzięki tobie znowu uwierzyłem, że jednak jest dla nas jeszcze jakaś nadzieja..."&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I choć nadzieja jest matką głupich to myślę, że to będzie najlepsza puenta tego postu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4565517169098936769?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4565517169098936769/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/inspiracje-matt-harding.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4565517169098936769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4565517169098936769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/inspiracje-matt-harding.html' title='Inspiracje: Matt Harding'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/7WmMcqp670s/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-9101373791910803525</id><published>2011-09-21T20:17:00.002+01:00</published><updated>2011-09-21T21:01:21.618+01:00</updated><title type='text'>Szkółka niedzielna</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W zeszłą niedzielę zainaugurowaliśmy niedzielną szkółkę. Wprawdzie niedzielna ona była tylko w zeszłą niedzielę, bo w przyszłości ma być bardziej weekendowa niż niedzielna. (ile razy można użyć słowa "niedzielna" w trzech zdaniach?!)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tajemnicy wielkiej nie ma. Zabraliśmy się za trochę bardziej systematyczne wdrażanie Marzeny w tajniki żeglarstwa. Od teraz, w co drugi weekend, wychodzimy na wodę na dwie godziny i ćwiczymy. Dlaczego w co drugi weekend i dlaczego tylko na dwie godziny? Ano odpowiedź jest prosta - pływy. Cykl pływów układa się w dosyć szczególny sposób. W generalnym ujęciu wygląda to tak: w jeden weekend wysoka woda jest w okolicy godziny jedenastej a niska około piątej. W następny weekend jest dokładnie odwrotnie - niska przed południem a wysoka przed wieczorem. Wszystko dzieje się w cyklu dwutygodniowym. A to oznacza, że w co drugi weekend nie ma co się szykować na jakieś dłuższe pływanie. Powodów jest kilka.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po pierwsze nasza marina jest zamknięta trzy godziny dookoła niskiej wody. W wejściu zamontowane są specjalne wrota, które zatrzymują wodę w marinie. Dzięki temu jachty nie siadają na dnie. To oznacza, że na wodę można wyjść tylko przez sześć godzin w dwunastogodzinnym cyklu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po drugie - te sześc godzin jest bardzo umowne. Żeby wyjść z zatoki na Kanał trzeba pokonać jakieś pół mili wąskiego przejścia. A w czasie przypływu prąd potrafi osiągnąć prędkość 5 węzłów. Nasz silnik nie dałby rady pod taki prąd. Tak więc wyjście na szerokie wody możliwe jest najwcześniej na godzinę przed wysoką wodą. Wszystko się wtedy uspokaja, woda w zatoce niemalże się nie rusza. Oczywiście problem nie istnieje w czasie odpływu - prąd jest wtedy korzystny, właściwie sam nas wynosi na szerokie wody. Silnik jest tylko po to, żeby utrzymywać właściwy kierunek. Taka jest zresztą filozofia pływania na wodach pływowych. Tak wykorzystać naturę, żeby jak najbardziej nam pomagała.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tak więc, w co drugi weekend wyjście na kanał jest możliwe dopiero po południu. To oznacza, że albo wychodzimy na noc, albo siedzimy w porcie. No więc... wybraliśmy trzecią opcję. Wychodzimy na godzinę przed wysoką wodą, przez dwie godziny intensywnie ćwiczymy i wracamy "do domu" godzinę po HW. Przez te dwie godziny woda w zatoce jest właściwie nieruchoma a to oznacza, że przy manewrach Marzena nie musi zwracać uwagi na prąd. Poza tym dwie godziny intensywnych ćwiczeń to i tak dużo. Pierwsze zajęcia pokazały, że dla kogoś "zielonego" ładunek informacji do ogarnięcia jest tak duży, że po tym czasie przestaje przyswajać.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zajęcia inauguracyjne były raczej proste. Ustawianie jachtu na różnych kursach względem wiatru. Jak się nazywają poszczególne kursy i jak należy wtedy ustawić żagle. Wystarczyło na dwie godziny. A do tego jeszcze przed wypłynięciem Marzena sama zajmuje się jachtem od początku do końca. Stawianie żagli, cała "sznurkologia", refowanie na sucho itd. Jeszcze trochę czasu minie zanim jej pozwolę wyjść i wejść do mariny ale jestem dobrej myśli. Ma dziewczyna ambicję :))&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-9101373791910803525?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/9101373791910803525/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/szkoka-niedzielna.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9101373791910803525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9101373791910803525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/szkoka-niedzielna.html' title='Szkółka niedzielna'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2158377150872278592</id><published>2011-09-12T18:36:00.004+01:00</published><updated>2011-09-13T20:50:59.991+01:00</updated><title type='text'>Gibraltar V</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tak się jakoś złożyło, że zapomniałem dokończyć opowieść z rejsu na Gibraltarze. Więc kończę. Tu są poprzednie odcinki:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2010/12/Gibraltar-1.html"&gt;Gibraltar I&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2010/12/Gibraltar-czII.html"&gt;Gibraltar II&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2011/01/Gibraltar-czIII.html"&gt;Gibraltar III&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2011/01/Gibraltar-czIV.html"&gt;Gibraltar IV&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Miało być o delfinach w osobnym poście ale po takim czasie myślę sobie, że i tu się zmieści. Zaczęło się w ciągu dnia. Gdzieś na horyzoncie pojawiły się malutkie przecinki. Kapitańcio, jako miejscowy, wiedział od razu co to jest. Gdyby nie on, to zauważyłbym delfiny dopiero przy samej burcie. A tak miałem szansę zobaczyć jak stado tych niesamowitych zwierząt wygląda z wielu ujęć. Kiedy w końcu do nas dopłynęły zabawy było na dobre 15 minut. Było tak, jak we wszystkich książkach, które do tej pory przeczytałem. Tylko, że lepiej bo widziałem wszystko na własne oczy :)) Było przepływanie wzdłuż i pod jachtem, skakanie przed dziobem, piruety na ogonie i fikołki. Cieszyliśmy się jak dzieci. Krzysiek nazywa je "psiaki" i jest do bardzo dobre określenie. Przypominają kilkumiesięczne szczeniaki. A przy tym budzą respekt. Albo raczej podziw. Niewiele widziałem zwierząt, które wyglądałyby tak naturalnie w swoim żywiole. Nawet lecące ptaki nie wyglądają tak "na miejscu" jak delfiny w wodzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ale prawdziwy spektakl zrobiły w nocy. Siedzieliśmy ze Zgrzybem na wachcie. Było cicho, ciepło, jednym słowem - przyjemnie. Wgapiałem się w wodę bo pierwszy raz w życiu widziałem fosforyzujące glony. Morze było prawie płaskie, wiał leciutki wiaterek. Niesamowicie wyglądały świecące na zielono odkosy dziobowe. Odkosy, wielkie słowo. Malutkie falki. Jeszce fajniej było stanąć na rufie i patrzeć w kilwater (ślad na wodzie pozostawiany przez przepływający jacht). Woda była bardzo przejrzysta, A ciemna noc powodowała, że miało się wrażenie zawieszenia w przestrzeni. Nad i pod jachtem było tak samo ciemno, i tak samo przejrzyście. Do tego ruch jachtu wzbudzał pływające w wodzie glony, które zaczynały świecić. Ja się patrzyło w wodę za rufą, to widać było ciągnący się&amp;nbsp; za jachtem świecący brokatem warkocz. Niesamowite wrażenie. Kiedy już się napatrzyłem, siadłem sobie w kokpicie i po prosu było mi dobrze. W pewnym momencie zobaczyłem w wodzie za burtą świecący ślad. W pierwszej chwili pomyślałem, że wygląda jakby pod nami przepłynęła torpeda. Za chwilę ślad się pojawił znowu ale pod innym kątem. A potem następny, z tym że kiedy był w połowie burty nagle zmienił się w wielką kulę świecącej na zielono wody. A potem tuż pod moim łokciem (w tym momencie już wisiałem na burcie, choć jeszcze nie kojarzyłem co to jest) dmuchnęło tak, że aż podskoczyłem. To były oczywiście delfiny. Te ślady w wodzie jak po torpedach były niczym więcej, jak śladami przepływających delfinów. A ta świetlista kula w wodzie - to któryś po prostu zrobił piruet. Obserwować je w nocy było czymś zupełnie innym niż za dnia. Przede wszystkim zwróciłem uwagę na dźwięki. W dzień nie zwracałem na nie uwagi. Odgłosy oddechów spowodowały, że tym dobitniej zrozumiałem, że obok nas są żywe zwierzęta. W dzień miało się wrażenie, że obserwujemy zabawki w aquaparku. Dopiero kiedy tuż przy burcie usłyszałem ich oddechy, dotarło do mnie, że te zabawki żyją i mają własną wolę. A do tego ich rozmowy... One naprawdę ze sobą rozmawiają. To było coś niesamowitego, jak spotkanie z UFO. Serio.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Następnego dnia po południu dopłynęliśmy do Ceuty. Statystyki mogą odnotować, że po raz pierwszy w życiu postawiłem swoją stopę na afrykańskiej ziemi. W sumie to niewiele mogę o Ceucie napisać. Uderzyła mnie czystość na reprezentacyjnych ulicach miasta. Tam było naprawdę ładnie. A poza tym twierdza. Nie mam zdjęć, więc nie pokażę, ale robi niesamowite wrażenie. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; font-family: Verdana,sans-serif; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dz9xxVnr6Ko/TmvZpkiS0JI/AAAAAAAACqA/CJWIEWpE3XU/s1600/Gib_Gibraltar_rock.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-dz9xxVnr6Ko/TmvZpkiS0JI/AAAAAAAACqA/CJWIEWpE3XU/s320/Gib_Gibraltar_rock.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Chmury nad Gibraltarem &lt;a href="http://www.listalight.co.uk/oldrouteleg.asp?Category_No=131" style="color: red;"&gt;(źródło)&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Za to nazajutrz...&amp;nbsp; to dopiero zrobiło się ciekawie! Prognozy zapowiadały lewanter czyli nagły sztorm ze wschodu. Miało być 9B. I było :))) Nawet się z tego cieszyłem. Nigdy za wiele doświadczeń a kilka godzin żeglugi w sztormie z baksztagu (dla laików - w sensie z rufy... w sensie z tyłu... w sensie z falą... w sensie - zaraz postaram się wytłumaczyć:)) nie mogło zrobić nikomu krzywdy. Płynięcie, nawet w silnym sztormie, z wiatrem i falą nijak się nie da porównać do udręki sztormowania pod wiatr (o tym przekonałem się na Biskajach). A przez te kilka godzin jakie zajmie nam przeskok do Gibraltaru, morze nie zdąży nas nawet mocno sponiewierać. Żeby nie wiem jak bardzo się wściekało.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Kiedy wychodziliśmy z mariny byliśmy przesłonięci cyplem. Krzysiek powiedział, że postawimy grota na drugim refie. Skończyliśmy go stawiać akurat kiedy wyszliśmy zza osłony cypla. I natychmiast go zrzuciliśmy. Wiało tak, że mało nam łbów nie pourywało. Genua była zwinięta tak, że została z niej nie więcej, niż chusteczka do nosa a grzaliśmy... teraz już nie pamiętam ile, ale jazda była przednia. Jedna rzecz mnie zaskoczyła w jachcie. Płynął bardzo sucho. Wzięliśmy na pokład właściwie jednego tylko dziada i oczywiście wylądował cały za moim kołnierzem. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po mniej więcej czterech godzinach weszliśmy za osłonę Skały. Niesamowite wrażenie robiły chmury przelewające się przez wierzchołek. Ale jeszcze większe wrażenie robiły wiatry spadające z niego. Pierwszy raz w życiu widziałem wiatr, który zrywał wierzchołki fal i unosił je w powietrze, zamieniając w wodny pył. A najciekawsze było to, że te wiatry przypominały coś w rodzaju spadających z góry, mały trąb powietrznych. Na wodzie widać było szybko przemieszczający się ślad o średnicy ok. 100 metrów. Z niepokojem patrzyłem czy któryś nie wybierze sobie drogi na przecięcie z naszym kursem ale nam się upiekło.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Popłynęliśmy do Algeciras, hiszpańskiego portu leżącego po drugiej stronie zatoki, dokładnie na przeciwko Gibraltaru. Obaj Latawce mieli stamtąd następnego dnia autobus do Malagi, a że odjeżdżał bardzo wcześnie rano to krótki spacerek na dworzec autobusowy miał większy sens niż branie taksówki z Gib. Jeszcze tylko nocne rozmowy z Kapitańciem na falochronie, wczesnoporanne pożegnanie Latawców i to by było na tyle. W pół godziny przeprowadziliśmy Skoczka na drugą stronę zatoki, na jego stałe miejsce w La Linei, pożegnanie z Krzyśkiem, rutyna na lotnisku i ... koniec rejsu. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Przydało by się jakieś podsumowanie, ale cóż tu napisać? Może to: był to mój pierwszy morski rejs po wielu latach. I pozostawił mi dwie rzeczy. Po pierwsze delfiny. Nie mam żadnego problemu z przywołaniem ich obrazu pod powieki. Wystarczy, że zamknę oczy :))) A druga rzecz to świadomość, że nie jest tak źle z moją wiedzą o żeglarstwie. Doświadczenia mi brak, to prawda, ale podstawy mam dobre.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A na Gibraltar muszę wrócić bo mam niewyrównane rachunki z małpami. Ale o tym będzie w następnej relacji ze Skały. Czyli, chyba za parę lat :)))&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2158377150872278592?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2158377150872278592/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/gibraltar-v.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2158377150872278592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2158377150872278592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/gibraltar-v.html' title='Gibraltar V'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-dz9xxVnr6Ko/TmvZpkiS0JI/AAAAAAAACqA/CJWIEWpE3XU/s72-c/Gib_Gibraltar_rock.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-8766619702736044609</id><published>2011-09-09T22:12:00.004+01:00</published><updated>2011-09-09T22:18:50.271+01:00</updated><title type='text'>Garść refleksji.</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W ostatnim poście pisałem o żałosnym sterniku. Obiecałem też, że ten post będzie o zaniku dobrej praktyki morskiej. To będzie, a co! Problem jest w tym, że co się przymierzę do pisania to mi traktat filozoficzny wychodzi. Za dużo tego jak na jeden post. Chyba trzeba to będzie rozrzucić na kilka, więc możecie się spodziewać marudzenia przez kilka kolejnych postów.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ale teraz będzie o marnych skiperach. A właściwie to nie o marnych skiperach ale o tym, jak moje ego poszybowało w przestworza. Wspomniałem w poprzednim poście, że podszedłem na żaglach do pomostu niedaleko naszej mariny. Kiedy harbour master holował nas do mariny gawędziliśmy o tym i owym. Ja się go zapytałem ile bedzie kosztować takie holowanie, on mi odpowiedział, że nic, potem chwilkę pośmialiśmy się z jego prób wymówienia mojego nazwiska. Ot, takie pogaduszki, żeby zabić 15 minut. Ale w pewnym momencie on się zapytał:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- A silnik to gdzie ci padł? Pewnie tu, przy pomoście?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Nie - odpowiedziałem - w wejściu do Cowes. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- To jak żeś tu przypłynął? - zapytał, unosząc ze zdziwieniem brwi.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Jak to jak - odpowiedziałem - na żaglach. Przecież to jacht żaglowy, nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- No dobrze, ale jak dobiłeś do pomostu? Też na żaglach?!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Przez chwilę myślałem, że żartuje. Ale nie, widzę że pyta na poważnie. Kiedy mu odpowiedziałem twierdząco pokręcił tylko głową i powiedział:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Niewielu miejscowych to jeszcze potrafi. Teraz, jak któryś ma problem z silnikiem, to wołają nas na pomoc jeszcze zanim wejdą do kanału prowadzącego do zatoki. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W pierwszej chwili to poczułem się dumny. Dalej jestem, z tym że po czasie przyszły nie najweselsze refleksje. Pierwsza z nich, dotycząca mnie osobiście była taka, że manewr wyszedł mi tragicznie. Obyło się bez zniszczeń, ale daleko mu było do moich własnych oczekiwań. Ze smutkiem pomyślałem, że "odumiałem" się najprostszych rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A druga konkluzja... Zacznę tak: mieszkam w społeczeństwie, które się boi. Wszystkiego, ale najbardziej tego, że straci to status quo jakie ma. Jego obywatele są w stanie oddać naprawdę dużo, w zamian za to coś, co nazywają bezpieczeństwem. Dużo pieniędzy, dużo wolności... Czasami sobie myślę, że część z nich naprawdę wolałaby mieszkać w Matrixie. Ale najgorsze jest to, że ten strach połączony jest z wszechogarniającym pędem do tego, żeby ich życie było jak najbardziej przyjemne i bezproblemowe. Połączenie tych dwóch rzeczy sprawia, że odechciewa im "się chcieć". Są wystarczająco bogaci, żeby zapłacić innym za to, żeby się o nich martwili. A wrodzone lenistwo sprawia, że nie są zainteresowani w pogłębianiu wiedzy. Nawet więcej - oni nie są zainteresowani w posiadaniu jakiejkolwiek wiedzy, bo nie ma takiej potrzeby.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Przykład będzie drogowy bo tam spędzam najwięcej czasu i mam ogromne pole do obserwacji. Wyobraźcie sobie skrzyżowanie ze światłami. Do skrzyżowania dochodzi dwupasmowa ulica. Na czerwonym świetle wszystkie samochody stają na wolniejszym pasie, tym od strony krawężnika. Może co dziesiąty (raczej co piętnasty) stanie na tym drugim. Dlaczego tak się dzieje? Bo oni się boją tego co będzie za skrzyżowaniem. Boją się tego, że będą musieli się zmiksować bo za światłami będzie jeden pas. Boją się tego, że nie wjadą między inne samochody, że będą musieli ocenić sytuację za pomocą lusterek, że będą musieli obejrzeć się za siebie a wtedy oderwą oczy od drogi przed samochodem. Boją się!!! I dlatego stoją w jednym rzędzie, czekając czasami i dwa cykle świateł, żeby przejechać na drugą stronę. A jeśli zwykłe zmiksowanie dwóch pasów za skrzyżowaniem jest takim problemem to jak potężną traumą musi być wjechanie na autostradę?! O wyprzedzaniu na zwykłej jednopasmowej drodze nie wspominam bo Anglicy już tego nie robią. A ten strach sprawia, że gotowi są na wiele wyrzeczeń byle nie musieli się bać. Oczywiście większości nie stać na własnych szoferów, ale rekompensują sobie to w inny sposób. Na przykład wykupując road assistance. Przynajmniej w razie awarii ktoś się nimi zajmie. Dla niewtajemniczonych: road assistance to usługa polegająca na tym, że w zamian za miesięczny abonament mamy pewność, że w razie awarii na drodze ktoś po nas przyjedzie i, albo naprawi samochód na miejscu, albo odholuje nas do domu. To teraz zadam wam pytanie: Ile razy rozkraczył wam się samochód na drodze? Mnie raz. Nie liczę &lt;a href="http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/zajezdzanie-padaczki.html" style="color: red;"&gt;sławetnego weekendu&lt;/a&gt; sprzed paru miesięcy. To był wyjątek w skali globu. A to znaczy, że większość Anglików płaci niemałe pieniądze za usługę, której nigdy nie będą potrzebować. A najczęstszym powodem wzywania pomocy jest brak paliwa. Problem w tym, że żadna z firm nie oferuje dostarczania paliwa w ramach abonamentu. Więcej, najczęściej kasują wtedy jakieś 5 funtów za litr (normalna cena w tej chwili - 1.32 funta).&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;No dobra, ale po co ja o tym przynudzam. Ok, wracamy na nasze podwórko czyli na wodę. Na Solencie są dwie firmy oferujące usługę podobną do road assistance tylko na wodzie. Tak, to nie żart. Za miesięczny abonament ktoś przypłynie na nasze wezwanie i uruchomi nam silnik. Mam pewność, że za jakiś czas (usługa jest dość nowa) większość lokalnych armatorów będzie miała wykupiony boat assistance. Tym smutniej się robi kiedy uświadomimy sobie to, że zgodnie ze statystykami, tylko 12% jachtów w UK pływa więcej niż tydzień po morzu. Resztę czasu stoi w porcie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po co ja o tym wszystkim piszę? Bo sternik z tego holowanego jachtu z poprzedniego postu nie poczuwał się do obowiązku zadbania o własny jacht. Ktoś po niego przypłyną i od teraz to jest sprawa tego ktosia, żebym ja bezpiecznie dotarł do portu. A że jego jacht wygląda ja wojskowy burdel?! A kogo to obchodzi!!! Była awaria, wezwałem pomoc, pomoc przypłynęła i zajęła się mną. Smaczku sytuacji dodaje fakt, że za tą pomoc nie zapłacił. Facet nie miał w sobie nawet odrobiny tej dumy, która powoduje, że inni przynajmniej starają się zapanować nad sytuacją. A nie miał tej dumy, bo w jego społeczeństwie już jej nie ma. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Inny przykład. Słyszałem rozmowę Coast Guardu z jachtem wzywającym pomocy. Skiper jachtu podał orientacyjną pozycję "dokładnie na południe od Chichister". A potem podał z plottera dokładną pozycję. Za chwilę słyszę jak babka w Coast Guardzie prosi skipera, żeby jeszcze raz sprawdził pozycję, bo jej się wydaje, że podał jej waypoint. A ten baran dalej swoje. Czyli nie było to chwilowy błąd ale zupełnie porażająca niewiedza. Bardzo niebezpieczna niewiedza, za którą jego załoga mogła zapłacić życiem. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A dla Harbour Mastera w mojej zatoce, podejście na żaglach do pomostu jest wyczynem, na który stać tylko niewielu. Smutno mi się robi. Kiedy jechałem do Anglii w głowie miałem tylko: Royal Navy, kolebka jachtingu, Blyth, Knox-Jonston, Royal Yacht Association, Yachtmaster i takie tam. A prawda jest taka, że niewiele wiedzący koleś z jakiegoś bałtyckiego kraju, bije na głowę wiedzą fachową parę setek miejscowych skiperów. Problem jest taki, że ten koleś ma naprawdę niewielką wiedzę. No, trochę się droczę :))&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A żeby nie było tak markotno to powiem, że po pierwsze to nie wszyscy Anglicy żeglujący po Solencie są tacy beznadziejni. Większość tak, ale są wyjątki. I specjalnie piszę "po Solencie" bo podejrzewam, że w innych miejscach tego kraju jest zupełnie odwrotnie. Jasna cholera! Mam nadzieję, że jest odwrotnie. I kiedyś to na pewno sprawdzę. A po drugie to podejrzewam, że w innych bogatych krajach sytuacja niewiele się różni. I to też kiedyś sprawdzę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-8766619702736044609?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/8766619702736044609/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/garsc-refleksji.html#comment-form' title='10 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/8766619702736044609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/8766619702736044609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/garsc-refleksji.html' title='Garść refleksji.'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-5409456867401076666</id><published>2011-09-01T20:15:00.000+01:00</published><updated>2011-09-01T20:15:52.694+01:00</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Muszę przetrzymać ten pieprzony system.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Bo jak nie, to co... zostać terrorystą?!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/eky8JmYl1EQ" width="420"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/D_-6khN0ZU4" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-5409456867401076666?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/5409456867401076666/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/5409456867401076666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/5409456867401076666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/09/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/eky8JmYl1EQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7637290355763136548</id><published>2011-08-31T19:56:00.007+01:00</published><updated>2011-08-31T22:32:24.194+01:00</updated><title type='text'>No i popłynęli...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Coś mi się wydaje, że ktoś (lub coś) bardzo dba o to, żebym miał co pisać na blogu.:)))&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Będzie o naszym pierwszym po 13 miesiącach pływaniu. A było to tak...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; font-family: Verdana,sans-serif; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9Ls4GpmwEbA/Tl6DRRMnXVI/AAAAAAAACp0/iPJ4_vzoNR4/s1600/magda+i+michal.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://1.bp.blogspot.com/-9Ls4GpmwEbA/Tl6DRRMnXVI/AAAAAAAACp0/iPJ4_vzoNR4/s320/magda+i+michal.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Magda i Michał&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Na to sobotnie pływanie umawialiśmy się z Michałem i Magdą od jakiegoś czasu. Ostatni weekend to był tzw. długi weekend a oni mieli komu "sprzedać" obie córy więc ustaliliśmy, że w sobotę płyniemy do Cowes. Żeby nie było za prosto to pokiełbasiły mi się wolne dni. Myślałem, że wolny jest piątek i będę miał czas popoprawiać na jachcie wszystko to o czym zapomniałem. Dwa dni przed weekendem oświecono mnie, że wolny jest poniedziałek i w związku z tym, goście przyjadą nie nieprzygotowany jacht. Trochę się wkurzyłem ale z drugiej strony nie było tragedii. Wszystkie poprawki nie były pilne. Bez dokręconego haczyka przy schodkach czy zamontowanej klapy od szafki kuchennej też można było żeglować. Wprawdzie można było stracić zęby schodząc do środka albo w przechyle skończyć z nożem między żebrami, ale nie bądźmy drobiazgowi :))) Jacht nadawał się do żeglugi i to było ważne. A przynajmniej wydawało mi się, że się nadawał...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wyszliśmy z mariny ok. 11, razem z wysoką wodą. W górę poszedł grot na drugim refie i "marszowy" fok. Wiało 3B, stan morza 2. Na niebie piękne słoneczko, gdzieniegdzie jakaś chmurka. Drugi ref na grocie założyłem jeszcze przed wyjściem. Powody były dwa: po pierwsze - niesprawdzona łódka. Uznałem, że po roku stania na kołkach lepiej powoli rozpędzać się z pływaniem. A po drugie - i tak miało się rozwiać do 5B. Wprawdzie prognozy zapowiadały wzrost wiatru w połowie dnia więc miałem nadzieję, że przesiedzimy ten czas w "Anchor Inn" w Cowes. W każdy razie uznałem, że lepiej mieć do zmiany tylko foka, zamiast obu żagli i dlatego założyłem zarefowanego grota.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wyjście na wysokość Portsmouth zajęło nam mniej więcej godzinę. I tyle samo wisiał na sztagu fok. Już będąc w wyjściu z zatoki, przed wypłynięciem na Kanał patrzyłem z niepokojem na rozbudowujące się na zachodzie ciemne chmury. "Szły" w naszą stronę powoli ale nieubłaganie. A do tego zaczynało coraz bardziej wiać. Kiedy po raz kolejny Saoirse przechyliła się na tyle, że zaczęła brać wodę burtą pomyślałem, że przyszedł czas na mniejszy żagiel na dziobie. Chciałem postawić foka 3/4 ale Marzenie wpadł w ręce worek z fokiem sztormowym. Pomyślałem, że trochę za mały, ale... I tak miało się bardziej rozwiać, a że bardzo nie chciało mi się pchać na dziób raz jeszcze, więc zacząłem zakładać na sztag tego sztormowego. Zanim skończyłem mieliśmy mini-sztorm całą gębą. W ciągu 10 minut mieliśmy wiatr 6-7B, fala z prawie żadnej urosła do prawie metra a widoczność spadła do 100 metrów. Nie powiem, żeby mnie to zaskoczyło bo z daleka było widać, co się szykuje ale przyszło trochę szybciej niż się spodziewałem. Przez pół godziny płynęliśmy tylko na grocie. Po tym czasie nawałnica przesunęła się na wschód i wszystko wróciło do normy. Do normy czyli mogłem postawić foka sztormowego :)) Za to kiedy obejrzałem się za siebie - widok był dość niezwykły. Tam gdzie powinna być Southsea i nasza marina widać było szarą ścianę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pół godziny nawałnicy wystarczyło, żeby rozgadało się radio na kanale bezpieczeństwa. Słyszałem trzy lub cztery wzywania o pomoc. Po drodze do Cowes minęliśmy jeden jacht holowany przez ratowników. Wywiązała się między nami krótka dyskusja na temat kondycji współczesnego społeczeństwa. Obrazek jak przedstawiał ten jacht był żałosny. I nie dlatego, że był tak zdemolowany przez morze. Nie, warunki nie były aż tak ciężkie. Jacht przedstawiał żałosny widok bo miał żałosnego skipera. Wymogi bezpieczeństwa wymagają, żeby w przypadku wzięcia na hol jeden z ratowników przeszedł na pokład holowanej jednostki i przejął ster. Przynajmniej przypuszczam, że takie są te wymogi bo w tym przypadku tak było. Problem w tym, że skiper tego jachtu chyba uznał, że skoro są pod opieką profesjonalistów to jego obowiązki się skończyły. A co za tym idzie na całym jachcie był burdel na kółkach. Grot złapany jednym krawatem wyglądał jak baleron, niezwinięta genua łopotała przed dziobem a skiper w kokpicie gaworzył z ratownikiem. Szczególnie ta genua wyprowadziła mnie z równowagi, bo nawet jak zepsuł się roller to przecież mógł ją zrzucić na pokład. Zresztą... następny post będzie o zaniku czegoś, co zwane jest dobrą praktyką morską. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;My, w każdym razie, popłynęliśmy w kierunku Cowes. Wiatr trochę się uspokoił co nie znaczy, że zelżał. Za to mnie w duszy śpiewały skowronki. Od samego początku Saoirse pięknie słuchała się steru. A co najważniejsze przez cały czas można było sterować jednym palcem. Nie przesadzam. Nie miałem zbyt wielu okazji popływać naszym jachtem w wietrze 6B+ i mocno się obawiałem jak będzie się zachowywać. W jeszcze lepszy humor wprawiły mnie pochwały Saoirse wygłaszane przez Michała. Michał jeszcze do niedawna miał Sigmę 33, czyli mój wymarzony jacht. I teraz, kiedy opowiadał jak przy mocniejszych wiatrach musiał walczyć ze sterem na swojej Jupie ( i to bez względu na ustawienie żagli) i jak bardzo Saoirse różni się pod tym względem "na plus" - było tak, jakby ktoś lał miód na moją duszę. A nawet "mniodek" :)))&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dochodzimy do sedna wydarzeń tego dnia. Jakieś pół mili przed Cowes odpaliliśmy silnik i pojechaliśmy na skróty przez "bojowisko" (kotwicowisko, tylko z bojami :)))). Ruch w wejściu do Cowes był niesamowity. Ostatni długi weekend w roku, całkiem pomyślne prognozy (które się nie sprawdziły, ale to już szczegół) sprawiły, że chyba wszystko co pływało na Solencie postanowiło wpaść do Cowes na piwo tej soboty. A do tego jakieś wyścigi powerboatów czy coś... Masakra!!! A nam w samym środku tego cyrku gaśnie silnik. Silniki diesla nie gasną tak sobie. Ich konstrukcja jest, mniej więcej, tak skomplikowana jak konstrukcja cegły, więc jak taki silnik gaśnie sam z siebie to znaczy, że mamy kłopoty. Od razu wiedziałem jaka jest przyczyna. Taka mianowicie, że skiper jachtu Saoirse jest dupa nie armator. Silnik zgasł bo zapchał się układ paliwowy a układ się zapchał bo jestem leniwy. Jeszcze przed zrzuceniem jachtu na wodę zauważyłem, że w separatorze jest woda. Separator to taki filtr paliwa, który oprócz swojej normalnej roli, czyli czyszczenia paliwa ze wszystkich farfocli powoduje, że oddziela się też woda w nim zawarta. Woda zbiera się w specjalnej szklanej kopułce, która ma kranik do jej spuszczania. Kiedy zobaczyłem tą wodę (jeszcze przed wodowaniem) pomyślałem, żeby wylać całe paliwo z baku. Cała kopułka separatora była brudna od osadu. Ten osad to organizmy rozwijające się w dieslu. Tak, dla mnie też to było niespodzianką, że w czymś takim jak ropa coś żyje. Wiedziałem, że powinienem posłuchać się opinii wyczytanych w kilku różnych miejscach i pozbyć się całego starego paliwa, wlać nowe i wymienić filtr. Ale tego nie zrobiłem. Spuściłem całą wodę z kopułki i na tym się skończyło. Kiedy silnik zgasł powiedziałem Michałowi, żeby płynął na szerszą wodę, z dala od tego cyrku, a sam zniknąłem w piwnicy. Na szczęście mam w zwyczaju do ostatniego momentu trzymać postawionego grota. Po pierwsze dla bezpieczeństwa (jak widać się przydało) a po drugie... z postawionym żaglem jacht nie kołysze się tak na fali i żegluga na silniku jest o wiele przyjemniejsza. Jak tylko zdjąłem pokrywę silnika zobaczyłem, że kopułka separatora znowu jest pełna wody. Niestety Owen, poprzedni właściciel Saoirse podłączył bak na diesla w taki sposób, że paliwo jest brane z dna zamiast syfonem od góry. Jest to coś czego nie przeskoczę - wymiana baku nie wchodzi w grę. Za duże koszty. Tak długo jak miałem świeże paliwo nie było kłopotu. Niestety tym razem miałem stare paliwo, z którego prawdopodobnie wytrąciło się dużo wody. A ta jako cięższa zbierała się na dnie. Podejrzewam, że silnik ciągnął mieszankę wody z paliwem w którym wody było więcej niż ropy. Dobrze, że te stare diesle nie są takie podatne na jakość paliwa jak współczesne. Mógłbym rozwalić wtryskiwacz albo jakąś inną cholerę. Zlałem wodę z kopułki i silnik znowu zaskoczył. Popynęlimy znowu w kierunku Cowes wołając przez radio Marinę Yacht Haven. Okazało się, że u nich nie ma miejsca. Po wywołaniu dwóch pozostałych marin dopadła nas smutna rzeczywistość: nici z piwa w Anchor Inn. W całym Cowes nie ma wolnej nawet boi nie mówiąc o miejscu przy kei. P chwili dyskusji zdecydowaliśmy, że idziemy do Portsmouth. W marinie pod Spinnaker Tower zawsze jest miejsce a zaraz za bramą zatrzęsienie pubów i restauracji.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jak zdecydowaliśmy, tak zrobiliśmy i za jakieś dwie godziny zbliżaliśmy się do podejścia do Portsmouth. Odpaliliśmy katarynę i poszedłem do masztu zrzucać grota. Do Portsmouth nie wolno wchodzić na żaglach a poza tym podejście było prawie dokładnie pod wiatr więc postawiony grot tylko by nam przeszkadzał. Jeszcze wtedy myślałem, że zgaśnięcie silnika było spowodowane wodą w separatorze. Kiedy w połowie zrzucania grota  znowu zgasł silnik wiedziałem, że zapchany jest filtr. Później okazało się, że nie tylko filtr ale to było później. Tym razem nawet nie próbowałem go odpalić. Postawiliśmy z powrotem żagle i popłynęliśmy do domu. Z bardzo oględnych wyliczeń wychodziło mi, że do Langstone Harbour wejdziemy dokładnie na niskiej wodzie a to oznaczało, że w czasie manewrów nie będę się musiał przejmować prądami. Zaraz na końcu kanału wejściowego, po obu jego stronach, stoją pomosty do których przybija prom kursujący w poprzek wejścia. Postanowiłem przybić do zachodniego pomostu i powalczyć z silnikiem. Jeśli nie udałoby się go odpalić to mogłem poprosić albo marinę, albo Harbour Mastera o zaholowanie mnie do naszej kei.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wiatr miałem odpychający, wiejący dokładnie prostopadle do pomostu więc podejście powinno być proste. Całą drogę zastanawiałem się jak to zrobić. Ostatni raz na żaglach podchodziłem do pomostu na egzaminie na sternika (uwalonym zresztą w pięknym stylu, ale o tym będzie innym razem :))). Wymyśliłem sobie cały manewr całkiem nieźle tylko z realizacją było gorzej. Pierwsze podejście mi nie wyszło bo za szybko płynąłem. Nasza łódeczka jest po prostu wyścigówką i nie wziąłem tego pod uwagę. Drugie podejście zrobiłem już wolniej ale tym razem wiaterek się troszkę odkręcił i luz na grocie był nie do końca luzem. Żagiel złapał dołem trochę wiatru i znowu prędkość była za duża. Mimo to cuma poszła na ląd. Jachtem mocno szarpnęło ale żadnych zniszczeń nie było. Czyli, w sumie to manewr wyszedł poprawnie, nie ? :)) Ok, spójrzmy prawdzie w oczy - wyszedł tragicznie ale będzie lepiej. Obiecałem sobie, że to poćwiczę. Wysłałem załogę do restauracji a sam zabrałem się za wymianę filtra paliwa. Miałem nadzieję, że to on jest powodem kłopotów a chciałem za wszelką cenę dojść do mariny o własnych siłach. Taka głupia ambicja. Kiedyś mój przyjaciel opowiedział mi historię jego sąsiada, który całą noc wymieniał pierścienie na tłoku w jego Junaku (motocykl) bo się uparł, że dojedzie do domu o własnych siłach. I nie byłoby w tej historii nic szczególnego gdyby nie to, że sąsiad robił ten remont na krawężniku, pod uliczną latarnią, kilkaset metrów od własnej furtki. Zajęło mu to całą noc, żona donosiła mu kanapki i kawę ale zrobił. Pamiętam, że jak pierwszy raz o tym usłyszałem to pomyślałem, że ja kiedyś też będę taki twardziel. No i miałem szansę :)) Wymieniłem filtr ale okazało się, że silnik dalej nie chce zaskoczyć. A to oznaczało, że albo cały układ jest zapchany albo źle zalałem układ paliwowy i pompa nie może zassać paliwa. Ponieważ zbliżała się noc,&amp;nbsp; za dwie godziny prąd pływowy w miejscu, w którym stałem miał mieć przynajmniej 5 węzłów, a do tego ten akurat pomost nie należy do najbezpieczniejszych miejsc - zdecydowałem się wołać harbour mastera o pomoc. Moja wersja historii o remoncie silnika pod uliczną latarnią będzie musiała jeszcze poczekać :)))). Kiedy harbour master przypłyną po mnie okazało się, że miałem szczęście. Pięć minut później i zamknęliby kramik. 15 minut holowania i staliśmy przy pomoście przed śluzą do naszej mariny. I to w sumie tyle.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nazajutrz cały dzień walczyłem z układem paliwowym. Przede wszystkim zlokalizowałem zator. Zatkana była rurka wychodząca ze zbiornika paliwa. Odetkanie jej mogło odbyć się tylko w jeden sposób. Odkręciłem jej koniec przy filtrze paliwa, tylko z tej strony miałem do nie dostęp i... hejnał. Nigdy nie przyzwyczaję się do smaku diesla w ustach. Za to kiedy przez pół długości jachtu usłyszałem bulgotanie w baku wiedziałem, że jestem na dobrej drodze. A potem zrobiłem z tym zakichanym układem wszystko to, co miałem zrobić przez ostatnie dwa lata. Powymieniałem wszystkie uszczelki, podokręcałem wszystko, wstawiłem w układ specjalną pompkę do odpowietrzania. Po tych zabiegach silnik odpalił po trzech obrotach. Zostawiłem go na godzinę pracującego na 3/4 ciągu . Sprawdziłem potem wszelkie połączenia. Żadnych przecieków. Zęza podsilnikowa też sucha. Niniejszym oświadczam, że mamy w pełni sprawny silnik. Aby to osiągnąć musiałem usunąć z jego otoczenia wszelkie ślady działalności poprzedniego właściciela ale opłacało się. Teraz na serio mogę powiedzieć, że ufam naszej katarynie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7637290355763136548?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7637290355763136548/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/08/no-i-popyneli.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7637290355763136548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7637290355763136548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/08/no-i-popyneli.html' title='No i popłynęli...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-9Ls4GpmwEbA/Tl6DRRMnXVI/AAAAAAAACp0/iPJ4_vzoNR4/s72-c/magda+i+michal.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-1113074107727776122</id><published>2011-08-25T20:33:00.000+01:00</published><updated>2011-08-25T20:33:53.862+01:00</updated><title type='text'>Wodowanie</title><content type='html'>Matko jedyna, trzy tygodnie mnie tu nie było. To znaczy - byłem, ale nie miałem siły nic skrobnąć. Za dużo pracuję... Albo inaczej - pracuję tyle samo, tylko organizm już nie ten. Trochę go za bardzo "sterałem" goniąc te swoje marzenia. A najgorsze jest to, że jeszcze przynajmniej rok nie mogę mu dać odpocząć. Jeśli Wielki Plan ma wyjść, to nie mogę sobie jeszcze odpuścić. Ale o tym... sza!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A teraz do sedna. &lt;b&gt;Znowu mamy pływający jacht!!!!&lt;/b&gt; Aż się wierzyć nie chce po tych 13 miesiącach. Nie obyło się bez przygód. Był tygodniowy poślizg wynikający z tego, że w Anglii klient ma zawsze rację. Nawet jak gada pierdoły. Ale wiecie co? Nie ma o czym mówić. Ważne, że w końcu pływamy. Wyszliśmy w niedzielę na próbne pływanie. Założyłem grota i genuę nr 2. Wiało tak 3B. A nasza łódeczka płynęła ponad 6 węzłów. Napisałem swojemu kapitańciowi, że ja chyba nie lubię pływać na powolnych łódkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najlepsze jest to,&amp;nbsp; że nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia. Nagrałem film na telefonie ale nie mogę go poskładać. Okazało się, że Movie Maker nie czyta mp4. Nic to, film będzie później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-1113074107727776122?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/1113074107727776122/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/08/wodowanie.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1113074107727776122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1113074107727776122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/08/wodowanie.html' title='Wodowanie'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7233625258564861366</id><published>2011-07-31T22:32:00.004+01:00</published><updated>2011-07-31T23:00:08.606+01:00</updated><title type='text'>Doniesienia z frontu</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MUi0j9qtHRo/TjXHyci4D9I/AAAAAAAACo8/xMBvbyXE8rU/s1600/31072011001.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-MUi0j9qtHRo/TjXHyci4D9I/AAAAAAAACo8/xMBvbyXE8rU/s320/31072011001.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Plan na dzisiaj wykonany w 100%. Cała taśma malarska zdjęta z jachtu. Niestety klej znowu został na kadłubie, a to oznacza w najbliższej przyszłości cały dzień szorowania acetonem. Ale nic to! Damy radę. Burty umyliśmy, szary pasek nad linią wodną nakleiliśmy a potem wszystko ładnie pomazałam woskiem i wypolerowałem. Łyska się panie, że ho!!! W przyszły weekend farba antyporostowa na dno i gotowe.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wiem, że dla lepszego efektu powinienem poczekać ze zdjęciami aż do końca, ale nie mogłem sobie odmówić :)))&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A, byłbym zapomniał. Zdjęcia z Biskajów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="color: red;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/marzenaborkowska05/Biskaje2011?authkey=Gv1sRgCIrZv4bq9vSpswE&amp;amp;fgl=true&amp;amp;pli=1#"&gt;Album Marzeny&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/117927564289683823534/Biscay2011?authkey=Gv1sRgCMO7uric2bihkgE#"&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Album Krzyśka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="color: red;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7233625258564861366?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7233625258564861366/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/doniesienia-z-frontu.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7233625258564861366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7233625258564861366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/doniesienia-z-frontu.html' title='Doniesienia z frontu'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-MUi0j9qtHRo/TjXHyci4D9I/AAAAAAAACo8/xMBvbyXE8rU/s72-c/31072011001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-3509887017883508977</id><published>2011-07-28T20:45:00.004+01:00</published><updated>2011-07-29T22:53:59.285+01:00</updated><title type='text'>I stał się cud...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Pisałem wcześniej (&lt;a href="http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/rozwazanie-klimatyczne.html"&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Rozważania klimatyczne&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), że nie mogę od dwóch miesięcy pomalować jachtu. Prognozy na ten weekend były pod psem. W sobotę miało lać, a w niedzielę "jak w garncu". W czwartek rano, przed pracą sprawdziłem prognozę pogody i okazało się, że w piątek ma być znośnie i być może w sobotę podobnie. Decyzja była szybka - biorę wolne na resztę tygodnia i walczę. W piątek sam, w sobotę we dwoje a potem... się zobaczy jak będzie pogoda. Chcieliśmy zrobić cokolwiek, choć trochę popchnąć sprawy w kierunku wodowania. I co?&lt;b&gt; I pomalowaliśmy cały jacht!!!&lt;/b&gt; Serio :)))) W niedzielę we dwoje, ja burty a Marzena pokład, a w poniedziałek powtórzyłem to wszystko już sam. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nie obyło się oczywiście bez przeszkód. Kiedy przyjechałem na Saoirse w piątek, to pierwsze co zrobiłem to... "opadłem ręce". Przed Norwegią okleiłem cały jacht taśmą malarską (miałem go pomalować już wtedy ale &lt;a href="http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/zajezdzanie-padaczki.html"&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;przygody z samochodami&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; oraz pogoda nie pozwoliły). Kiedy przyjechałem w piątek okazało się, że cała taśma "odeszła". Taśma odeszła, ale problem był taki, że klej został na kadłubie. Szlifowanie tego kleju oraz farby podkładowej na burtach zajęło cały piątek i sobotę. Na nasze szczęście pogoda się odkręciła i w niedzielę, od nowa okleiliśmy taśmą cały jacht i położyliśmy pierwsze warstwy farby na burtach i pokładzie. Saoirse zmienia sukienkę z niebieskiej na szarą. Szary będzie pokład i szare będą wszystkie pokrowce, szary pasek na linii wodnej i czarne dno. Powinno być ładnie. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tak się rozpędziłem, że we wtorek zamontowałem z powrotem silnik w "piwnicy". Odpalił po kwadransie walczenia. Niezły wynik biorąc pod uwagę, że od grudnia zakręciłem nim tylko raz. Scott obiecał mi, że do końca tygodnia zamontuje śrubę napędową a to oznacza, że mamy pływający jacht. Ale jaja!!! Po prawie roku!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Plan na najbliższy czas jest następujący: W niedzielę jedziemy poodklejać całą taśmę po malowaniu, przykleić ozdobny szary pasek nad linią wodną i nawoskować burty. Okazało się, że niezabezpieczony niczym lakier bardzo łapie brud. Silnik pochodził tylko kilka minut a nie mogę domyć okolicy rury wydechowej z sadzy. Nie wiem jeszcze jakiego szuwaksu użyję: specjalnego jachtowego czy zwykłego samochodowego? Pewnie zadecyduje cena.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To w niedzielę. Wyjeżdżając do domu poproszę Ruperta (manager mariny), żeby w następnym tygodniu przenieśli mi podpory ponad linię wodną. A wtedy, czyli za dwa tygodnie, przyjeżdżamy w piątek, malujemy dno farbą antyporostową i w sobotę na wodę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jak sobie pomyślę, że za dwa tygodnie możemy pływać to... w głowie się nie mieści :)))&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To był dobry weekend.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-3509887017883508977?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/3509887017883508977/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/i-sta-sie-cud.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3509887017883508977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3509887017883508977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/i-sta-sie-cud.html' title='I stał się cud...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-1410540519496741753</id><published>2011-07-21T22:57:00.001+01:00</published><updated>2011-07-21T22:58:04.058+01:00</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W razie pożaru... nacisnąć "play". &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/LV58fxXOQuE" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-1410540519496741753?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/1410540519496741753/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1410540519496741753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1410540519496741753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/LV58fxXOQuE/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7351880520204013720</id><published>2011-07-20T17:17:00.002+01:00</published><updated>2011-07-20T17:19:05.162+01:00</updated><title type='text'>Rozważania klimatyczne</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Od 22 maja tego roku w każdy weekend pada. Nie wszędzie, oczywiście - w Portsmouth. Czy dotarło do was, czy mam powtórzyć?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;W każdy weekend, czyli wtedy kiedy mogę pojechać na łódkę - LEJE!!!!&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I żeby lało non-stop. Nie!!! W ciągu tygodnia jest piękna pogoda a w weekend - pada. I nawet nie musi to być ulewa. Farba potrzebuje 12 godzin, żeby wyschnąć, a to oznacza, że potrzebuję "murowanej" pogody na jeden dzień. Efekt jest taki, że od dwóch miesięcy nie mogę pomalować jachtu. A najlepsze jest to, że w tym czasie były dwa słoneczne weekendy. Tylko, że my w tym czasie walczyliśmy ze sztormem na Biskajach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W ten weekend, tak dla odmiany, nie zapowiadają opadów deszczu. Ma być grad.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zaczyna mnie to przerastać.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7351880520204013720?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7351880520204013720/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/rozwazanie-klimatyczne.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7351880520204013720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7351880520204013720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/rozwazanie-klimatyczne.html' title='Rozważania klimatyczne'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2075814086076028150</id><published>2011-07-10T16:12:00.012+01:00</published><updated>2011-07-10T16:35:15.354+01:00</updated><title type='text'>... i po Biskajach</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wróciłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Miało być zwiedzanie hiszpańskich i francuskich portów a było... klasycznie. Biskaje nie zawiodły. Tak w dupę dostałem, że przez chwilę poważnie rozważałem kupienie działki w Bieszczadach. Z piękną, rozłożystą gruszą na podwórku. Żeby nie być gołosłownym to podam krótki przykład.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uB3xpm9WQ2s/ThnEpsXBZtI/AAAAAAAACj0/ucgZZkoSgoU/s1600/skoczek.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="192" src="http://3.bp.blogspot.com/-uB3xpm9WQ2s/ThnEpsXBZtI/AAAAAAAACj0/ucgZZkoSgoU/s320/skoczek.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Skoczek... czyli s/v "Double Scotch"&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Gdzieś w połowie drogi między Hiszpanią a Francją morze trochę nam odpuściło. Wiatr się odkręcił na korzystny i trochę zelżał. Był późny wieczór. Siedziałem w kokpicie z drugim Leszkiem czekając na swoją wachtę przy sterze. Została mi do niej mniej niż godzina, więc stwierdziłem, że już nie ma sensu kłaść się do koi. Kapitańcio wystawił głowę z zejściówki, rozejrzał się dookoła, stwierdził, że też idzie spać i zniknął w środku. Jakieś pół godziny później wystawia głowę na zewnątrz a w oczach ma obłęd. Popatrzył się na nas niewidzącym wzrokiem i powiedział: "Przebudziłem się przed chwilą i NIE WIEDZIAŁEM GDZIE JESTEM!!! Wiecie jak to jest - człowiek budzi się rano i wie, że to jego łóżko w jego domu, jest poniedziałek rano i trzeba iść do pracy. A tu nic. CZARNA DZIURA! Dopiero po chwili zorientowałem się, że jestem na Skoczku. Ale z kim?! Gdzie?! Dokąd płynę?! Nie miałem bladego pojęcia".&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po chwili dyskusji doszliśmy do wniosku, że jego organizm zwariował bo Kapitańcio po raz pierwszy od czterech dni, przed położeniem się do koi, zdjął okrycie wierzchnie. Do tej pory o rozebraniu się do bielizny nie było co marzyć. Dobrze, że chociaż były warunki, żeby zdjąć sztormiak. A warunki mieliśmy takie, że pierwszą kromkę chleba po opuszczeniu Hiszpanii zjadłem po mniej więcej 48 godzinach. Nie miałem siły, żeby zrobić sobie zwykłą kanapkę. Z resztą załogi, nie wyłączając Kapitańcia, było podobnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To tyle na teraz. Idę dalej odsypiać urlop. Jak do siebie dojdę (a to może trochę potrwać) to będzie więcej. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A, i jeszcze jedno. Żeby na prawdę popodziwiać gwiazdy trzeba wypłynąć na ocean. W naszym ultratechnicznym świecie jest po prostu za jasno.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2075814086076028150?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2075814086076028150/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/wrociem.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2075814086076028150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2075814086076028150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/07/wrociem.html' title='... i po Biskajach'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-uB3xpm9WQ2s/ThnEpsXBZtI/AAAAAAAACj0/ucgZZkoSgoU/s72-c/skoczek.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-9066312906125600860</id><published>2011-06-26T08:20:00.003+01:00</published><updated>2011-07-10T21:59:47.276+01:00</updated><title type='text'>Biskaje</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Zaraz wsiadamy do samochodu i jedziemy na lotnisko. Szczerze powiem, że nie ma we mnie nawet części tej ekscytacji jaka była przed Norwegią. Najchętniej to wróciłby tam z powrotem, zamiast włóczyć się po jakiś Hiszpaniach. Naprawdę jestem pozamiatany :)) Północ - to jest mój kierunek :))&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;A żeby nie było za normalnie to poprzednia załoga nie zdążyła do portu wymiany. Miała być nią La Coruna. Udało im się dopłynąć tylko do Porto w Portugalii. Biorąc pod uwagę, że startowali dwa tygodnie temu z Lizbony to kawał drogi upłynęli, nie?! Sytuacja na ten moment wygląda tak: Krzysiek z Markiem już są na Skoczku. Ruszają jak tylko będą gotowi i płyną w kierunku Vigo. My lądujemy w Santiago de Compostela wieczorem i zostajemy na noc w hotelu. Rano dowiemy się gdzie jest jacht, ale wydaje mi się, że do wieczora powinni dopłynąć do Vigo. Najprawdopodobniej tam właśnie pojedziemy wieczorem pociągiem. Jeśli pogoda ich zatrzyma to zostajemy na kolejną noc w Santiago. Piąty członek załogi, Leszek W. ląduje dzisiaj po południu w La Corunie i zdecyduje co robić, jak dodzwoni się do chłopaków na jachcie. Biorąc pod uwagę, że cały czas będą jechali pod wiatr to najprawdopodobniej zostanie na noc w La Corunie.&amp;nbsp; Wygląd na to, że cała załoga zbierze się w Vigo w poniedziałek wieczorem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Do tego prognozy są&amp;nbsp; - oględnie mówiąc - wredne. Planowałem, żebyśmy popłynęli wzdłuż Hiszpańskiego wybrzeża, w głąb Zatoki Biskajskiej. A tu ma wiać ze wschodu przez cały tydzień. Nie zostaje nic innego jak popłynąć w morze i przeskoczyć w okolice Briestu. A to oznacza cały tydzień w morzu, z wyjątkiem jednego postoju w La Corunie. Szczerze mówiąc wolałbym się powłóczyć po portach zamiast nabijać godziny w morzu. Ale to cały urok żeglarstwa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Tak czy owak - do zobaczenia za dwa tygodnie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-9066312906125600860?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/9066312906125600860/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/biskaje.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9066312906125600860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9066312906125600860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/biskaje.html' title='Biskaje'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-8772174261327249477</id><published>2011-06-20T19:37:00.000+01:00</published><updated>2011-06-20T19:37:29.357+01:00</updated><title type='text'>O losie....</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Kiedy wracaliśmy z Norwegii planowałem, że do rejsu na Biskajach postawię Saoirse na wodzie. Miałem 4 weekendy, planowałem wziąć 4 dodatkowe wolne dni. Wychodziło mi z tej matematyki, że dam radę a stało się tak, że przez cały miesiąc nie byłem w Portsmouth ani razu. Cztery dni wolnego spędziłem chorując a wszystkie 4 weekendy lało.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zauważyłem ostatnio, że moje podejście do prac na jachcie zaczyna się zmieniać z "chcę" na "muszę". Przestaje mi to sprawiać nawet odrobinę przyjemności. Mam nadzieję, że jeśli czytają mnie osoby, które chcą kiedyś kupić jacht to wyciągną z tego pisania odpowiednie wnioski. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-8772174261327249477?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/8772174261327249477/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/o-losie.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/8772174261327249477'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/8772174261327249477'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/o-losie.html' title='O losie....'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2991957567712767502</id><published>2011-06-06T20:57:00.002+01:00</published><updated>2011-06-06T22:57:55.044+01:00</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zanim przejdę do sedna postu - mała dygresja. Tak oto myśl mnie dzisiaj naszła w trakcie pracy. Otóż tak często bywa, że ci zawistni, często zakompleksieni i najczęściej rozpaczliwie biedni ludkowie jak zobaczą faceta w średnim wieku, w ekstra samochodzie lub na błyszczącym, ciężkim motocyklu, to zaraz marudzą pod nosem coś o przedłużaczach męskości i innych takich. Otóż jak tacy czytają tego bloga, to chcę im powiedzieć, że jazda ciężarówką to jest dopiero męska zabawa :))) Pożałowałem dzisiaj, że ciężarówki nie można dosiąść tak, jak dosiada się motocykl. To byłby dopiero czad!!! Pewnie dlatego duża część kierowców ciężarówek to takie spokojne i wyciszone misie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A najlepsze jest to, że jak już ci zawistni wzbogacą się trochę, to natychmiast kupują sobie brykę gdzie pod maską siedzi minimum V6 i przynajmniej 200 koni. Wiem co mówię, znam to z autopsji :))))&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A teraz do meritum. Dawno nie grałem tu po polsku. To gram.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Chciałem po prostu wstawić Budkę Suflera a znalazłem klip z lotniska w Nowym Targu. Lotniska na którym i ja skakałem. Znam niektórych ludzi na tym klipie :)))&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/Hdwx1zeK0LE" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;I jeszcze raz po polsku&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/zWIsG7TznwI" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2991957567712767502?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2991957567712767502/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2991957567712767502'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2991957567712767502'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/Hdwx1zeK0LE/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-76105176859592310</id><published>2011-06-03T23:07:00.001+01:00</published><updated>2011-06-03T23:41:55.360+01:00</updated><title type='text'>Zdjęcia z Norwegii</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-o3zsBYz-lu4/TelaTHrJk-I/AAAAAAAACiw/bZu4V8d5Ldw/s1600/nor61.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="257" src="http://4.bp.blogspot.com/-o3zsBYz-lu4/TelaTHrJk-I/AAAAAAAACiw/bZu4V8d5Ldw/s400/nor61.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Tak spędziłem większość czasu na rejsie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Zdjęcia są pod tymi linkami&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/marzenaborkowska05/Norwegia2011#" style="color: red;"&gt;Galeria 1&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/marzenaborkowska05/Norwegia2011Widokowki02#" style="color: red;"&gt;Galeria 2&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-76105176859592310?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/76105176859592310/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/zdjecia-z-norwegii.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/76105176859592310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/76105176859592310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/06/zdjecia-z-norwegii.html' title='Zdjęcia z Norwegii'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-o3zsBYz-lu4/TelaTHrJk-I/AAAAAAAACiw/bZu4V8d5Ldw/s72-c/nor61.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4433862463756978548</id><published>2011-05-29T14:47:00.003+01:00</published><updated>2011-05-29T15:04:00.761+01:00</updated><title type='text'>Ojciec chrzestny</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ebm7BAx1Usw/TeJOFlVGI6I/AAAAAAAACh0/2GNxbWGscIE/s1600/Godfather001.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ebm7BAx1Usw/TeJOFlVGI6I/AAAAAAAACh0/2GNxbWGscIE/s200/Godfather001.jpg" t8="true" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Dziewczyny mają "Przeminęło z Wiatrem" albo "Pretty Woman". Zależy od wieku :) Film dla chłopaków to bezapelacyjnie "Ojciec Chrzestny". Właśnie skończyłem oglądać wszystkie trzy części. Na gorąco mogę tylko powiedzieć, że moim zdaniem,&amp;nbsp;trzeba mieć jakiś bagaż doświadczeń życiowych,&amp;nbsp;żeby poprawnie odebrać ten film. Myślę, że trzydziestka to jest minimum, choć patrząc na zdziecinnienie naszego świata to i cztardziestka może być za mało.&amp;nbsp;A dużej części brzydszej połowy ludzkości, to&amp;nbsp;i na grobowej desce ciężko będzie zrozumieć o czy jest ten film. Mnie, po dzisiejszym seansie, przyszła do głowy taka oto myśl: bycie mężczyną to umiejętność podnoszenia się&amp;nbsp;po tym, jak dostaniesz od życia zdrowego kopa w dupę. Wyciąganie wniosków z przegranej jest z tym ściśle związane. A z czasem przychodzi też&amp;nbsp;taka myśl, że za którymś razem zabraknie sił na to, żeby się podnieść. Akceptacja tego faktu pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z zupełnie innej perspektywy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4433862463756978548?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4433862463756978548/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/ojciec-chrzestny.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4433862463756978548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4433862463756978548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/ojciec-chrzestny.html' title='Ojciec chrzestny'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Ebm7BAx1Usw/TeJOFlVGI6I/AAAAAAAACh0/2GNxbWGscIE/s72-c/Godfather001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-1408323298832930157</id><published>2011-05-25T19:50:00.006+01:00</published><updated>2011-05-25T21:32:52.466+01:00</updated><title type='text'>Ś.p. Edward Żentara</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rzp0hJb70WI/Td1NSBkUYeI/AAAAAAAACho/zyJKqUv6nLc/s1600/zentara.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://2.bp.blogspot.com/-rzp0hJb70WI/Td1NSBkUYeI/AAAAAAAACho/zyJKqUv6nLc/s200/zentara.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Edward Żentara popełnił samobójstwo. Miał 55 lat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Lubiłem go. Dobrze mu z oczu patrzyło.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wędrówką jedną życie jest człowieka;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Idzie wciąż,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dalej wciąż,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dokąd? Skąd?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dokąd! Skąd?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dokąd! Skąd?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jak zjawa senna życie jest człowieka;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zjawia się,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dotknąć chcesz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Lecz ucieka?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Lecz ucieka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Lecz ucieka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To nic! To nic! To nic!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dopóki sił,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jednak iść! Przecież iść!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bedę iść!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To nic! To nic! To nic!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dopóki sił,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Będę szedł! Będę biegł!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie dam się!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wędrówką jedną życie jest człowieka;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Idzie tam,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Idzie tu,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Brak mu tchu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Brak mu tchu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Brak mu tchu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jak chmura zwiewna życie jest człowieka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Płynie wzwyż,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Płynie w niż!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Śmierć go czeka?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Śmierć go czeka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Śmierć go czeka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To nic! To nic! To nic!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dopóki sił,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jednak iść! Przecież iść!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Będę iść!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To nic! To nic! To nic!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dopóki sił,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Będę szedł! Będę biegł!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie dam się!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/sN99pEg2M6A" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Spocznij!!! Można płakać.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A wieczorem - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GTBWXWYWgXY" style="color: red;"&gt;&lt;u&gt;"Siekierezada"&lt;/u&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-1408323298832930157?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/1408323298832930157/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/sp-edward-zentara.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1408323298832930157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1408323298832930157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/sp-edward-zentara.html' title='Ś.p. Edward Żentara'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-rzp0hJb70WI/Td1NSBkUYeI/AAAAAAAACho/zyJKqUv6nLc/s72-c/zentara.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-7396819672212693603</id><published>2011-05-22T21:39:00.005+01:00</published><updated>2011-05-26T09:24:28.723+01:00</updated><title type='text'>Trzy stopnie zabrakło</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;... do kręgu polarnego. Trzy stopnie szerokości geograficznej oczywiście. Dokładnie 180 mil, czyli jakieś 48 godzin dobrej żeglugi. Od początku było wiadomo, że rejs kończymy w Trondheim i nie przekroczymy Koła Podbiegunowego, ale już drugiego dnia miałem niedosyt. Niedosyt, który wczoraj potwierdził się w 100%. Nie chciałem wracać. Nie dlatego, że koniec urlopu, że muszę wracać do szarej codzienności, że znowu każdy dzień będzie taki sam. Nie, nie chciałem wracać bo trafiłem do domu. W połowie rejsu wysłałem paru znajomym sms'a: "Jestem pozamiatany. Wszystkie drogi prowadzą na Północ." Mogę śmiało powiedzieć, że wpadłem z kretesem. Weźcie sobie wszystkie wyspy Polinezji, wszystkie atole i inne rafy koralowe. Weźcie sobie palmy, małpy i gorące morza karaibskie. Daję je wam bez żalu. Moje miejsce jest na Północy. I zdaję sobie sprawę, że nie potrafię tego opisać. Nie da się tego zrobić w pośpiesznej formie bloga. To wymaga czasu i skupienia, a i tak marne są szanse, że potrafię napisać co się we mnie działo. Trafiłem do miejsc, w których mógłbym spędzić resztę życia. I nie mam na myśli pracy, domu i takich tam. Mam na myśli spędzanie reszty życia na siedzeniu na jednym kamieniu i PATRZENIU. Nie byłoby to nudne życie, zapewniam was. &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dwa zdjęcia z jednego z takich miejsc. Ten biały jacht to Rzeszowiak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-m5vRaN76uhI/TdlyvanhhBI/AAAAAAAAChY/071udD6p2wQ/s1600/DSC_0359.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://4.bp.blogspot.com/-m5vRaN76uhI/TdlyvanhhBI/AAAAAAAAChY/071udD6p2wQ/s640/DSC_0359.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dax5_8f9Z94/TdlyodGUmdI/AAAAAAAAChU/sqxz5VWfsMI/s1600/DSC_0380.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://1.bp.blogspot.com/-dax5_8f9Z94/TdlyodGUmdI/AAAAAAAAChU/sqxz5VWfsMI/s640/DSC_0380.JPG" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-7396819672212693603?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/7396819672212693603/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/trzy-stopnie-zabrako.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7396819672212693603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/7396819672212693603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/trzy-stopnie-zabrako.html' title='Trzy stopnie zabrakło'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-m5vRaN76uhI/TdlyvanhhBI/AAAAAAAAChY/071udD6p2wQ/s72-c/DSC_0359.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2500200800325168882</id><published>2011-05-12T16:38:00.000+01:00</published><updated>2011-05-13T21:28:49.781+01:00</updated><title type='text'>Popływać czas</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"Pierepały" z samochodami spowodowały, że plan na ten tydzień został wykonany w 40%. Jacht jest pomalowany tylko podkładem i to tylko burty. Oklejanie pokładu taśmą malarską zajęło mi całą wieczność. A do tego w środę zaczęło padać w ciągu dnia. Niewielki deszczyk ale wystarczył, żebym się zatrzymał z pracą na trzy godziny. Jacht musiał wyschnąć. Tak więc postoimy na brzegu jeszcze do końca czerwca. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Ale nic to. Za kilka godzin będę w Norwegii i będę miał całe 10 dni w fiordach. A do tego nie ja będę się musiał przejmować odpowiedzialnością. Robię za załogę, więc całą energię mogę przeznaczyć na "chłonięcie". I będę chłonął!!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wracam 22.05.11&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Cześć&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2500200800325168882?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2500200800325168882/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/popywac-czas.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2500200800325168882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2500200800325168882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/popywac-czas.html' title='Popływać czas'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4757558586300781584</id><published>2011-05-09T21:37:00.006+01:00</published><updated>2011-05-10T00:05:13.845+01:00</updated><title type='text'>Zajeżdżanie Padaczki</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Proszę się nie bać, nie będzie o chorobie. Będzie o samochodzie, a nawet o kilku. Jeszcze wczoraj rano myślałem o tym, że będzie to post o jednym samochodzie ale w międzyczasie dołączyły dwa inne.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;"Padaczka" to Renault Cilo. Rocznik '97, silnik 1.4 benzyna, przebieg 160tys.km. Pierwszego dnia została tak ochrzczona przez mojego brata. Wydaje mi się, że chciał w ten sposób podkreślić jej niecodzienny wygląd. Kupiony  trzy lata temu na eBay'u, za mniej więcej tygodniową pensję. Honda Civic, którą wtedy jeździła Marzena zaczęła się psuć, więc zapadła decyzja, że ją sprzedajemy. Oboje potrzebujemy samochodów, więc trzeba było kupić coś niemalże z dnia na dzień. A że z kasą było wtedy średnio, więc kupiłem pierwszy lepszy samochód, który wpadł mi w oko. Byle mieścił się w budżecie. Miał być na jakieś dwa-trzy miesiące a potem mieliśmy kupić ten właściwy. Czyli jakiś normalny. W sensie - nie Padaczkę. Jak już wspomniałem było to trzy lata temu. Przez te trzy lata, z nieukrywanym zdziwieniem, obserwowałem ten samochód. Palił od pierwszego zakręcenia, oleju nie trzeba było wymieniać, bo co w niego wlałem, to po trzech miesiącach i tak wyciekło. Taki był przytulny, że nawet myszy mi się w nim zalęgły. Serio, przezimowały i na wiosnę się wyniosły. Przez ostatnie dwa lata ja nim jeździłem. Po roku jeżdżenia Padaczką, Marzena zbuntowała się i powiedziała, że już dłużej nie będzie jeździć tym złomem. Nie miałem wyjścia - musiałem jej oddać swój ukochany samochodzik, czyli Forda Cougara. Katowałem Clio niemiłosiernie, sprawdzając jak wiele wytrzyma i kiedy padnie. I przez cały ten czas - NIC!!! Nigdy mnie nie zawiódł i jeździł jak szalony. Aż do wczoraj. Ale żebyście mieli pełny obraz to muszę nieco się cofnąć w czasie. I przestrzeni, bo jak wspomniałem będzie to historia o kilku samochodach.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Miesiąc temu pojechałem z Markiem do Holandii, pomóc mu wymienić salingi w jego jachcie. W tym czasie Marzena pojechała Cougarem na Snowdonię. W drodze powrotnej, kiedy byliśmy już na terenie Anglii dzwoni do mnie i mówi, że miała wypadek.. Na dwupasmowej drodze, w niemalże statycznym korku, zmieniając pasy przytarła przednim rogiem od strony pasażera o inny samochód. Nic poważnego - podrapany zderzak i połamana lampa. Nawet nie popękana, wyłamały się tylko wszystkie zaczepy. Przykleiła lampę taśmą i przyjechała do domu. Problem był taki, że mieszkamy na wiosce i potrzebujemy dwóch samochodów a wyglądało na to, że Cougar będzie unieruchomiony na jakiś czas. Marek przysłuchując się rozmowie powiedział, że mogę wziąć jego Bravę. Podjedziemy tylko pod jakąś stację kolejową, on wróci do domu pociągiem a ja jego Fiatem. Powiedział, że nie ma problemu, bo jakiś jego znajomy wyjechał na ponad miesiąc do Polski i zostawił mu swój samochód.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;To teraz będzie o Bravie. rocznik '97, silnik 1.6 benzyna, 170 tys. przebiegu. Samochód jeździ jak złoto, ma tylko jeden feler. Gdzieś na kostkach pod kierownicą jest zwarcie i wysiadają światła. Ale wystarczy lekko poruszać kablami i wszystko wraca do normy. Normalna sprawa w samochodzie za jedną tygodniówkę. W każdym razie wróciłem do domu Bravą. Jeździłem nią codziennie, bez żadnych kłopotów. Pod dwóch dniach doszedłem nawet do wprawy w tym, gdzie i jak należy poruszać kablami, żeby światła się włączyły. W międzyczasie walczyłem ze znajomym blacharzem, żeby zrobić Cougara. Trzeba było posklejać lampę i polakierować zderzak. Po miesiącu umawiania się zrezygnowałem i zawiozłem go do znajomego mechanika, prawdziwej złotej rączki, żeby tylko posklejał lampę. Zderzak będzie musiał poczekać do wizyty w Polsce - tu, w Anglii lakiernik "bierze" więcej niż dyrektor banku. Zawiozłem wczoraj i dzisiaj odebrałem. I do tego jeszcze nie wziął ode mnie ani grosza. Taki kochany. A ja w międzyczasie, czyli dokładnie tydzień temu, miałem wypadek Bravą. Przykozaczyłem wyprzedzając na wąskiej drodze i zabrakło mi miejsca. Gdziekolwiek dalej jedziemy zawsze bierzmy Cougara. I tak jakoś nie pamiętałem, że tym razem jadę Fiatem. Najpierw okazało się że nie przyśpiesza tak szybko jak bym chciał, a potem znowu nie hamuje tak szybko jak powinien. Ostre hamowanie, prawie pełny piruet i lekki kontakt między przednim, lewym rogiem Bravy i tylnym rogiem wyprzedzanego Transita. ( czytaczom w Polsce, którym nie chcą się "spotkać" oba samochody przypominam, że tu jeździ się po lewej stronie). Zniszczenia takie same jak w Cougarze - rozwalona lampa i połamany błotnik. Nawet ten sam róg samochodu. Na szczęście jeździ więc nie ma tragedii.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Podsumujemy historię. Mamy 3 samochody. Jeden unieruchomiony, jeden pożyczony i stuknięty oraz Padaczkę. No - dwa i pół samochodu. Padaka za pół oczywiście.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Minął tydzień. Nastała wczorajsza niedziela. Po miesiącu walczenia z lakiernikiem zwiozłem Cougara do mechanika. Jest szansa, że na poniedziałek (dzisiaj) lampa będzie sklejona. Urlop wzięty, rano jadę do Portsmouth malować jacht. Wychodzimy z domu razem: Ja jadę nad morze, a Marzena porobić zdjęcia na Air Show w nieodległym Abingdon. Minęło 15 minut w drodze na wybrzeże, kiedy dzwoni telefon: "Leszek - słyszę Marzenę - Padaka mi padła. Zgasiłam ją na chwilę i nie mogę zapalić". Myślałem, że mnie rozniesie. Ale co miałem zrobić? Na najbliższym rondzie oberek i z powrotem do Abingdon. Dojechałem na miejsce i zacząłem grzebać w silniku. Po pół godzinie konsultacji telefonicznych z mechanikiem (tym od lampy) i sprawdzaniu kolejnych rzeczy zapadła diagnoza - poszła elektryka. Rozrusznik kręci, ale nie ma prądu w całym systemie. Nawet długo się nie zastanawiałem co zrobić. Samochód jest warty tyle co naprawa, a do tego coraz bardziej się sypie. Przyszedł jego koniec. Kierunek - złomowisko. Jest jeden problem. Do końca miesiąca musimy oddać Bravę, a jeszcze trzeba ją będzie "zrobić". Poza tym właśnie zaczyna się tydzień, w którym miałem malować Saoirse i właściwie to już od paru godzin powinienem być w Portsmouth. Do tego w czwartek lecimy na 10 dni do Norwegii, więc zostaje mi tak naprawdę ostatni tydzień maja, żeby kupić samochód na zastępstwo Padaczki. Jak już wspominałem musimy mieć dwa samochody. Wróciłem do domu i po krótkiej rozmowie zapadła decyzja - kupujemy zastępstwo dla Padaczki. Czyli tani i jeszcze raz tani. Wszedłem na Ebay, ustawiłem kryteria i pod dwóch godzinach kupiliśmy samochód. Nissan Primera, rocznik '96, 1.6 benzyna, 155 tys. km. przebiegu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Podsumujmy historię do tej pory. Mamy 4 samochody: Cougara u mechanika, trupa Padaki zaparkowanego na bocznej uliczce w Abingdon, Brava jeździ ale stuknięta więc "do roboty" oraz Primerę, którą trzeba będzie jutro (czyli dzisiaj) odebrać z Reading czyli ok. godzinę drogi od domu. Słabo?!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Nastał poniedziałek czyli dzisiaj. Wstajemy o 6 rano, bo trzeba pojechać do tego Reading po Primerę. Musimy zdążyć do 9 odwieźć Marzenę do pracy. Nissan zostanie pod biurem, a ja pojadę Bravą załatwić złomowanie Padaczki i kupić ubezpieczenie na Primerę. Przypominam, że Cougar u mechanika. Ruszyłem spod biura i po mniej więcej kilometrze BRAVA ZGASŁA!!! W trakcie jazdy! Usłyszałem jakiś dziwny dźwięk i "po ptokach". Koniec jazdy. Na szczęście stało się to koło zatoczki parkingowej, więc jakoś się tam dotoczyłem i nie blokowałem drogi. Szczerze mówiąc nie bardzo chciałem uwierzyć w to, co się dzieje. Przeszło mi przez głowę, że chyba jestem pechowy. Ale z drugiej strony - Brava mogła paść na autostradzie w drodze z Reading, a to oznaczałoby niewąskie koszty. Samo odholowanie pod dom kosztowałoby ponad połowę wartości samochodu. Nie zmienia to faktu, że ręce mi opadły. Zadzwoniłem po Marzenę, która podjechał po mnie Nissanem. Odwiozłem ją z powrotem do biura a sam pojechałem realizować plan, który wyglądał następująco:&lt;/div&gt;&lt;ol style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;li&gt;Pojechać do domu i wykupić ubezpieczenie na Primerę. Jakbym ją stuknął nieubezpieczoną, to bym się chyba pociął. Pal licho Nissana, ale koszty remontu tego drugiego samochodu mogły by mnie zabić. Biorąc pod uwagę moje zezowate szczęście - pewnie stuknął bym się z Porsche i pewnie byłaby moja wina.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Ubezpieczoną Primerą zorganizować odholowanie Bravy do mechanika. Zadzwoniłem oczywiście do niego, żeby się zapytać czy nie przyjechałby mnie pozamiatać z tej drogi. Niestety, okazało się, że nie ma czasu ale usłyszałem, że Cougar jest gotowy.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Po "załatwieniu" Bravy - zorganizować złomowanie Padaczki.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;O szóstej odebrać Marzenę z pracy, pojechać do mechanika po Cougara, wrócić do domu, zostawić Marzenę i&amp;nbsp; pojechać Cougarem do Portsmouth. Przecież od dwóch dni miałem malować Saoirse. Zrobioną Bravę odbierzemy w czwartek tuż przed wyjazdem na lotnisko. Przypominam, że lecimy do Norwegii. Urlop... Rejs...&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Problem był taki, że potrzebowałem drugiego kierowcy, żeby doholować Bravę. Pierwszy przyszedł mi go głowy Dominik i okazał się strzałem w dziesiątkę. Miał wolne i był chętny do pomocy. Musiałem tylko poczekać do pierwszej. Nie było problemu - musiałem przecież kupić ubezpieczenie a poza tym napisać parę mail i takie tam. Ustaliliśmy, że podjedzie po mnie do domu, pojedziemy jego samochodem do mechanika po Cougara. Cougarem odholujemy Bravę i dzięki temu nie będę musiał jechać po niego wieczorem, razem z Marzeną. Tak się też stało. Jeszcze tylko pół godziny stresu w trakcie holowania wąskimi, wiejskimi dróżkami i ... dojechaliśmy do warsztatu. A tam po dwóch minutach nastąpiła diagnoza: pęknięty pasek rozrządu. A to oznacza złomowisko. Koszty wymiany paska rozrządu są w Anglii absurdalnie drogie. O naprawie samego rozrządu już nie wspomnę. Tym razem naprawa przekroczyłaby wartość samochodu. Przypominam, że mówimy to o pożyczonym samochodzie. Lekko mnie przybiło.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Podsumujmy historię. Jest poniedziałkowe popołudnie. Mam 4 samochody z czego: Padaczka czeka na złomowanie w Abingdon, Brava czeka na złomowanie zaparkowana niedaleko warsztatu mechanika, ubezpieczona i jeżdżąca Primera stoi pod domem i jest jeszcze Cougar. Podrapany ale sprawny. Hej!!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Dobra, czas kończyć. Wstydu oszczędzić. Przyjechałem Cougarem do domu. Z wyjazdu do Portsmouth dzisiaj już zrezygnowałem. Wystarczy wrażeń jak na jeden dzień. No, jeszcze tylko kłopoty z kluczami. Co, myśleliście, że to już koniec?! Przyjechałem do domu, wszedłem na górę i jak zwykle zacząłem opróżniać kieszenie na półkę przy drzwiach. Portfel, klucze od domu, klucze do Padaczki, klucze do Bravy, klusze do Cougara... A gdzie są klucze do Primery?! NIE MA!!! Przetrząsnąłem wszystkie kieszenie i nic. Nogi się pode mną ugięły. W Nissanie jest centralny zamek połączony z immobilizerem. Wymiana zamków to będzie cyrk. Pomyślałem o wszystkich miejscach, gdzie dzisiaj kładłem się pod samochodami, samochodach którymi jeździłem itp. Czyli o potencjalnych miejscach gdzie mogły mi te cholerne klucze wypaść. No dobra, po kolei. Najpierw Cougar. Zszedłem na dół i zacząłem obszukiwać siedzenie kierowcy, podłogę pod nim, dywaniki. Słowem wszystkie miejsca gdzie mogło wlecieć coś, co wypadłoby z kieszeni. I nic. Podniosłem wzrok na siedzenie pasażera a tam, między jakimiś drobiazgami wyjętymi z Bravy leżały kluczyki do Primery. Tak jak kucałem w otwartych drzwiach Cougara tak opadłem na kolana, oparłem głowę na siedzeniu i pomyślałem: "Niech mnie ktoś stąd zabierze. Najlepiej na łódkę". Na serio - nogi się pode mną ugięły. Wróciłem na górę, położyłem kluczyki obok trzech pozostały kompletów i wpadłem w fotel.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zamiast epilogu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Marek, właściciel Bravy powiedział, żeby nie złomować samochodu. Stwierdził, że wymiana paska rozrządu i naprawa tegoż zajmie mu jedno popołudnie. Samochód może stać tam gdzie jest. Padaczka poczeka na złomowanie do naszego powrotu z Norwegii. Ja muszę pojechać do tego cholernego Portsmouth. Szanse na to, że pomaluję Saoirse lakierem są raczej niewielkie. Ale powalczę, przynajmniej pomaluję ją podkładem.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A w międzyczasie okazało się, że pogoda w Portsmouth się psuje. Ale to moi drodzy, to jak mawiał dozorca Prokop jest "małe piwo przed śniadaniem". Najwyżej będę malował w deszczu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Hej!!!&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4757558586300781584?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4757558586300781584/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/zajezdzanie-padaczki.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4757558586300781584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4757558586300781584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/zajezdzanie-padaczki.html' title='Zajeżdżanie Padaczki'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-1868815817905436038</id><published>2011-05-07T21:34:00.001+01:00</published><updated>2011-05-08T18:15:46.734+01:00</updated><title type='text'>A może jednak...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;W poście "&lt;a href="http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/cyf-panie-cyf.html"&gt;&lt;u&gt;&lt;span style="color: red;"&gt;Cyf, panie cyf&lt;/span&gt;&lt;/u&gt;&lt;/a&gt;" marudziłem, że zeszły rok zaczął się fantastycznie a skończył fatalnie. Jako że ten zaczął się źle, to miałem nadzieję, że w myśl tej reguły, reszta będzie OK. I co? I sprawdza się!!! &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zaczęło się od tego, że wracamy do starego domu. Tak! Przeprowadzamy się z powrotem do domu, z którego wyprowadziliśmy się miesiąc temu. Całe 60 m. kw. tylko dla nas!!! Moja własna kuchnia!!! Własne patio z balkonowymi drzwiami prosto z sypialni!!! Będę mógł na golasa chodzić do łazienki!!! No, trochę przesadziłem z entuzjazmem bo teraz też chodzę - mamy pokój z własną łazienką :))) A na serio - zapomniałem już, jak mieszkanie we wspólnym domu działa dołująco na psychikę. Choć tu, gdzie teraz mieszkamy nie jest tak źle. Chris i Lee to naprawdę równi goście. Ale nigdy więcej. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał rozważać zamieszkania we wspólnym domu. A do tego ten domek (ten tylko dla nas), to jest najtańsze miejsce w jakim mieszkałem w Anglii. W przeliczeniu na zajmowaną przestrzeń oczywiście, bo w cyferkach nie jest już tak słodko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Wygląda na to, że faktycznie w czerwcu Saoirse wyląduje w wodzie. Od jutra mam wolne i prognozy na najbliższy tydzień zapowiadają ładną pogodę. A to oznacza, że do wyjazdu do Norwegii uda mi się zrealizować plan i pomalować burty oraz pokład. Po powrocie tylko podwozie i... Na wodę!!! Po tych kilku miesiącach, aż trudno uwierzyć, że będziemy mieli żeglujący jacht a nie warsztat szkutniczy.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A dwa dni temu mój ulubiony kapitańcio zaproponował nam miejsce na swoim jachcie. Dwa tygodnie na Zatoce Biskajskiej. I to nie w poprzek, z La Coruny do Brestu, tylko "w głąb", czyli tam gdzie większość żeglarzy nie pływa. La Coruna... Gijon... San Sebastian... La Rochelle... Saint Nazaire.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Tylko tak dalej...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;:)))&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-1868815817905436038?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/1868815817905436038/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/moze-jednak.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1868815817905436038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1868815817905436038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/moze-jednak.html' title='A może jednak...'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2870236141953283119</id><published>2011-05-06T22:05:00.000+01:00</published><updated>2011-05-06T22:05:48.958+01:00</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zaczynam wspominać jak to było, kiedy miałem -naście lat. Czas umierać, czy co?!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/3Ii8m1jgn_M" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/og1HAkjOuL0" width="425"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2870236141953283119?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2870236141953283119/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2870236141953283119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2870236141953283119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/3Ii8m1jgn_M/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-9084904852239040807</id><published>2011-05-05T18:39:00.000+01:00</published><updated>2011-05-05T18:50:55.739+01:00</updated><title type='text'>Relatywizm dziejowy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.startrip.tv/images/2008/11/27/cheguevara.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.startrip.tv/images/2008/11/27/cheguevara.jpg" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Kiedy agenci Kadafiego spuszczają na brytyjskie miasteczko samolot pełen Amerykanów, to jest to akt terroryzmu. Ale kiedy amerykański samolot zrzuca na dom Kadafiego bombę zabijając syna i troje wnuków, to jest to walka o demokrację. Prezydent Obama wysyła na terytorium Pakistanu jednostkę specjalną, która na mocy wyroku &lt;b&gt;amerykańskiego &lt;/b&gt;sądu zabija &lt;b&gt;bezbronnego&lt;/b&gt; Osamę Bin Ladena. Nazywa to aktem narodowej sprawiedliwości. Pakistańczycy tańczący na ulicach na wieść o zamachu na WTC to barbarzyńska, rządna krwi tłuszcza, za to Amerykanie fetujący na ulicach zabicie Bin Ladena celebrują dokonaną dziejową sprawiedliwość. Zastanawiam się, czy rządzący tym światem zdają sobie sprawę z istnienia internetu?&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
A nastolatki (i nie tylko) na zachodzie z upodobaniem noszą koszulki z podobizną Che Guevary. Ciekawe czy wiedzą ilu ludzi przez tego rzeźnika zginęło?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-9084904852239040807?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/9084904852239040807/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/relatywizm-dziejowy.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9084904852239040807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9084904852239040807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/relatywizm-dziejowy.html' title='Relatywizm dziejowy'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-6544167234826754593</id><published>2011-05-04T20:44:00.000+01:00</published><updated>2011-05-04T21:21:40.281+01:00</updated><title type='text'>Doniesienia z frontu (robót) cz. II</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Saoirse jest gotowa do malowania. Zaszpachlowaliśmy wszystkie dziury, oszlifowaliśmy, ogłaskaliśmy... Teraz tylko dobrze ją umyć (tak ze trzy razy) i malujemy. Po prawdzie to mieliśmy malować w tym tygodniu (dzisiaj miała być położona pierwsza warstwa lakieru), ale tak zaczęło wiać, że wywiewało farbę z kuwety. Odpuściłem i wróciłem do domu pozarabiać. Biorę wolne w przyszłym tygodniu i mam nadzieję, że przed wyjazdem do Norwegii będziemy mieli łódkę pomalowaną.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; Za to, zamiast malowania, udało mi się "pchnąć" obcinanie wału. Wał obcięty i oczyszczony czeka, aż Scott założy na niego śrubę. Ponieważ musiałem do tego obcinania wyciągnąć silnik z piwnicy to, tak przy okazji, zaprawiłem go szuwaksem przeciwrdzowym (zaczynam tworzyć własne słowa - Hanka* byłaby ze mnie dumna :))). Wyciąganie silnika zajęło mi pół godziny. Nieźle, biorąc pod uwagę, że za pierwszym razem walczyłem z tym przez kilka dni. To tyle na teraz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;A Marzenie zupełnie odbiło. Wstaje o 4 rano, żeby robić zdjęcia. Z daleka, z torbą i statywem, wygląda jak wędkarz. Za to zdobycz przynosi zupełni inną. Pod tym zdjęciem jest galeria. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="https://picasaweb.google.com/marzenaborkowska05/SouthseaMarinaLangstoneHarbour?fgl=true&amp;amp;pli=1#5602946039140961666"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/-YaxdEZSoL-c/TcGrqeL6sBI/AAAAAAAACg0/k8iTiEi6mYU/s400/1a.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;*) Hanka to moja ulubiona polonistka z ogólniaka.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-6544167234826754593?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/6544167234826754593/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/doniesienia-z-frontu-robot-cz-ii.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/6544167234826754593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/6544167234826754593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/05/doniesienia-z-frontu-robot-cz-ii.html' title='Doniesienia z frontu (robót) cz. II'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-YaxdEZSoL-c/TcGrqeL6sBI/AAAAAAAACg0/k8iTiEi6mYU/s72-c/1a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-1313896051947706892</id><published>2011-04-27T21:12:00.000+01:00</published><updated>2011-04-27T21:16:23.342+01:00</updated><title type='text'>Doniesienia z frontu (robót)</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Całe święta spędziliśmy na łódce. Aż wstyd przyznać ale przez większość czasu pracowaliśmy. Saoirse jest oszlifowana i gotowa do malowania burt. Podwozie pomalowane dwoma warstwami farby antyosmozowej. Będą jeszcze dwie kolejne warstwy ale dopiero przed antyporostówką. Połączenie kil - kadłub zaszpachlowane na gładko. Przedtem wydłubałem całe luźne uszczelnienie i uzupełniłem Skiaflexem 292. A co!!! &lt;i&gt;&lt;tłumaczenie -="" 291="" 292="" ale="" cholera.="" co="" dla="" drogi="" jak="" jest="" laików="" mogłem="" razy="" tam...="" tańszego="" trzy="" użyć=""&gt;&lt;/tłumaczenie&gt;&lt;/i&gt; &lt;i&gt;(dla niewtajemniczonych - Sika 292 jest cholernie droga. Mogłem użyć trzy razy tańszej 291 ale co tam...)&lt;/i&gt; Poza tym płetwa balastowa zaszpachlowana jest na prawie gładko. Poszedł na to ponad kilogram szpachli. A droga cholera... Miejsca, które przetarłem papierem ściernym do "żywego" metalu zagruntowane są specjalnym "szuwaksem". Mówiąc krótko - płetwa jest gotowa do malowania. Na nią tylko pójdą dwie dodatkowe warstwy podkładu. Pokład prawie cały oszlifowany ze starej farby antypoślizgowej. Jeszcze jeden dzień ze szlifierką w ręku i będzie gotowy do malowania.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1bSt1QEiSqs/Tbh4PYCA__I/AAAAAAAACgY/3QDN7uMNhdc/s1600/DSC_0110.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://1.bp.blogspot.com/-1bSt1QEiSqs/Tbh4PYCA__I/AAAAAAAACgY/3QDN7uMNhdc/s320/DSC_0110.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Saoirse po świątecznym weekendzie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Plan na najbliższe dni wygląda tak: zaraz po weekendzie jadę na trzy lub cztery dni i mam nadzieję w tym czasie pomalować burty dwa razy podkładem i dwa razy lakierem. Potem przenoszę podpory powyżej linii wodnej i w ciągu następnych dwóch dni maluję podwozie: dwa razy antyosmozową i dwa razy antyporostową. I możemy wodować. No, nie tak szybko. Muszę skrócić wał śruby napędowej o jakieś 7 cm i zmusić Scott'a do założenia tejże. Ale to mogę robić w tym czasie, kiedy będzie schła farba na burtach lub podwoziu. Mam nadzieję skończyć to wszystko do 13 maja, czyli do dnia naszego wyjazdu na rejs w Norwegii. Po powrocie pozostanie pomalowanie pokładu i odświeżenie żelkotu w wannie kokpitu i na ściankach kabiny. Miałem te miejsca pomalować ale dosyć tego!!! Pływać trzeba!!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Jest szansa, że od czerwca pływamy.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-1313896051947706892?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/1313896051947706892/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/doniesienia-z-frontu-robot.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1313896051947706892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/1313896051947706892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/doniesienia-z-frontu-robot.html' title='Doniesienia z frontu (robót)'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-1bSt1QEiSqs/Tbh4PYCA__I/AAAAAAAACgY/3QDN7uMNhdc/s72-c/DSC_0110.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-3204752253495468825</id><published>2011-04-20T21:09:00.000+01:00</published><updated>2011-04-20T21:09:23.999+01:00</updated><title type='text'>Prosta historia</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na łódce byłem, coś tam zrobiłem. Ale nie mam siły pisać. Zapieprzam jak jakiś "wąsaty Marian":&amp;nbsp; 14 godzin w ciężarówce, 9 godzin w domu, 13,5 godziny w ciężarówce, 10 godzin spania, 13 godzin w ciężarówce.... Ktoś mi powie jaki jest dzisiaj dzień tygodnia?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zamiast długich historii - dzisiaj będzie kino. Film o tym, że życie tak naprawdę jest bardzo proste. My tylko niepotrzebnie je sobie komplikujemy. &amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/v6f8smHqMPQ" title="YouTube video player" width="640"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na koniec można sobie popłakać&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-3204752253495468825?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/3204752253495468825/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/prosta-historia.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3204752253495468825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3204752253495468825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/prosta-historia.html' title='Prosta historia'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/v6f8smHqMPQ/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-9148752406171730003</id><published>2011-04-11T20:22:00.000+01:00</published><updated>2011-04-28T22:08:59.993+01:00</updated><title type='text'>Homo Sovieticus</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pabTex1Gz8U/TaNSvPMnRHI/AAAAAAAACfU/r-YCylE-t50/s1600/Zdj%25C4%2599cie-0021.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="160" src="http://3.bp.blogspot.com/-pabTex1Gz8U/TaNSvPMnRHI/AAAAAAAACfU/r-YCylE-t50/s200/Zdj%25C4%2599cie-0021.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Szedłem sobie wczoraj wzdłuż pomostu w marinie, w której stoi jacht Marka i przyszła mi do głowy taka oto myśl: w piątkowy wieczór wróciłem z pracy, wsiadłem do samochodu i po sześciu godzinach jazdy, nie licząc promu, przyjechałem pod Amsterdam. Całą sobotę spędziłem pracując z Markiem przy jachcie a niedzielne przedpołudnie żeglując po jeziorze. Za chwilę wsiądę do samochodu i po sześciu godzinach jazdy, nie licząc promu, będę w domu. Położę się spać a juto rano wstanę jak co dzień i pójdę do pracy. Fajnie, nie? A chwilę potem przyszła mi do głowy inna myśl. Taka mianowicie, że gdyby ktoś mi powiedział w 1982 roku, że za 30 lat będę miał taki weekend to uznałbym, że jest kosmitą. I nie chodzi mi o fakt żeglowania po dziwnych akwenach, mieszkania w innym kraju itd. Mówię tu o tym, że nie uwierzyłbym temu kosmicie, że w ogóle będę mieszkał poza Polską. Wiosną 1982 roku moi rodzice musieli napisać wniosek do dzielnicowej komendy MO, żeby ta wydała mi zgodę na wyjazd na obóz żeglarski na Mazurach. Jak sobie uświadomiłem, jak kosmiczną odległość pokonał mój świat w ciągu tych 30 lat, to aż mi ciarki po plecach przeszły.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u2nty6TvAhc/TaNSzwxwkfI/AAAAAAAACfY/oijnYU8MrHE/s1600/Zdj%25C4%2599cie-0020.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;A co ma do tego Homo Sovirticus, zapytacie? Ano to ma, że mój brat nie ma takich rozterek. Jest dziesięć lat młodszy i nie ma pojęcia o czym piszę. Nie chcę powiedzieć, że jest głupi, nie!!! Wręcz przeciwnie, wcale niegłupi z niego facet. Tylko, że on nie dorastał w więzieniu. Dla niego wsiąść do samolotu i wyjechać do Anglii to zwykła rzecz. Dla Marka, który jest z tego samego pokolenia, pojechać na kilka miesięcy na Daleki Wschód i Filipiny to normalka. A że trzeba rzucić pracę... Nie ma sprawy. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;Zacznie kończyć się kasa to znajdę następną pracę. To ona jest dla mnie a nie ja dla niej. &lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u2nty6TvAhc/TaNSzwxwkfI/AAAAAAAACfY/oijnYU8MrHE/s1600/Zdj%25C4%2599cie-0020.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;Jak ja mam takim ludziom wytłumaczyć rozterki nastolatka, który czytał książki Teligi czy Moitessiera i wiedział, że &lt;b&gt;NIGDY&lt;/b&gt; nie będzie mu dane zaznać tej wolności. Wiem , że obaj potrafią sobie wyobrazić jak przygnębiająca mogła być świadomość nieodwołalności tej prawdy. Ale jak mam im przekazać wzruszenie jakie wczoraj było moim udziałem? Jak mam wytłumaczyć łzy w oczach, które pojawiają się wraz z myślą, że jednak udało mi się dożyć takiego momentu? Bo trzydzieści lat temu naprawę myślałem, że to się nigdy nie stanie. A stało się.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-u2nty6TvAhc/TaNSzwxwkfI/AAAAAAAACfY/oijnYU8MrHE/s1600/Zdj%25C4%2599cie-0020.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-u2nty6TvAhc/TaNSzwxwkfI/AAAAAAAACfY/oijnYU8MrHE/s400/Zdj%25C4%2599cie-0020.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;Marek na maszcie walczący z salingami&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-9148752406171730003?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/9148752406171730003/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/homo-sovieticus.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9148752406171730003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/9148752406171730003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/homo-sovieticus.html' title='Homo Sovieticus'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pabTex1Gz8U/TaNSvPMnRHI/AAAAAAAACfU/r-YCylE-t50/s72-c/Zdj%25C4%2599cie-0021.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-4556759553218869970</id><published>2011-04-07T22:07:00.000+01:00</published><updated>2011-04-27T23:09:58.095+01:00</updated><title type='text'>Cyf, panie cyf!!!</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Mój przyjaciel z czasów studiów opowiadał taką oto historię.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Rzecz się dzieje z jego rodzinnej wiosce. Jest tam jedyny w okolicy blacharz samochodowy. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżał do niego kolejny zrozpaczony właściciel zdemolowanego cacka, miała miejsce taka oto rozmowa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Panie Zuber, ile to będzie kosztować?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Ano panie drogi, tak jak na to patrzę to cyf straszny. Całą noc bede to klepał. Bedzie osim stów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Ile?!! - woła przerażony nieszczęśnik - u Marciniaka w Obornikach za cztery stówki to zrobię.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Zuber wie, że jest na wygranej pozycji. Samochód stuknięty, jeździć nim nie można a trzeba. Czyli sprawa jest pilna, nie ma czasu jechać do jakiegoś Marciniaka. Ale żeby ostatecznie dokończyć petenta i zamknąć dyskusje raz na zawsze, Zuber woła przechodzącą przez podwórko żonę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Stara, chodzinotu. Popatrz na to. Co to jest?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Cyf, stary - Zuberowa na to i idzie dalej swoją drogą. A Zuber odwraca się do klienta i mówi:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;- Patrz pan. Stara, głupia a przecie widzi, że cyf. Osim stówek bedzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Po co o tym piszę? Bo Zuberowej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; wystarczyłoby&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; jedno spojrzenie na początek tego mojego roku, żeby do zwyczajowego "cyf" dodała jeszcze - "straszny".&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Mam nadzieję, że reszta tego roku będzie inna. Bo jak na razie - załamać się idzie. Zeszły rok zaczął się fantastycznie. Były plany AZAB-owe, normalne mieszkanie, jakaś stabilizacja. A skończyło się...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Najpierw przygoda z Wieśkiem Krupskim. Mieliśmy razem szykować się na AZAB, a w ramach tych przygotowań, wziąć udział w kilku regatach w Polsce i za granicą. A skończyło się na tym, że po trzech dniach naszego pierwszego wspólnego pływania, zszedłem z pokładu z przekonaniem, że nigdy więcej z tym człowiekiem nie popłynę na żadnym jachcie. Potem rozbudzone nadzieje na własną firmę. Pojawił się człowiek, który miał wynajmować magazyny, przysłać samochody itd. A skończyło się na tym, że pacan do tej pory nie oddał mi stu dwóch funtów i przez dwa miesiące nie potrafił odebrać dla mnie w Polsce przesyłki, która znajdowała się niecałe 50 km od jego domu. Potem nasi współlokatorzy zameldowali w naszej łazience swoją siostrzenicę i trzeba było się wyprowadzać. Do tego kolejne awarie na łódce sprawiły, że przez cały rok pływaliśmy chyba tylko jeden raz.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Za to ten rok zaczyna się fatalnie. Zmuszeni byliśmy zamienić fantastyczny domek na "kąt u ludzi". Wprawdzie z własną łazienką ale przestrzeni życiowej mamy mniej niż w przyczepie kampingowej. A do tego nasz landlord jest samotnym facetem, a to oznacza, że dom jest zapuszczony. Z wielkich planów przenoszenia się na jacht wyszła wielka dupa. Nie ma ani domu na jachcie, ani przenosin nad morze. Przez ostatnie trzy miesiące pracuję średnio 59 godzin w tygodniu. To przede wszystkim dlatego jest taka cisza na blogu. Nie mam po prostu siły pisać. Do tego wszystkiego, jak sobie pomyślę ile pracy czeka mnie na Saoirse, to już mi się odechciewa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;Naprawdę mam cichą nadzieję, że będzie dokładnie odwrotnie niż w zeszłym roku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;No, pomarudziłem sobie - mogę iść spać. Muszę się wyspać bo jutro jadę z Markiem do Amsterdamu szykować jego jacht do przejścia do Anglii. A kto to taki ten Marek i co to za historia z jego jachtem napiszę niedługo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-4556759553218869970?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/4556759553218869970/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/cyf-panie-cyf.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4556759553218869970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/4556759553218869970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/04/cyf-panie-cyf.html' title='Cyf, panie cyf!!!'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2013568033987536753</id><published>2011-03-24T19:41:00.000Z</published><updated>2011-03-24T20:19:30.020Z</updated><title type='text'>Poprawiacz humoru</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;Ciężko pracuję dlatego mnie nie ma. Jeszcze trochę i zacznę robić Saoirse - wtedy pewnie będę częściej się odzywał. A na razie, żeby blog pajęczynami nie obrósł - przedstawiam dwóch panów. Miękko będzie, balladowo... ale za to jak ładnie&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/N_M8m4Yr7vc" title="YouTube video player" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/_zz8Pk9z1YE" title="YouTube video player" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Aaa tam... Jeszcze jeden set. Dobrego nigdy za wiele&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/A9_ffgwLVCs" title="YouTube video player" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/9P8e1EkZ1ug" title="YouTube video player" width="480"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2013568033987536753?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2013568033987536753/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/03/poprawiacz-humoru.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2013568033987536753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2013568033987536753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/03/poprawiacz-humoru.html' title='Poprawiacz humoru'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/N_M8m4Yr7vc/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2848156044691260901</id><published>2011-03-14T15:48:00.000Z</published><updated>2011-03-14T15:48:07.201Z</updated><title type='text'>Władysław Wagner</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Znalazłem to opowiadanie na stronie &lt;a href="http://aroundtheworldpl.blogspot.com/2011/03/11-marca-2011.html"&gt;YouYou&lt;/a&gt;. I chcę je mieć u siebie. Jest jak pocztówka ze świata, którego już nie ma.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Autor: Zbigniew Turkiewicz&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;Źródło: &lt;a href="http://www.polonialife.ca/podroznik/opowiesci-z-morza/zjawa-2/"&gt;www.polonialife.ca&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;h1&gt;Zjawa&lt;/h1&gt;&lt;h1&gt;&amp;nbsp;&lt;/h1&gt;&lt;div class="wp-caption aligncenter" id="attachment_2246" style="width: 810px;"&gt;&lt;a href="http://www.newmillenniumcreations.com/polonialife/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/bellamy_cay1.jpg"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-2246" height="188" src="http://www.newmillenniumcreations.com/polonialife/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/bellamy_cay1.jpg" title="bellamy_cay" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="wp-caption-text"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;Wyspa Bellamy Cay&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="wp-caption-text"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Niewielka, lecz jakże ważna w tej opowieści, wysepka Beef Island  otacza turkusowe wody zatoki Trellis Bay. Na środku zatoki, w odległości  dwustu metrów od brzegu, na niewielkiej  rafie stoi rozłożysty dom, który wraz z podwórzem zajmuje niemal połowę  powierzchni tej wysepki-rafy. Wysepkę nazwano Bellamy Cay, a dom – Last  Resort.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.newmillenniumcreations.com/polonialife/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/Wagner1.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-2229 alignright" height="396" src="http://www.newmillenniumcreations.com/polonialife/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/Wagner1.jpg" title="Wagner" width="250" /&gt;&lt;/a&gt;Teraz jest tam typowa restauracja dla żeglarzy, z dobrym jedzeniem,  ze śpiewem przy gitarze w wykonaniu Tony Snella, właściciela restauracji  i jego córki, Jessiki Bamford; oboje rozmiłowani w irlandzkiej  balladzie utrzymują to wszystko w nastroju szanty, nawet dekoracje ścian  i sufitów są pamiątkami z naróżniejszych jachtów, które  tu dotarły. Ale Tony i jego córka nie wiedzą kto zbudował ten dom,  kiedy i dlaczego tutaj, na tej skale. Mam ogromną satysfakcję, że wiem,  że potrafię odpowiedzieć na te pytania…ale… to co chcę powiedzieć nie da  się ująć w paru zdaniach. To cała opowieść. Myślę, że jasna i  zrozumiała dla Irlandczyków, których, podobne do polskich wydarzenia i  pasje rozrzuciły po świecie. To jest polska opowieść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dom na Bellamy Cay wzniesiono z kamienia zebranego na nabrzeżach  okolicznych wysp i jest to jedyny kamienny dom na całych Karaibach.  Zbudował go Władysław Wagner, Polak. Pierwszy nasz rodak, który w latach  1932 – 39 pod żaglami przepłynął świat dookoła. Na Beef Island zbudował  pierwsze na Wyspach Dziewiczych lotnisko. I o tym też mało kto wie.  Zatarły się ślady, już nikt nie pamięta. A warto je odgrzebać,W tej  opowieœci pojawi się trzech żeglarzy: tenże Władysław Wagner, Ludek  Mączka i trzeci, Austalijczyk David Walsh, który z każdym z nich  próbował dopłynąć do Polski.Zaczyna się ta historia w lipcu 1932 roku w  Gdyni. Z dopiero co wybudowanego portu w dalekomorski rejs wypływa jacht  „Zjawa” z dwuosobową załogą. Dowodzi nim Władysław Wagner,  dwudziestoletni harcerz z Gdyni, pomysłodawca całego przedsięwzięcia,  oraz Rudolf Korniowski z tej samej morskiej drużyny harcerskiej im. Jana  Sobieskiego. Dwóch innych członków załogi w ostatniej chwili  zrejterowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obaj z niewielkim jeszcze morskim doświadczeniem i na niezbyt  doskonałym jachcie, z wielkimi trudami przepłynęli Bałtyk, Morze  Północne, poradzili sobie na wodach zawsze wściekłej Zatoki Biskajskiej  aż dotarli do… krańca wytrzymałości finansowych. Zatrzymali się w  hiszpańskim porcie Santander. Bez pieniędzy i na mocno zdezelowanym  jachcie.Jakiś tam grosz wystarczający na to, żeby nie umrzeć z głodu,  złapali produkcją widokówek prezentujących jachty i żaglowce. Rudolf  miał artystyczne zacięcie, a Władek najwyraźniej też coś potrafił. W tym  czasie Władek wysłał do Kuriera Krakowskiego propozycję  reportarzy z rejsu z pierwszą oficjalnie podaną do Polski informacją, że  jest to rejs dookoła świata. Zadziałało. Pomoc z kraju nadeszła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.newmillenniumcreations.com/polonialife/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/zjawa.jpg" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-2225" height="400" src="http://www.newmillenniumcreations.com/polonialife/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/zjawa.jpg" title="zjawa" width="260" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Zjawa III"&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Zatrzymali się w Lizbonie, skąd wyruszają w trzyosobowym składzie,  następnie w Casablance gdzie “Zjawa” przechodzi pierwszy poważny remont  zafundowany przez francuską marynarkę wojenną.Do Ameryki Południowej  datarli na początku czerwca 1933 roku, ale zanim dotarli do Kanału  Panamskiego, dwaj załoganci, Rafał Korniowski i Olaf Frydson, który  dosiadł w Lizbonie, zmustrowali z jachtu.&lt;br /&gt;
Prawdę mówiąc Władek powinien był zrobić to samo – “Zjawa” do dalszej  żeglugi już się nie kwapiła. Został sam, bez przyjaciół i bez jachtu, i  zapewne nie było mu  wesoło. Sporo miał kłopotów nasz bohater zanim ruszył w dalszą drogę.  Stary, rozsypujący się jacht sprzedał. Kupił mocniejszy, ale wymagający  przebudowy. Pracował, pisał, przebudowywał, wreszcie się pochorował.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walka z przeciwnościami losu zabrała rok. Ale po burzy następuje czas  pogody. Przez Kanał Panamski przeholował go… “Dar Pomorza” – ten nasz  wielki, i na owe czasy nowoczesny, żaglowiec był w podróży dookoła  świata, a na jego pokładzie było wielu jego przyjaciół i wszystko to,  czego mu do podróży brakowało: żeglugowy osprzęt, przyrządy nawigacyjne i  wałówka. Od tego momentu Władek, wyruszając na Pacyfik miał już  patronat Związku Harcerstwa Polskiego, honoraria, nowego załoganta,  Józka Pawlicę i nowy jacht, który nazwał “Zjawa II”. Jest już 1935 rok,  trzeci rok w żeglarskiej podróży.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pacyfik nie był łaskawy dla Wagnera. Sztormy demontują mu jacht  kilkakrotnie, na poszczególne etapy wyrusza, wraca zdezelowanym jachtem,  znowu wyrusza. Z trudem dociera do Fidżi i tam “Zjawa II” kończy swój  żeglarski żywot. Władek wyrusza do Australii na pokładzie kanadyjskiego  parowca “Niagara”, spotyka serdeczne przyjęcie miejscowej Polonii, ale  po następny swój jacht wraca do Ameryki Południowej do Ekwadoru, gdzie  kupno i wyposażenie kolejnej, trzeciej już “Zjawy”, jest w granicach  jego możliwości. Tym razem jest to nowy, czternastometrowy  dwumasztowiec, który Władek Wagner wraz z Władkiem Kondratowiczem  doprowadzili do Australii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tu zaczyna się jakby druga część tej niezwykłej historii. Z  Australii Wagner zabiera dwóch skautów, którzy zamierzają wraz z nim  dopłynąć do Szkocji na Światowy Zlot Skautingu zaplanowany na sierpień  1939 roku. Jeden z nich&amp;nbsp; to David Walsh, komendant skautowskiej bazy  żeglarskiej, życiowy entuzjasta. Drugi to Bernard Plowright – Blue,  również skaut i żeglarz. Dowiedziawszy się, że Władek jest z Polski  postanowili, że dokończą z nim tę podróż. Bardzo chcieli zobaczyć kraj,  który z perspektywy Australii był bardzo egzotyczny, o którym wiedzieli  bardzo wiele i który, płynąc przez wiele miesięcy z Władkiem, pokochali  jak swoją ojczyznę. Świadczy to dobrze o Władysławie Wagnerze, który tą  swoją harcerską miłością do Ojczyzny zaraził szczególnie Davida, co  przez wiele jeszcze lat będzie owocowało serią prób dotarcia do Polski,  mimo dziejowych burz, które stawały naprzeciw temu pragnieniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest rok 1938, przed nimi daleka droga przez Ocean Indyjski, Morze  Czerwone, Kanał Sueski, Morze Śródziemne i przez Giblartar w stronę  Anglii. A do Polski? Jeszcze dalej. Wyruszyli z wielką wiarą w pomyślne  wiatry. Nie wzięli pod uwagę tylko tych najbardziej nieprzewidywalnych –  wiatrów historii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="post-headline"&gt;&lt;h1&gt;Zjawa - Część II&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;Odyseja Wagnera&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Panowie, ruszamy do Polski – powiedział do nich Władek. Powiedział,  że ich akceptuje bez żadnych warunków wstępnych, tylko niech mu powiedzą  coś o swoim żeglarskim stażu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/ZjawaIIIwAustralii.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3115" height="327" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/ZjawaIIIwAustralii.jpg" title="ZjawaIIIwAustralii" width="450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zjawa III w Australii&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Nic nie mieli do powiedzenia. Każdy z nich gdzieś tam pływał, a  skautingowe żeglarstwo miało się w Australii dopiero rozwijać. Były  plany. I, w powijakach, skautoskie bazy żeglarskie. Znaczy – jedna baza.  Dokładnie rzecz ujmując wyznaczono już dla niej teren na Mt. Keira, na  takim wzgórzu nad morzem. Jeszcze tylko potrzebne są kadry i  australijski skauting liczy na to, że morski rejs do Europy zapewni dwum  skautom wystarczające doświadczenie aby te zamierzone bazy powstały. Ale żeby  nie było “na krzywy ryj” skauting australijski przeznacza na ten rejs  po 250 funtów szterlingów na każdego z nich dwóch. Razem pięćset. Z  zaznaczeniem, że kwota ma pokrywać ich wydatki, znaczy Dawida i  Bernarda, pseudonim “Blue”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadziwiające, że od zarania żeglarskich dziejów od czasów Kolumba, a  zapewne i dawniej – kiedy ktoś wyrusza w rejs morski, gromadzi ekipę,  wyznacza znakomite cele, które w przyszłości zadziwią świat – zawsze  taki ktoś ma kłopoty z pieniędzmi. Znaczy – najczęściej ich nie ma.  Pięćset funtów.w roku 1938 to dużo więcej niż dzisiaj, ale jak na rejs z  Australii do Europy stanowiło to jakieś 10% potrzeb. Przy założeniu, że  się nic na jachcie nie zepsuje. Kłopoty finansowe nie opuszczały  Wagnera przez cały ten wokółziemski rejs. Ale nie opuszczała go też  wiara w szczęśliwy los.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z finansową ofertą zjawił się nagle Związek Harcerstwa Polskiego, z dumą  rozgłaszający w Polsce o wielkiej chlubie jaką przynosi poskiemu  harcerstwu harcerz Władysław Wagner w rejsie dookoła świata. Oferta  składała się z trzech punktów. W pierwszym ZHP informowało o zamiarze  wysłania mu 4000 złotych, czyli około 300 funtów, jeżeli Władek zechce  pozostać w Australii jeszcze rok i reprezentować polskich harcerzy na  australijskim jamboree; po drugie ZHP załącza mu czek na 500 złotych  jako zaliczkę na poczet tamtych czterech tysięcy. No a punkt trzeci  zwierał ofertę pożyczki 1500 złotych na pokrycie rejsu powrotnego do  Polski; obie te pożyczki, czyli 1500 plus 4000 Wagner rozliczy w Polsce.  Po powrocie. Oferta była rewelacyjna. It was very disappointing – pisał  w swoich pamiętnikach. Nie pozostało nic innego jak wziąć się do roboty  i zarobić trochę grosza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sąsiadami Wagnera w sydnejskiej marinie byli emerytowani farmerzy,  którzy sprzedali zagospodarowaną ziemię i kupili jacht, ale los ich  sprzedanej farmy i sąsiadów nie był im obojętny. Zaprzyjaźnili się z  Władkiem i któregoś wieczoru gadu-gadu opowiedzieli mu o swoich  problemach. Komunikacja między farmami na australijskich terenach  wymagała… samolotu. A samolot potrzebował pasa startowego, na którym nie  dość, że hałasował to jeszcze lądując lub startując wzbijał tumany  kurzu tak olbrzymie, że dom, ogród i silosy zbożowe były nim wiecznie  pokryte. Równając ziemię pod pas startowy farmerzy zdzierali wierzchnią,  stabilną skorupę. Myślę, że mam na to radę – powiedział Władek. Uwierzyli. Zaproponowali  za konsultację 100 funtów od farmy. Pojechał, doradził i w krótkim  czasie zarobił 800 funtów, a to już było nie mało. Co doradził? Władek  po prostu wiedział jak się buduje drogi. Większość ulic w Gdyni zbudował  jego ojciec, zanim powstały trzeba było ustabilizować sypki grunt  kamieniami i żwirem, wszystko to solidnie ubić i zalać ciężkim olejem.  Będzie dobrze. Żeglarz potrafi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ucieszeni farmerzy zapłacili gotówką i… można stawiać żagle. Sypnęła  nieco groszem Polonia, niezwykła też serdeczność spotkała Władka i jego  Zjawę od samych Australiczyków, którzy potraktowali go jako specjalnego  gościa na uroczystościach 150 lecia Austarlii. O spiżarnię zadbał  niejaki pan Kondratowicz, który w Austalii produkował najlepsze polskie  kiełbasy. W swoim pamiętniku Władek notuje, że odpływając z Sydney miał w  kieszeni więcej gotówki niż wówczas, gdy budował Zjawę III. I ogromne zapasy kiełbasy, które ukochał Dawid Walsh.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjawa III opuszcza Sydney 10 lipca 1938 roku, dokładnie w szóstą  rocznicę startu z portu gdyńskiego. Tamten start odbył się w ciszy,  wieczorem, bez rozgłosu. Tym razem uroczystości pożegnania trwają dwa  dni. Miasto Sydney żegnało nadzwyczajnego gościa paradami na wodzie.  Polonia austarijska zorganizowała paradę na lądzie, w której uczestniczą  w strojach ludowych polonijne zespoły, orkiestry, poczty sztandarowe.  Scauting austaralijski żegna swoich scautów-żeglarzy specjalnym apelem, a  uroczysty moment następuje tuż przed oddaniem cum gdy w kokpicie Zjawy  III naczelnik australijskiego scautingu mocuje srebrną tablicę z  napisem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;WLADYSLAW WAGNER&lt;br /&gt;
OF THE&lt;br /&gt;
POLISH SEA SCOUTS&lt;br /&gt;
by the&lt;br /&gt;
SEA SCOUTS OF SYDNEY, N.S.W.&lt;br /&gt;
as a souvenir of his visit on his yacht&lt;br /&gt;
ZJAWA III&lt;br /&gt;
in the course of his voyage around the world&lt;br /&gt;
and as a token of the many and lasting frendships&lt;br /&gt;
made during his stay.&lt;br /&gt;
- July, 1938 -&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Nie wiadomo gdzie ta tabliczka może być teraz, w domu Wagnerów na Florydzie jej nie ma. Na jachcie? Raczej nie….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym też czasie pocztą dyplomatyczną z Warszawy nadszedł niezwykle  ważny dla Władka dokument: “Patent Kapitana Jachtowej Żeglugi Morskiej”  wystawiony przez Polski Związek Żeglarski. Wystawiony był 23 maja 1938  roku a podpisany przez dwie wybitne w tym czasie w Polsce osobistości:  Jerzego Lisieckiego i Komandora C. Petelenza, o których opowiem w  kolejnych morskich opowieściach. Był to dopiero trzydziesty drugi patent  kapitański wydany w Polsce, nawet i dzisiaj bardzo trudny do zdobycia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i chyba wystarczy tych uroczystości, przed nimi daleka droga mimo, że  z Australii do Polski jest znacznie bliżej niż z Polski do Austarlii.  Sprawdźcie, jeśli nie wierzycie. Zgadza się? Przed nimi tylko jeden ocean, Indyjski, a za rufą trzech  Zjaw dwa: Atlantyk i olbrzymi Pacyfik. Ale póki co trzeba lewą burtą  ominąć wschodnie wybrzeże Australii i nie wpakować się na pobliską  Wielką Rafę Koralową. Ale trzeba ją zobaczyć i odwiedzić powstałe na  koralach wyspy. Jeszcze przez prawie dwa miesiące Zjawa III pozostawała  na wodach terytorialnych Austarlii; na zasiedlonych wyspach, w  nadmorskich osadach, w pobliżu których stawali na kotwicy, wszędzie byli  oczekiwani i podejmowani. Aż stępiała czujność załogi i utknęli na  rafie. Trzeba było łódź ściągać, naprawiać, potem przy “kręcących”  wiatrach i jeszcze niezbyt doświadczonej załodze, stracili maszt.  Australijska pomoc nie znała granic, a pan Kondratowicz z Sydney dosłał  kolejne zapasy kiełbasy, która znikła za szybko mimo, że “Blue” za nią  nie przepadał. Za to David Walsh – uwielbiał. Już pokochał Polskę i  bardzo zapragnął tam dotrzeć kiedy mu Władek opowiedział o gatunkach i  smakach polskiej kiełbasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co trzeba ponaprawiali, zapasy uzupełnili i ruszyli w świat. Dalej szło  im nieźle i z końcem sierpnia stanęli na redzie Kupangu, stolicy  Holederskiego Timoru. Znowu feta, podróże, zwiedzanie, spotkania z  miejscowymi skautami i… w drogę. Śpieszyli się na Skautowskie Jamboree …&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Morze Javajskie przyjęło ich północno-wschodnimi wiatrami, dało im  szybkość i we wrześniu stanęli na kotwicowisku wyspy Bali. A tam – znowu  serdeczne przywitanie i gościnne zaproszenia. Cała, egzotyczna,  niezwykle atrakcyjna wyspa do waszej dyspozycji, panowie. A czas? Jaki  czas? Na Bali płynie inaczej. Tydzień trwa tutaj pięć dni, miesiąc  trzydzieści pięć a rok sześć miesięcy. W dodatku obchodzimy właśnie 40  lecie koronacji Wilhelminy, królowej Holandii. No i wpadli chłopcy w  sidła rozrywki, które mogłyby poprzewracać im w głowach, ale dla  pewności pozostawili Zjawę na dwóch kotwicach i , nim się na dobre  rozbawili, dotarł do nich telegram z kotwicowiska: “Silny wiatr od  morza… jacht dryfuje.” Na szczęście nie byli daleko, samochodem gnali  naruszając wszelkie zasady ruchu i dotarli na miejsce w momencie gdy  Zjawa wspinała się na piękną rafę koralową.&lt;br /&gt;
&lt;div class="wp-caption alignright" id="attachment_3112" style="width: 460px;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/Krakatau.jpg"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/Krakatau.jpg" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3112" height="227" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/Krakatau.jpg" title="Krakatau" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Wulkan Krakatau&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/Krakatau.jpg"&gt;&lt;/a&gt;Trzeba coś powiedzieć o konstrukcji jachtu. Zjawa III była jachtem  dwumasztowym, keczem, którego kamienny balast o wadze trzech ton ułożony  był w zęzie, czyli pod podłogą jachtu. Spód jachtu, w odróżnieniu od  popularnych dziś konstrukcji kilowych, był gładki i nic nie  przeszkadzało, żeby łódka wjechała na rafę. Dno zostało poważnie  uszkodzone. Kiedy fachowcy z pobliskiej stoczni obejrzeli jacht wiszący  na rafie wstępnie wycenili naprawę na 800 guldenów, czyli kwotę  wielokrotnie przekraczającą finansowe możliwości chłopaków. Znowu te  paskudne pieniądze, a już było tak dobrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem w świat poszły informacje prasowe: “Polsko-austarlijski jacht  tonie u wybrzeży Bali”, “SOS z jachtu Zjawa III” itp… Na Bali dotarły  interwencje i zapytania z Australii i z Polski. Miejscowi zdejmowali  jacht, wzięli go do naprawy, a chłopakami zajęli się polski konsulat i  miejscowi skauci. Pokazali im wyspę Bali, czynny wulkan Kavaradte, a  przede wszystkim słuchali opowieści Władka o jego rejsie, o jego Zjawach  i o Polsce. I słuchał tych opowieści David Walsh, i tak słuchał, że sam  zaczął opowiadać o Polsce, do której zmierzał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="wp-caption alignleft" id="attachment_3113" style="width: 310px;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/zjawa_naprawaKila.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3113" height="400" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/04/zjawa_naprawaKila.jpg" title="zjawa_naprawaKila" width="291" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Przygotowanie do montażu kila na Zjawie III&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;Tymczasem fachowcy ze stoczni stwierdzili, że trzeba wyrzucić  kamienny balast z jachtu i zamocować metalowy kil, co zwiększy  stateczność jachtu, jego szybkość i będzie to niewiele kosztowało bo  szef stoczni jest zachwycony kamieniami, które służyły jako balast a  pochodziły z Hondurasu. On bardzo chciał mieć je na tarasie. To znacznie  obniżało cenę naprawy. Następnie okazało się, że pracownicy stoczni,  zachwyceni faktem, że mogą uczestniczyć w tej niezwykłej odysei Wagnera,  postanowili zrezygnować z zapłaty. Po dość skomplikowanych wyliczeniach  właściciel stoczni wystawił rachunek na kwotę 28 guldenów, ale wobec  takiego gestu swojej załogi, postanowił też się dołączyć do rejsu Zjawy i  rachunek per saldo, wynosi zero guldenów. I jak tu nie kochać  Holendrów. Tych z wyspy Bali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjawa III z nowym kilem opływała wody wyspy Bali ze stoczniowcami, ze  skautami z wyspy Bali oraz z dyplomatami nie tylko z polskiego  konsulatu. Jacht z kilem spisywał się znakomicie. Bilans wypadku na  rafie był nadzwyczajny: wszyscy byli szczęśliwi w tym pan minister spraw  zagranicznych w Warszawie, który nakazał wszystkim polskim placówkom  dyplomatycznym na trasie jachtu, a szczególnie tym w Kairze, w Algierze i  w Londynie, aby udziliły załodze wszelkiej koniecznej pomocy. Rafa  nazywała się “Eh Reef”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjawa III z trzema skautami i nowym kilem ruszyła w stronę Jawy.  Wszystko układało się wspaniale. Jacht szedł jak nowy. Załoga w  doskonałym nastroju. Zapasy kiełbasy wyglądały na niezniszczalne… Słowem  – pełnia szczęścia. I tak było aż do cieśniny pomiędzy wyspami Jawą i  Sumatrą. Wiatr zmienił kierunek ze wschodniego na południowo-zachodni,  lekko wiał prosto z cieśniny, aż siadł. Na trawersie mieli wulkan  Krakatau i świadomość pobliskiego cmentarzyska pod wulkaniczną lawą,  która w 1883 roku zakryła miasto i jego 35 tysięcy obywateli. Było  południe i słońce zatrzymało się na jakiś czas nad jachtem. Powietrze  było nieruchome, gorąc na pokładzie i pod nim nie do zniesienia.  Pożałował Władek, że nie zainstalował w Zjawie motoru. Tkwili nieruchomo  na morzu, kiedy od zachodu, od Oceanu Indyjskiego nadciągnęły czarne  ciężkie chmury. Wtedy ktoś przypomniał, że właśnie zaczyna się pora  cyklonów. Być może to właśnie pierwszy z nich. Lunął deszcz. Zdążyli  zwinąć żagle, kiedy uderzył wiatr, wściekły, że niewiele może chłopakom  napsuć. Za dnia mieli noc. I dużo wody nieustannie przez sześć godzin. I  wyjących stu diabłów obdzieranych ze skóry. Nie jest to miłe, wiem,  przeżyłem. I jeśli żeglarz wytrzyma to nerwowo, nie wystraszy się i nie  zwiariuje, to wreszcie doczeka się, że ni stąd ni z owąd, nagle te  wściekłe siły się wyłączają. Nagła cisza powoduje, że bębenki w uszach  mało nie pękną. Cisza. Ani wiatru ani chmur. Podobno w tym momencie  załogi żaglowców masowo wyskakiwały do wody. Władek, David i “Blue” wytrzymali i 27 października 1938 roku o godzinie  1.00 w nocy wyszli z cieśniny Panaitan na Ocean Indyjski. Piętnaście dni później mijali Atol Diego Garcia w archipelagu Wysp  Chacos. Minęli po drodze kilka sztormów, parę razy postraszył ich niski  pułap chmur, ale cyklon nie pojawił się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kuchnią kierował “Blue” podając zawsze to samo danie, które nazwał  “International Soup”. Cóż to takiego? Otóż w zapasach jachtu był ryż,  ziemniaki z Jawy, kukurydza z Paragwaju, cebula z Bombaju, curry z  Indii, sól z Austaralii a makaron z Włoch. Kolacje były polskie:  kiełbasa. Codziennie kiełbasa. Aż się skończyła albo zepsuła i resztki  wylądowały za burtą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kapitan Władek uczył Australijczyków sztuki żeglarskiej według  podręczników polskich i angielskich. I tu powstał zasadniczy problem  językowy. Polskie słownictwo żeglarskie wywodzi się z języków  angielskiego, holenderskiego, niemieckiego i Bóg wie jakich jeszcze.  Trudno niektóre ze zwrotów żeglarskich przełożyć na wprost na polski lub  angielski. Wymaga to niezwykłej erudycji i w żaden sposób nie da się  tego wytłumaczyć Anglikowi, a cóż dopiero Australijczykowi. Uczył więc  ale nie wymagał zapamiętywania nazw lub zwrotów. Uczył pojęć. Ale tamci  dwaj, a szczególnie David wciąż pytali “a jak to jest po polsku”. No to  mówił. A ten powtarzał i szło mi całkiem nieźle. Ale oni chcieli  wiedzieć coś więcej. Władek, jak go pamiętam, był dobrym gawędziarzem.  Wciągał opowieścią. I wpadł na świetny pomysł. Na jachcie miał powieść  “Ogniem i mieczem”, którą ofiarował mu polski konsul na Bali “aby nie  zapomniał języka polskiego”. No więc Władek czytał im “Ogniem i mieczem”  powoli, po polsku i starannie tłumacząc. Od połowy już nie tłumaczył  tylko czytał. Oczywiście powoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 grudnia 1938 roku rzucili kotwicę w Zatoce Aden. Byli już u wrót  Morza Czerwonego, które przekroczyli 31 grudnia. Nazajutrz zaczynał się  rok 1939.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="post-headline"&gt;&lt;h1&gt;Zjawa – Część III&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;Do Polski&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;&amp;nbsp;&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ahoj roku trzydziesty dziewiąty!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki,  połączony z drobnymi remontami na jachcie, postój w Adenie  dał kolejne  spotkania, nowe znajmości. W brytyjskiej bazie marynarki  wojennej  &amp;nbsp;szykowała się feta na przywitanie Nowego Roku. Zjechali z  bliskich i  odległych baz oficerowie floty brytyjskiej, z żonami oraz…  dwie córki  pułkownika G.Russela, panna Pamela i panna Monika. Obie  zafascynowane  trzema bohaterskimi żeglarzami, o których już pisała  światowa prasa,  spodziewały się, że ich pobyt w Adenie będzie nader  ciekawy.&lt;br /&gt;
Ich trzech, młodych, przystojnych.&lt;br /&gt;
One dwie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/ZjawaKanalLaManche.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3580" height="330" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/ZjawaKanalLaManche.jpg" title="ZjawaKanalLaManche" width="450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Zjawa III na Kanale La Manche - 1939 r.&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Władek  miał problem: aby zdążyć na Jamboree nie było chwili do  stracenia, a&amp;nbsp;  okoliczności najwyraźniej im nie sprzyjały. Nie było rady,  żeby postój  się nie przedłużył trzeba było wiać. Odpłynęli w siną dal  30 grudnia  wieczorem bez pożegnania i w kiepskich nastrojach. Panny  Pamela i  Monika były niezwykłej urody, ale były dwie, a ich było  trzech.&amp;nbsp; I, być  mo¿e, to właśnie legło u podstaw decyzji. A może  rzeczywiście dlatego,  że zaczął dmuchać bardzo korzystny wiatr, o czym  nie wiadomo skąd  dowiedział się Władek, chociaż dziwny zapis znajduję w  jego Dzienniku  pod datą 31 grudnia. Pisze mianowicie, iż “morze nagle  się wzburzyło i  żegluga stała się tak trudna, że poczuł lęk”. Ten lęk nie był zapewne  tak silny jak wyrzuty sumienia. A David pisał w swoim Dzienniku o tym,  że wszyscy trzej odnieśli&amp;nbsp; wielkie zwycięstwo. Też go coś gryzło. Twarde  warunki żeglugi dawały hart, jakże potrzebny w walce z pokusą.   Chłopaki mieli po dwadzieścia parę lat – skąd u nich tyle determinacji?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władek  sprawdzał się jako kapitan oraz imponował obu Australijczykom  odwagą  i… patriotyzmem. Tym, że nie bał się morza, tych czarnych nocy  pełnych  wycia wiatru i huku załamujących się fal. Był dzielny, po tych  kilku  morzach i oceanach i po sześciu latach żeglugi po prostu – nie bał   się.&amp;nbsp; Był pełen wiary w ludzi, braterski, dokładnie taki, jakim był dla   Davida idealny skaut. W 1935 roku David poznał osobiście generała Baden   Powella, ideologa i twórcę skautingu.&amp;nbsp; David był idealistą, od   urodzenia aż do końca; uwierzył, że Władkowa dzielność jest&amp;nbsp;&amp;nbsp; cechą   wspólną wszystkich Polaków, że ma oto okazję poznać kraj ludzi   szlachetnych i dzielnych. Samych rycerzy. Zgadzał się z Władkiem, że nie   ma co tracić czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Płyniemy dalej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Blue  był mniej romantyczny, brał udział w tej wielkiej przygodzie  bardziej z  poczucia obowiązku. Wysłano go na Światowy Zlot Skautingu,  miał na tym  Jamboree w Szkocji reprezentować Australię i to był cel. Dla  niego  przełamał chorobę morską, która męczyła go przez kilka&amp;nbsp;  pierwszych&amp;nbsp;  tygodni i bardzo utrudniała mu prace w kambuzie. Potem  spisywał się  doskonale jako kuk i piosenkarz; zawsze miał świetny humor.&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Ze wszystkich krajów i narodów&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Ze wszystkich świata stron i ras&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Na Jamobree spłynął potok młody&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Na Jamboree młody szumi las.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;O Jamboree, o Jamboree,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Jak dobrze nam i jak radośnie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeglowanie  przez 1200 mil morskich Morza Czerwonego zabrało im 23  dni. W bardzo  nieprzyjemnych warunkach: stale pod&amp;nbsp; sztormowy wiatr,  który dmuchał&amp;nbsp;  przeważnie z północy.&amp;nbsp; Cały czas było zimno i mokro.  Dochodził do tego&amp;nbsp;  lęk przed piratami, którzy w tamtym rejonie zawsze  byli plagą. Ale  mieli sporo szczęścia&amp;nbsp; i w dobrej kondycji psychicznej i  fizycznej  dopłynęli do Port Teflik 22 stycznia 1939 roku. A tam wszyscy  na nich  czekali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To już nie było zwykłe powitanie dzielnego  jachtu. Witająca ich na  redzie portu łódź kapitanatu bez żadnych  formalności wprowadziła ich do  mariny,&amp;nbsp; a stamtąd przedstawiciel  polskiej ambasady w Kairze natychmiast  zapakował Władka do pociągu.  David i Blue doprowadzali jacht do  porządku. Władek w Kairze był  honorowym gościem polskiej ambasady.  Prezentacje, galowe rauty, wizyty,  zwiedzanie i wreszcie wyjazd z całą  kawalkadą oficjeli do Port Teflik,  tam spotkania z załogą, zdjęcia z  jachtem w tle i na jachcie, i –  wreszcie&amp;nbsp; dali im spokój.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przejście Kanału Sueskiego…  pod żaglami. Jak do tego doszło, że ich  tam wpuścili bez motorowego  napędu, a jedynie pod żaglami w te wąskie,  bo raptem stumetrowe koryto  kanału, wystarczające dla statków morskich,  ale za wąskie dla łodzi pod  żaglami, halsującej pod wiatr? Zjawa III była doskonale skonstruowana,  posłuszna sterowi, zwinna&amp;nbsp; kiedy  halse zmieniać trzeba dość często, a w  szczególności na tak wąskim  akwenie. Na jacht wsadzono im pilota,  który spełniał swoją funkcję na  statkach z napędem parowym, ale tu, pod  żaglami, gdzie liczył się  jedynie kunszt żeglarski załogi, nic nie  miał do roboty, jedynie strachu  się najadł kilkakrotnie podczas mijania  statków płynących na północ lub  na południe. Wystraszył się jeszcze  bardziej, gdy od pustyni dmuchnął  “khamsin”, silny wiatr niosący z  Sahary ścianę pyłu.&amp;nbsp; I zasłonił wszelką  widoczność. Gorzej niż we mgle.  A trzeba nam wiedzieć, że w tym czasie  jeszcze nie wynaleziono radaru.  Nasi żeglarze płynęli ufni, że się uda  nie spotkać innego statku,&amp;nbsp; lub  nieoczekiwanie wjechać na brzeg. Piasek w  oczach, w uszach, przed  jachtem, za jachtem i w ustach. I nie wiadomo  czy to dzień czy noc. Do  portu w Ismaili, w połowie kanału, weszli za dnia. Mieli bardzo   dobrego anioła stróża, bo pilot, gdy tylko weszli do portu, natychmiast   ich pożegnał i żaden inny nie zgłosił się do rana. Dalej ruszyli więc   bez pilota i północny wiatr, chociaż przeciwny do kursu Zjawy, przegonił   piaskową burzę. Szczęśliwie dotarli do Port Side.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęły  się przygotowania do ostatnich etapów podróży. Niezbyt  gościnne dla  żeglarzy Morze Śródziemne, zawsze bardzo wymagający  Północny Atlantyk i  Morze Północne, którego smak poznał Władek na  początku pętli  wokółziemskiej. Ale niepokój towarzyszący przygotowaniom  nie dotyczył  morza; niepokojące&amp;nbsp; były wieści z Polski. Wszędzie mówiono o   nieuchronnej wojnie. Do Port Side, na pokład Zjawy III dotarły worki z   listami z Polski&amp;nbsp; i z Australii. W listach z Polski entuzjazm dla   wyczynu Zjawy III i rady aby zmienili trasę i popynęli na Morze Czarne i   w Rumunii załadowali Zjawę na pociąg. Szybko i bezpiecznie dotrą do   Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dopłynę” – odpowiedział Władek. „ Dopłynę do Gdyni, tam skąd wypłynąłem.”&lt;br /&gt;
„My z tobą” – ośdwiadczyli Australijczycy, dla których Europa była obszarem tak małym , że było bez znaczenia dokąd dopłyną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzmocnili  maszty, ponaprawiali i uzupełnili żagle, poszyli sobie nowe  ubrania,  bo stare na szwach zżarła sól morska. I kupili… kamerę  filmową.  Widziałem ten ich pierwszy film, opowiada o Port Side, o rejsie przez   Morze Śródziemne, o postoju na Malcie i wreszcie o Gibraltarze.   Widziałem też dalszy ciąg, ale zanim do tego dalszego ciągu dojdziemy   trzeba snuć tę opowieść chronologicznie, żeby w miarę możliwości tę   odyseję przybliżyć. Droga do Polski stawała się coraz trudniejsza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tuż  obok Zjawy III do nabrzeża w Port Side przycumował niemiecki  jacht  „Diabeł Morski” („Seeteufel”). Dowodził nim hrabia Felix von  Luckner,  as wywiadu niemieckiego na Bliski Wschód, ale o tej misji  wówczas  jeszcze nie było wiadomo. Niemcy na pewno wiedzieli o Zjawie i  jej  wielkiej wyprawie, pisała o tym cała światowa prasa, ale na początku   sąsiadowania dali do zrozumienia, że ich to niewiele interesuje. W   atmosferze fetowania i wszelkich form pomocy jakich nie szczędzono   załodze Zjawy III we wszystkich portach, ta demonstracja niemieckiej   buty była raczej groteskowa. Według pruskiego ordnungu punktualnie o   ósmej rano na Seetaufel podnoszono hitlerowską banderę. Opuszczano ją z   pompą o zachodzie słońca. Była wielka jak pół tego jachtu i głównym jej   elementem była swastyka. Chłopcy ze Zjawy III nie pozostali dłużni,   szczególnie Australijczycy, którzy doskonale rozumieli jak bufoniasty i   prowokacyjny był ten germański gest. Robili to samo, rano i wieczorem&amp;nbsp;   ale skromniej, &amp;nbsp;z gwizdkiem i z ogromną sympatią załóg wszystkich   oklicznych statków.&amp;nbsp; Odpowiedzią Zjawy III była biało-czerwona bandera z   orłem. Po kilku dniach porannych i wieczornych ceremonii hrabia von   Lucker zaprosił kapitana Zjawy III na pokład niemieckiego jachtu. Załogę   Zjawy III reprezentował Pierwszy Oficer David Walsh, kapitan nie mógł   przybyć. Wszystko odbyło się zgodnie z ceremoniałem, Davida przywitano   jako kapitana, a hrabia wręczył mu swoje zdjęcie z dedykacją. „ Men   fight not ships. With a cargo of good luck from pirat – Felix Caunt   Lucker, Port Side, 4, o4, 1939.”&amp;nbsp; Mężczyźni walczą, nie okręty. Z   ładunkiem szczęścia – pirat Felix Hrabia Lucker.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiele  lat później, w 1976 roku w położonym na stokach Mt Keira w  siedzibie  komendanta skautowskiego obozu w Australii, to właśnie zdjęcie  trzymał w  ręku Ludek Mączka. Komendant nazywał się David Walsh i wraz z  Ludkiem  wyruszał w swoją kolejną długą podróż do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
15  marca 1939 roku Zjawa III opuszcza Port Side,  zwyczajowo już,  pozostawiając spore grono przyjaciół. Pomogli im w  wyposażeniu jachtu, w  zaopatrzeniu na drogę, w naprawach i  uzupełnieniach. I znowu falstart:  silny sztorm z południowego zachodu  dewastuje pokład, awarii ulega  stałe olinowanie i, w konsekwencji&amp;nbsp; pęka  główny maszt. Trzeba wracać. I  znowu łańcuch ludzi dobrej woli czyni cuda. Udaje się zebrać   pieniądze, kupić nowe olinowanie, nowy maszt, dźwigi brytyjskiego   krążownika „Penelope” pomagają w przebudowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/jamboree1.jpg" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3579" height="265" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/jamboree1.jpg" title="jamboree" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Jamboree 1393 Szkocja&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;13  maja ponownie wychodzą z Port Side kierując się&amp;nbsp; na Maltę, gdzie   docierają 30 maja. Morze Śródziemne nie było im przyjazne, ale   przywitanie w La Valetta było dokładnie&amp;nbsp; odwrotnie proporcjonalne do   morza; ze wszystkich portowych spotkań na całej siedmioletniej trasie   przywitanie zgotowane im przez maltańskich skautów oraz polski konsulat   wyróżniało się serdecznością, uroczystością powitania i stosami listów z  całego świata. Tylko&amp;nbsp; kanonanda  dział artyleryjskich nie była na ich  cześć – na Malcie przygotowania do  wojny trwały już na serio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Latem  1939 roku rejs Zjawy III relacjonowała prasa całego świata. Był   nadzwyczajnym wydarzeniem żeglarskim, do dziś zresztą uważanym &amp;nbsp;za   jeden z trzydziestu najwybitniejszych osiągnięć światowego żeglarstwa.   Niestety – nie w Polsce. Dlaczego? Trudne pytanie. Kiedyś mówiono mi, że   rejsu Wagnera nie popularyzowano w PRL-u bo był to wyczyn   przedwojennego harcerza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale śledźmy dalej ten niezwykły rejs, tę odyseję trzech żeglarzy – bo warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest lato 1939 roku. 16 czerwca Zjawa III wchodzi do algierskiego portu. Prasa francusko-języczna relacjonuje:&lt;br /&gt;
„Piękna  podróż Władysława Wagnera, polskiego skauta-żeglarza, rywala  Alaina  Gerbaulta. Jacht Zjawa III wpłynął wczoraj na spokojne wody  przystani  Rowing Club. Na wysokim maszcie powiewała polska flaga.&amp;nbsp; Trzy  dziarskie  zuchy uwijały się na pokładzie. Jeden z nich, mniejszy niż  jego  koledzy, lecz zbudowany jak atleta, to Władysław Wagner. Jest  polskim  harcerzem-żeglarzem, zwłaszcza żeglarzem. Morze jest jego  domeną, morze  jest jego pasją, morze było dla niego okazją do  wzruszającej podróży  dookoła świata.”&lt;br /&gt;
La Depeche Algerienne, 17/06/39, tłum. Hanki Rybczyńskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
20  czerwca oddają cumy i nazajutrz rano Władek dojrzał zaśnieżone  szczyty  Sierra Nevada. Po siedmiu &amp;nbsp;latach podróży zobaczył ponownie  rodzinną  Europę. David i Blue również wzruszył widok odległego brzegu  Hiszpanii.  Słabe wiatry, które&amp;nbsp; towarzyszyły im w tym ostatnim na Morzu   Śródziemnym etapie, pozwalały nacieszyć się widokami; Europa witała   słońcem, lazurowym niebem, doskonałą widocznością i spokojem. Do   Gibraltaru weszli sobotnią nocą z 2 na 3 lipca. Do zlotu pozostało 12   dni i 900 mil morskich do przebycia. Nie pozostało nic innego jak   zrezygnować z bogatego programu powitania i pobytu przygotowanego przez&amp;nbsp;   gubernatora Gibraltaru i miejscowy skauting. Wszystko, ceremoniał   przywitania, specjalne przyjęcia, spotkania, wywiady i zwiedzanie trzeba   było wcisnąć w jeden dzień, w niedzielę.&amp;nbsp; Od rana w poniedziałek  trwały  przygotowania jachtu do dalszej podróży, zaopatrzenia i po  południu  oddali cumy. Pośpiech dyktował również południowo-wschodni  wiatr, który  dawał szansę szybkiego przejścia przez Cieśninę  Gibraltarską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/ZalogaZjawy1.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3575" height="246" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/ZalogaZjawy1.jpg" title="ZalogaZjawy" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Załoga Zjawy III na&amp;nbsp; Światowym Zlocie Skautingu w Szkocji&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;4lipca  1939 roku weszli na Atlantyk i był to dzień dla Władka  szczególny:  zamykał właśnie pętlę wokół globu ziemskiego,&amp;nbsp; od tego  momentu wchodził  w historię polskiego żeglarstwa – jako pierwszy Polak  opłynął kulę  ziemską. Polski żeglarz. Harcerz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coraz bardziej doskwiera pytanie: gdzie i jak wyraźnie jest ten fakt w polskiej historii odnotowany, gdzie są tablice, pomnik…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dostali  jeszcze w kość w rejonie Zatoki Biskajskiej, jeszcze postraszył ich  Atlantyk, walczyli z  falami o wysokości masztu, z przyciwnymi wiatrami,  z coraz częstszymi  awariami, a niektóre porażały, jak chociażby nagle  pękający bom,  urywające się liny… wszystko, czym Eol mógł im dokuczyć –  dokuczył. Na  jachcie panowała wilgoć, pleśń&amp;nbsp; i rdza. Spleśniałe było  jedzenie i mokre  były ubrania.&amp;nbsp; Sztorm za sztormem. A na koniec, w  Kanale La Manche –  mgła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I nagle 21 lipca 1939 roku o  godzinie 11.00 zrobiło się spokojnie. Nie było już wielkich  fal,  wiatru, mgły. Cisza. Rzucili kotwicę w pobliżu Royal Pier, w  angielskim  porcie jachtowym Southampton. Usiedli, spojrzeli na siebie i w  miejsce  spodziewanej radości poczuli smutek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dotarli do celu. Przygoda się skończyła. Trudno było to pojąć…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy  przywitał ich jeden ze współtwórców skautingu i przyjaciel&amp;nbsp;  generała  Baden-Powella, pułkownik Turner-Clark. Wieczorem tego samego  dnia  przybyli przedstawiciele Kwatery Głównej Brytyjskiego Skautingu z   informacją, że na Zlocie wszyscy czekają.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Londynu  żeglarze dotarli pociągiem, tam w Kwaterze głównej witał  ich zastępca  komendanta Światowego Skautingu Sir. Percey Everett. Po  uroczystym  lunchu zaproszono ich do studia BBC na specjalny program  poświęcony ich  podróży, a potem wystąpili w pierwszej na świecie stacji  telewizyjnej.  Zarejestrowane zostały słowa prezentera: „Odchodzimy teraz  od  zaplanowanego programu, aby przedstawić państwu załogę małego  jachtu,  przybyłą wczoraj do Southampton po podróży z Australii. Jak  państwo  wiedzą, wszyscy trzej są skautami. Oto Władysław Wagner, polski  harcerz  morski, kapitan i nawigator. Jego podróż rozpoczęła się w 1932  roku,  kiedy wypłynął z Polski z jednym towarzyszem, aby nieść w świat  polską  banderę.” &amp;nbsp;(tłum. H. Rybczyńska)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prosto ze studia  przewieziono żeglarzy na dworzec kolejowy i  nazajutrz&amp;nbsp; rano witani byli  na stacji Crieff w Szkocji przez skautów  australijskich.&amp;nbsp; Kilka mil od  stacji przy zamku Monzie, w miejscu gdzie  odbywał się III Światowy  Zlot Skautów, czekało na nich cztery tysiące  uczestników jamboree i  ponad 20 tysięcy widzów. Wjechali tam na odkrytym  samochodzie w  pochodzie poprzedzanym orkiestrą szkockich dudziarzy. Z  wielkim  rozmachem witano żeglarzy, stali się bohaterami &amp;nbsp;zlotu i,  niewątpliwie  całego światowego skautingu. To braterstwo i odwaga są  najwyższymi  cnotami skautów i ci trzej rejsem z dalekiej Australii, a  Wagner –  poprzez cały świat – pokazali, że to nie czcze słowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udział  załogi Zjawy w Zlocie był najważniejszym i radosnym&amp;nbsp; jego   wydarzeniem,&amp;nbsp; jakby zacierającym pomruk zbliżającej się zawieruchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielka,  bo raptem 12-osobowa grupka polskich harcerzy brała udział  w Zlocie.  Nie dotarł „Zawisza Czarny”.&amp;nbsp; Nastrój zbliżającej się wojny  dotarł na  zlot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="wp-caption alignright" id="attachment_3573" style="width: 410px;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/ZjawaGdynia1.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3573" height="640" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/06/ZjawaGdynia1.jpg" title="ZjawaGdynia" width="454" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Zjawa III po zakończeniu rejsu&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;Wagner  odjechał po dwóch dniach, śpieszył się, co doskonale rozumieli   gospodarze zlotu i obaj jego przyjaciele. Miał nadzieję dotrzeć szybko   do kraju, miał zamiar wstąpić do marynarki wojennej. Ale najpierw musiał   doprowadzić Zjawę do stanu używalności, wszystko z niej wyrzucić,  jacht  wyczyścić i pomalować. Konsulat polski prosił go o potwierdzenie   gotowości jachtu do drogi, ale już go uprzedzono, że bez zgody nie  wolno  mu wyruszać. Po paru dniach zjawił się David Walsh. Postanowił  pomóc  Władkowi w pracach. W połowie sierpnia przyjechał Blue, zdążył  odwiedzić rodzinę w Anglii, ale doszedł  do wniosku, że tutaj jest  bardziej potrzebny. W trójkę postanowili  przeprowadzić jacht do  najbardziej na wschód wysuniętego portu  angielskiego, Yarmouth. Stamtąd  było najbliżej do Polski. 29 sierpnia wypłynęli z Southampton i  nieważne, że wiatr był  przeciwny, że Kanał La Manche, jak zwykle, mało  przychylny żeglarzom –  płynęli. Zajwa III i cała jej szczęśliwa&amp;nbsp; załoga  znowu byli razem. Znowu  pod żaglami. Obaj Australijczycy postanowili  dokończyć podróż z  Władkiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwa dni zabrało im przejście  do Yarmouth, o zmierzchu nie mogli  wypatrzeć świateł mimo, że mgły nie  było i niezbyt daleko byli od lądu.  Stanęli na redzie Great Yarmouth.  Rano pojawiła się portowa łódź.  Sternik zobaczył flagę i rzucił im hol.&lt;br /&gt;
- Koniec żeglowania – powiedział. – Niemcy napadli na Polskę. Jest wojna. Tam już nie można&amp;nbsp; płynąć.&lt;br /&gt;
Władek,  mimo, że spodziewał się takiej wieści, nie był do niej  przygotowany.  David i Blue – również. Przycumowali Zjawę w porcie  Yarmouth i nie  bardzo wiedzieli co teraz. Od roku byli razem, cel, jakim  był udział w  skautowskim zlocie &amp;nbsp;osiągnęli. Stanęli przed pustką i to  było  najgorsze, co mogło spotkać ich podczas całego rejsu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Musieli  się rozstać. Smutek rozstania i niezrealizowanego planu każdy  zabrał  ze sobą. Wojna ma to do siebie, że wchłania najpierw młodych  mężczyzn, i  jeśli przeżyją i nie zapomną o młodzieńczych marzeniach,  powrócą do  nich choćby wbrew wszelkim trudom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
David Walsh, Australijczyk – on chyba najbardziej o to będzie zabiegał. Koniecznie ten rejs zakończyć w Polsce!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="post-headline"&gt;  &lt;h1&gt;Zjawa III część IV&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;Niezwykła droga do Polski Dawida Walsha&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/09/DavidWalsh.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3739" height="499" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/09/DavidWalsh.jpg" title="DavidWalsh" width="350" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;David Walsh&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="wp-caption alignleft" id="attachment_3739" style="width: 360px;"&gt;&lt;div class="wp-caption-text"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Wojna rozłączyła trzech przyjaciół oraz ich niezawodną łajbę Zjawę  III.  Władek Wagner pływał początkowo w konwojach, którymi szła pomoc  militarna do Anglii, później wyznaczono mu zadanie stworzenia zalążków  polskiej  szkoły rybołóstwa morskiego. Ponieważ każdy dział morskiej  aktywności podlegał prawom wojny, “Zjawa III” została przejęta przez  polskie władze emigracyjne, z czasem przystosowana do  szkoleń morskich,  wędrowała pomiędzy portami i wreszcie została sprzedana bez prawa  zmiany nazwy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władek nie ufał komunistycznym władzom w Polsce i po wojnie pozostał na  Zachodzie. Ożenił się i wywędrował na Brytyjskie Wyspy Dziewicze, w  miejsce od którego zaczyna się nasza opowieść, na Beef Island.&lt;br /&gt;
Blue, czyli Bernard Plowright, pozostał w Anglii, wojnę spędził w oddziałach obrony wybrzeża.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Dawid? Pozostawił list i wrócił do Austarlii.&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;&amp;nbsp;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;“Drogi Wlady,&lt;br /&gt;
wiem, że moje słowa, jakkolwiek by były szczere, nie mogą w  żaden  sposób przynieść ulgi w Twym obecnym położeniu, więc nie będę Cię  zanudzał przekazywaniem wielu serdecznych myśli, jakie w tej chwili  zaprzątają mój umysł. Chciabym Cię jednakże zapewnić, że obydwaj, Blue i  ja, nuczyliśmy się dzięki Tobie znacznie więcej, niż nasza nieśmiałość  pozwala nam otwarcie wyjawić i chociaż z pewnością ukrywamy głębsze  uczucia, chciałbym, ażebyś zrozumiał, że pod tą zewnętrzną powłoką kryje  się uczuciowość o wiele silniejsza, niż mógłbyś sobie wyobrazić.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;&lt;br /&gt;
Dzięki Tobie i naszemu kontaktowi ze Zjawą III nauczyliśmy się szanować  Polskę i czujemy się uprzywilejowani i wielce zaszczyceni, że płynęliśmy  pod polską banderą. Niemal czujemy – jeśli mogę być tak śmiały, aby to  powiedzieć – że jesteśmy Polsce coś winni… lub może powinniśmy w jakimś  nieskończenie małym stopniu dzielić jej odpowiedzialność, że obecne  tragiczne wydarzenia spowodowały, iż bardziej cierpimy i martwimy się,  niż byłoby to możliwe, gdybyśmy nie byli związani z Tobą i dobrą starą  Zjawą III. Moje myśli gonią… Dave”&lt;/em&gt; (Tłum. Hanka Rybczyńska)&lt;br /&gt;
List, pisany w porywie, był proroctwem. Polska stała się jego marzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dawid Walsh zauroczony niezwykłymi walorami krajobrazowymi  australijskiego regionu Monte Keira i jego unikalną florą i fauną  założył “Mount Keira Scout Camp” w 1941 roku, dwa lata po gwałtownie  przerwanym rejsie “ZjawyIII”. Został jego komendantem i jednocześnie strażnikiem parku narodowego,  powołanego tutaj z jego inicjatywy i na obu tych stanowiskach pozostał  do końca. Zamieszkał tu wraz z żoną Miriam i tu przyszło na świat  pięcioro ich  dzieci. W jego domu było wiele pamiątek ze “Zjawy III”,  była też mapa Polski (z przed 1939 roku) i spory zbiór “poloników”.  Wszyscy wiedzieli o czym marzy David.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niejako po drodze dokończył, rozpoczęte przed wojną studia, zdobył tytuł  inżyniera górnictwa, zdążył nawet popracować w kopalni i nabawić się  pylicy.  Interesowało go wszystko. Był botanikiem, zoologiem, geologiem,  interesował się astronomią, literaturą i historią; pasjonowały go  sporty wodne. Poświęcał się wszystkiemu i wszystkim całym sobą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
22 maja 1976 roku do portu Wollongong wpłynął jacht “Maria” pod  kapitanem Ludomirem Mączką. Wiadomość o jachcie pod polską banderą  dotarła do Dawida natychmiast. Ludek nie spodziewał się tego spotkania; o  Dawidzie wiedział tyle, że był członkiem załogi “Zjawa III”, ale o  spotkaniu z nim nawet nie marzył. Tymbardziej o tym, że go zabierze w  dalszy rejs. Dawid zaprosił Ludka do domu na Monte Keira, pokazał  pamiątki z rejsu na “Zjawie III”, rozmarzył się we wspomnieniach i  powiedział, że ma nadzieję, iż tamten rejs jeszcze dokończy. Wtedy  zapewne pojawił się pomysł: to może na “Marii”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak się zaczął kolejny etap wymarzonej przez Dawida podróży do Polski,  powrót do przerwanego rejsu.  Wiedział, że Ludek nie obrał jeszcze kursu  do Kraju, że jego rejs przez wszystkie morza świata jeszcze się nie  kończy, ale miał nadzieję, że może kiedyś… I miał dobre przeczucie.  Dawid uległ pokusie wędrówki. Nie po raz pierwszy. I nie ostatni. Taki –  harcerski zryw 62 letniego pana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wypłynęli we trzech: Ludek Mączka, Kazimierz Jasica i Dawid. “Maria” to  32-stopowy drewniny dwumasztowy (kecz) jacht żaglowy, po siedmiu latach  wędrówki po oceanach już nieco wysłużony, niezbyt wygodny, a w warunkch  sztormowych, których na Morzu Tasmana mieli pod dostatkiem,  przeciekający na obu burtach. Dwumetrowy Dawid dostosował się do  warunków dość szybko, jedynie prowadzona przez Ludka kuchnia nieco go  szokowała. Ludek słynął z prostoty przygotowywanych posiłków a lista  artykułów spożywczych w jego spiżarni była nadzwyczaj skromna, za to  łatwa do zapamiętania: dużo czosnku, mleko w proszku, mąka, dużo  suszonego grochu, sól, cukier herbata i wino. To chyba wszystko. A  jadłospis siłą rzeczy też nie wymagał zapisywania. Oto zupa mleczna z  kluskami: do wrzącej wody należy wsypać mleko w proszku i mąkę. Po  jakimś czasie zamieszać i podawać niezbyt gorącą, żeby się nie poparzyć.&lt;br /&gt;
Zupa grochowa: na wrzącą wodę wsypać suszony groch i czekać aż się  zagotuje. Kiedy Dawid coś tam mruczał, że groch za twardy, usłyszał w  replice, że  konie jedzą surowy i proszę… I tak dalej. Bardzo przydała się Dawidowi  jego skautowska dzielność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie był to łatwy rejs; tamtejsze wody nie należą do przyjemnych, silne  prądy i wiatry przeganiają jachty czasami nawet na kilkaset mil gdzieś w  stronę Oceanu Spokojnego.  Do Nowej Zelandii zamiast w dwa tygodnie  dotarli po pięciu. Dawid był zachwycony, podziękował i odleciał do  Australii. To było 14 lipca 1976 roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz mamy skok w czasie i oglądamy scenę w porcie Rosslyn Bay we  wschodniej Australii. Jest rok 1982,  wieczór, po nabrzeżu chodzi  wysoki,  66-letni pan i widać, a nawet słychać jego zaniepokojenie. Co  chwilę woła w stronę zatoki “Ahoy, Maria!”, ale odpowiedzi brak. Robi  się prawie ciemno i nagle z mroku wyłania się dinghi z, niewielkiej  postury  ale  troszkę mniej zdenerwowanym, żeglarzem. Uściski i znowu są  razem. Dawid i Ludek wyruszają na Wielką Rafę Koralową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skąd ten pomysł? Otóż w korespondencji, którą utrzymywali po rejsie do  Nowej Zelandii, powstawał plan powrotnego rejsu “Marii” do Polski.   David miał dolecieć do Kapsztadu a tymczasem, na wiadomość, że w Polsce  wprowadzono stan wojenny,  nastąpiła zmiana planu: David  zapytał czy   nie byłoby dobrze popływać w rejonie  Wielkiej Rafy Koralowej,  to  przecież tak blisko Australii. Kiedy ten list od Dawida dotarł do Ludka,  ten&amp;nbsp; akurat dopłynął do Przylądka Dobrej Nadziei. Uznał, że to dobry  pomysł i wybrał się spowrotem do Australii. Bagatela – cztery tysiące  mil. Ale Ludkowi nigdzie się nie spieszyło. Spędzili ze sobą kolejny miesiąc, ale tym razem Dawid zabiegał o prawo  decydowania o jadłospisie. Udało mu się ponieważ Ludek nigdy nie stronił  od dobrego jadła, potrafił połknąć nieprawdopodobne ilości wszystkiego,  co do jedzenia się nadawało, byle tylko nie musiał o to  zabiegać. A  Dawid gotów był na wszystko, na wszelkie niewygody, byleby być na tym  polskim jachcie i blisko Ludka; dawało to jakąś szansę powrotu do  tamtego przerwanego rejsu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludek rozważał powrót do kraju. Chociaż wieści z Polski nie napawały  optymizmem, a po ubiegłorocznych, pełnych radosnych sygnałów o  odzyskaniu przez Polskę niepodległości,  nagły grom o stanie wojennym  jakby nadzieję rozwiewał, Ludek wciąż liczył na to, że coś się zdarzy,  że nagle świat wreszcie upomni się o Polskę i że niebawem  będzie  niepodległa. Dawid był przekonany, że tak będzie i że w końcu on do tej  Polski dopłynie. O tym mówili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z obu tych rejsów Dawid pozostawił znakomite, pełne humoru i szczegółów,  pamiętniki. Na polski przetłumaczyła je Hanka Rybczyńska. Mimo jej  zabiegów nigdy nie ukazały się w Polsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rejs na Wielką Rafę Koralową trwał miesic, był pod każdym względem  udany. Zobaczyli tę wielką rafę z bliska, odwiedzili wiele wysepek,  spotkali żeglarzy, którzy o Ludku i jego “Marii” już słyszeli. Po  miesiącu wspólnego żeglowania Ludek skorzystał z okazji “dorobienia” za  przeprowadzenie australijskiego jachtu z Rafy Koralowej do Sydney. Nic  nie wskazywało na szybką poprawę sytuacji w Polsce, obaj wiedzieli, że  należało czekać, I że się  doczekają.  Tak przynajmniej wydawało się  Dawidowi – miał też  nadzieję, że Ludek w końcu zatęskni i zacznie  wracać. I w jakimś irracjonalnym sensie uwierzył, że to właśnie “Maria”  zastępuje ‘Zjawę III”  w drodze do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dawid wrócił do domu. Żegnali się po przyjacielsku, ale z obawą, że już  się nie spotkają. Dawid rozstawał się z pozstawioną na jednej z wysp na  Wielkiej Rafie Koralowej “Marią”  w wielkiej melancholii.  Zebrał swoje  rzeczy ten wysoki, nieco już przygarbiony pan i zszedł z jachtu. Napisał  w swoim pamiętniku, że on rozumie Ludka i nia ma żalu ani do Ludka ani  do Losu. Ma nadzieję, że może się w końcu jakoś ułoży.&lt;br /&gt;
I doczekał się. Trzeba było jedenastu lat aby losy tej dzielnej trójki: Dawida, Ludka i “Marii” znowu się połączyły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze jeden skok w czasie: jesteśmy już w 1991 roku. La Havre,  francuski port z wyjściem na Kanał la Manche. Wiosna tego roku w  północnej Francji była zimna i deszczowa. Marzec/kwiecień 1991.  Na nabrzeżu portu La Havre w specjalnym  stelażu stoi drewniany jacht. Jest bardzo zużyty, pozbawiony masztów i  wszelkiego takielunku, na rozeschniętych burtach z trudem można odczytać  jego numer rejestracyjny i nazwę,  jest dobrym schronieniem dla mew i  nabrzeżnych szczurów. Stoi tu od sześciu lat. I nagle, wczesną wiosną  wokół tego zapomnianego jachtu zrobił się ruch.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludek pozostawił “Marię” w Havrze w 1985 roku z nadzieją, że uda mu się ”  gdzieś na świecie” zdobyć trochę grosza i cieknący, rozpadający się  jacht uratować. Tak zaczęła się jego amerykańsko-kanadyjska przygoda, w  tym niezwykłe przejście kanadyjskiej Arktyki pod żaglami. Niewielu  śmiałkom to się udało…&lt;br /&gt;
Niemal nazajutrz po pamiętnych wyborach w 1989 roku w polonijnym  klubie żeglarskim w Chicago zrodził się pomysł zorganizowania Światowego  Zlotu Polonijnych Jachtów w Gdańsku. Komandorem zlotu został jego  inicjator kpt. Andrzej Piotrowski, który skrzyknął polonijnych żeglarzy  na to spotkanie w sierpniu 1991 roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednocześnie poszło zawołanie aby pomóc Ludkowi w Havrze. Już na  początku maja na kei, gdzie stała “Maria” pojawili się niektórzy z jej  załogantów z rejsów po morzach świata. To niezwykli ludzie, każdy wart  wielkiej księgi, jak chociażby „Popof” – Francis Dumarski, który  przyleciał z Brazylii, czy przybyli z Kanady Gerge Bourque, wieloletni  przyjaciel Ludka i Bolek Korneluk – prawie rodzina… I wielu innych, w  tym załogi “Solidarity”  Andrzeja Piotrowskiego i “Free Poland” pod  kapitanem Jerzym Knabe z Londynu, którego skuteczne poszukiwania “Zjawy  III” i sprowadzenie jej na Zlot zakończyły się, niestety, odmową  właściciela,&amp;nbsp; Anglika, któremu obce są polskie sentymenty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="wp-caption aligncenter" id="attachment_3740" style="width: 674px;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/09/naMariiDWalshLJacobFDomarsk.jpg"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3740 " height="476" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/09/naMariiDWalshLJacobFDomarsk.jpg" title="naMariiDWalshLJacobFDomarsk" width="664" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="wp-caption-text"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&amp;nbsp;W Hawrze: spotkanie na "Marii". Od lewej: Dawid Walsh, L. Jacob, "Popof" - Francis Dumarski i kpt. Ludomir Mączka.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
21 maja dotarł Dawid Walsh. Miał 74 lata i ogromną wolę  uczestniczenia w jakże radosnym dla niego wydarzeniu.  Ludek i “Maria”   płyną do Polski! On – wreszcie do niej dotrze. Przywiózł ze sobą  zaoszczędzone tysiąc dolarów amerykańskich i kartę kredytową Amexu, na  którą co miesiąc wpłacano mu w Australii emeryturę. Wszystko przeznaczył  na remont “Marii”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wredna była pogoda w Havrze, nie pomagała w  pracach, które dotyczyły  wszystkiego na jachcie: naprawy skorupy, uruchomienia silnika,  znalezienia i zainstalowania odpowiednich masztów z olinowaniem. I  niemal bez przerwy lał deszcz. Przedsięwzięcie wydawało się benadziejne, ale nie było nikogo, kto by w  jego sukces nie wierzył. Kiedy do Havru dotarły na pomoc załogi polskich  jachtów był już czerwiec, czasu pozostawało niewiele ale pracy –   bardzo dużo. Przy jachcie zastali gromadę rozentuzjazmowanych staruszków z Bolkiem  Kornelukiem, najmłodszym, który po raz pierwszy naprawiał dieslowski  motor i właśnie rozbierał go na części pierwsze, a potem  wkładał je do  wiadra z oliwą. Następnie poskładał te części spowrotem z nadzieją, że  motor zapali. I zapalił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No to już teraz wszystko zapali, uwierzyli. I poszło. Wielu rąk do pracy  wymagało uszczelnienie i pomalowanie jachtu, instalacja cudem zdobytych  masztów. Wciąż brakowało części takielunku,  lin, wyposażenia, ale  gromada ludzi dobrej woli, nawet emerytów francuskiej marynarki,  dokonała cudu: powoli, powoli “Maria” zbliżała się do wodowania. Tylko  Dawid słabł. Kaszlał, mówił, że to pylica z czasów pracy w kopalni,  trawiła go gorączka. Na jachcie panował rozgardiasz, nie bardzo było  gdzie spać, nie mówiąc o jakimkolwiek intymnym miejscu, a na zewnątrz  wciąż nie najlepsza pogoda. Postanowili wysłać Dawida do Anglii na przebadanie. Tam miał przyjaciela  i ubezpieczenie. Dawid opierał się, bardzo się bał, że popłyną bez  niego.  Z trudem wsadzili go na prom do Plymouth.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego wieczoru miejscowi kapitanowie  francuskiej marynarki  wydali w  pobliskiej restauracji uroczystą kolację na cześć załogi “Marii” i  odpływających do Polski jachtów “Solidarity” oraz “Free Poland”. Podczas  wieczoru Ludek poprosił Bolka aby przyniósł z jachtu jakieś pamiątki na  prezenty dla gospodarzy. Bolek wdrapał się na jacht i zobaczył w  kokpicie kapelusz Dawida, w którym – tego Bolek był pewien – Dawid  odpływał do Anglii. Rozejrzał się i doszedł do wniosku, że to mu  się  wydało. Dopiero kaszel z dziobu potwierdził, że Dawid jest na jachcie.  Bolek odnalazL go śpiącego w zwojach żagli. Dawid wyjaśnił, że badania  zrobił w porcie w Plymouth, że nic mu nie jest i wrócił tym samym  promem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz Andrzej Piotrowski zaproponował Dawidowi miejsce na  “Solidarity”, ale dla Dawida to nie było to samo, postanowił dotrwać do  wodowania i zakończyć rejs do Polski na “Marii”. Próby zabrania go  samochodem do Polski żeby w Kołobrzegu wszedł na “Marię” i stamtąd  pożeglował, też nie dały rezultatu.&lt;br /&gt;
W nocy z niedzieli na poniedziałek, 7 lipca 1991 roku “Maria”  opuszcza Havre z bardzo już uszczuploną załogą: Ludek Mączka, Bolek  Korneluk i Dawid Walsh.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzą na Kanał, wzruszenie Dawida jest ogromne, on tu już był, to  gdzieś tutaj  4 września 1939 roku okręt brytyjskiej marynarki wojennej  nakazał im przerwanie rejsu do Polski. Przez pierwsze dwa dni Dawid czuwał przy sterze niemal bez przerwy. W  kabinie czuł się gorzej, a na zewnątrz, mimo sztormowej pogody, miał  więcej oddechu. Aż wreszcie musiał się położyć. Zaklinował się w koi i  czekał na lekarza. Weszli do portu Hoek van Holland w pobliżu  Rotterdamu. Decyzja była oczywista. Ambulans zabrał Dawida do szpitala.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“Maria” odpłynęła do Polski, już spóźniona. Flota polonijnych jachtów  wpłynęła do Gdyni prowadzona przez jacht “Solidarity”; dmuchał północno  wschodni wiatr napełniając  ogromny spinaker przedstawiający orła.  Pośród kilkunastu jachtów brakowało “Marii”  i “Zjawy III”. W gdańskim ratuszu trwały przygotowania do uroczystości wręczenia  dyplomów uczestnictwa wszystkim uczestnikom Zlotu. Komandor, kpt.  Andrzej Piotrowski przeglądał dyplomy, które szczęśliwie dotarły w  zakamarkach jachtu z Chicago. Były w ramkach i oszklone i na szczęście –  całe. Ale w kolejnym który wyjął z paczki, otulonym, jak każdy,  karbowanym papierem, szkło było pęknięte poniżej okrągłego logo z trzema  żagielkami i napisem “World Polonia Sailing Jamboree – Poland 1991″.  Rysa pęknięcia przecinała cały napis umieszczony pod logo:&lt;br /&gt;
&lt;span style="color: blue;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="color: blue;"&gt;“The organizers and paticipants of  The World Polonia Sailing Jamboree Poland 1991  – express their thanks  to David Walsh  for his contribution and support”&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Andrzej zastanawiał się co tu zrobić, jak i kiedy będzie miał okazję  wręczyć dyplomy Dawidowi i Ludkowi. Zawołano go do telefonu, dzwonił  Ludek, dotarł właśnie do Kołobrzegu. Ale nie o tym chciał mówić, nie o  drodze trudnej, sztormowej. Powiedział, że właśnie otrzymał wiadomość,  że Dawid Walsh umarł w szpitalu w Rotterdamie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie dotarli do Polski. Ich morskie drogi zakończyły się wcześniej, zostały przerwane w różnych odległych miejscach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władek Wagner zmarł w Orlando na Florydzie.&lt;br /&gt;
Hanka Rybczyńska, która niestrudzenie przez wiele lat zabiegała o  popularyzację rejsu trzech “Zjaw”  w Polsce, odeszła w Toronto na swoją  wieczną wachtę.&lt;br /&gt;
Ludek miał szczęście zakończyć rejs przez  morza świata tam, gdzie go zaczął, w Szczecinie.&lt;br /&gt;
Prochy Władka, Hanki i Ludka złożono w Polsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Dawidem sprawa ma się inaczej. Chociaż prochy jego zostały rozsypane  na stokach Monte Keira, pozostało jego wielkie pragnienie dotarcia do  Polski. Pragnął tego, do końca o tym mówił, to pragnienie włączył do  swoich modlitw.&lt;br /&gt;
Opowiem jak zostało spełnione w następnym, ostatnim już&amp;nbsp; odcinku…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="post-headline"&gt;  &lt;h1&gt;Zjawa III cz. V&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;Spełnione marzenie Davida Walsha (ostatni odcinek)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
Ta opowieść o spełnieniu zaczyna się jakby od końca…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prochy Dawida zastały rozsypane na stokach Monte Keira, zgodnie z  jego wolą, którą w formie precyzyjnej instrukcji pogrzebowej podyktował w  szpitalu w Rotterdamie. Oto ona:&lt;br /&gt;
- Odczytanie wiersza “Twinkley, twinkley little star” w wykonaniu czwórki Mireckich;&lt;br /&gt;
- Program muzyczny: klarnet – gra Andrew Holloway;&lt;br /&gt;
- Dwa ukochane jachty: 1) “Zjawa”, 2) “Maria” – słowo Kena Ausburna;&lt;br /&gt;
- 10 uderzeń dzwonu obozowego na stoku Monte Keira;&lt;br /&gt;
- Krótkie odtworzenie z kasety śpiewu lirogona;&lt;br /&gt;
- Przekazanie dwóch pamiętników o jachcie “Maria” Hance Rybczyńskiej;&lt;br /&gt;
- Przjażdżka rodziny kajakiem z klubem kajakarskim;&lt;br /&gt;
- Wino jeżynowe z przyjaciółmi – Ken Ausburn;&lt;br /&gt;
- Ognisko obozowe, piosenki, wycieczka do lasu – do zorganizowania na wiosnę. &lt;br /&gt;
I to wszystko. Jakby sam uznał, że marzenie odchodzi wraz z nim. Być  może ta jego fascynacja Polską zaowocowała małżeństwem Barbary z polskim  emigrantem, Piotrem Mireckim, co niewątpliwie Dawida radowało, tym  bardziej, że z piątki jego dzieci to Barbara, najmłodsza, przejęła od  ojca tę ciekawość życia i jego dynamiczny styl.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiele podróżował po świecie, w ramach pracy zawodowej, najmłodszy z  synów Dawida, Robert. Jego syn, wnuk Dawida – Edward, wybrał się na  studia do Rzymu. Ten pewnie był najbliżej dziadka, z którym od  dzieciństwa wędrował po stokach Monte Keira, biwakował z dziadkiem w  leśnej głuszy, przejmował od dziadka jego umiłowanie i rozumienie  przyrody, z dziadkiem wsłuchiwał się w przedziwny śpiew ptaka lirogona,  którego tylko tam można spotkać. Edward o dziadku wiedział wszystko, o  jego niedokończonych  rejsach – też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod koniec listopada 1965 roku Autostradą Słońca pędził w kierunku  Rzymu brązowy Jaguar, a w nim dwóch czterdzistoparoletnich panów.  Samochód prowadził Jurek Kluger, a jego przyjaciel i wspólnik w  interesach Kurt Rosenberg prowadził coś w formie prasówki; gazety  przeglądał i co ciekawsze dla obu fragmenty czytał i tłumaczyl na  polski. Gdzieś pomiędzy Monte Cassino a Anzio taka odbyła się między  nimi rozmowa:&lt;br /&gt;
- To cię Jurek pewnie zainteresuje: jakiś polski biskup na Soborze w  Watykanie wygłosił przemówienie, o którym wszyscy mówią. I piszą  wszystkie gazety.&lt;br /&gt;
- Biskupi zawsze przemawiają i taka jest ich praca – skwitował Jurek. – Ale co on takiego powiedział, że aż wszyscy o tym mówią?&lt;br /&gt;
- Powiedział, jak tu piszą, że trzeba znieść bariery między Kościołem a  światem. Że trzeba zmienić nastawienie Kościoła, mniej moralizować a  więcej uczestniczyć w życiu społeczeństw. Nieżle jak na biskupa –  skomentował Kurt.&lt;br /&gt;
- Ciekawe, że tak mówi biskup z komunistycznego kraju. Jak on się nazywa?&lt;br /&gt;
- Piszą, że to arcybiskup z Krakowa. Ty jesteś z Krakowa, może go znasz.&lt;br /&gt;
- Ja jestem z Wadowic.&lt;br /&gt;
- Nikt z Wadowic nie mógł zostać biskupem – złośliwie skwitował  Rosenberg i roześmiali się. – Muszę poszukać jak on się nazywa ten  biskup, który nie jest z Wadowic.&lt;br /&gt;
- Pewnie Macharski, w Krakowie jest Macharski, ale to kardynał. A ten? Masz to nazwisko?&lt;br /&gt;
- Wojtyła.&lt;br /&gt;
- Mialem kiedyś przyjaciela, też Wojtyła, razem robiliśmy maturę. Jak ma na imię ten arcybiskup?&lt;br /&gt;
- Karol.&lt;br /&gt;
Zatrzymali sie na najbliższym serwisie. Jurek Kluger przejrzał gazety i  sam przeczytał informacje z Soboru. Karol Wojtyła! Lolek?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Rzymu Jaguara doprowadził Kurt. Jurkowi trzęsły sie ręce. Rozgadał się:&lt;br /&gt;
- To może być zbieżność nazwisk. Wojtyłów było dużo w Polsce oprzed  wojną. I w Wadowicach i w Krakowie. On mieszkał koło kościoła, był  ministrantem, może już wtedy coś się zaczęło. Ale ja bym o tym wiedział.  Był moim najbliższym kolegą. Przyjacielem. Wiesz, tego dnia, gdy  ogłosili wyniki z matury poleciałem z samego rana do szkoły i tam już  była wywieszka. Przeczytałem nasze nazwiska i pognałem do niego, ale on  był w kościele, służył do mszy. Jakoś nie pomyślałem, że nie wypada  żydowi wejść na mszę, ale tak się cieszyłem, że wszedłem i usiadłem w  pierwszej ławce. Kiedy Lolek popatrzył w moją stronę dałem mu znak, że  zdaliśmy. Widziałem jak się ucieszył, ale musiał zachować powagę. I  wtedy jakaś kobieta szepnęła mi do ucha, żebym natychmiast wyszedł z  kościoła. Lolek to widział i domyślił się co mi powiedziała. Zaczekałem  na niego pod kościołem. Był zmartwiony, przeprosił mnie i powiedział, że  do kościoła chodzi bardzo wielu ludzi, którzy nie rozumieją Chrystusa.  Mają złe nastawienie do innych. Zobacz, to są te same słowa. To może być  on.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kurt Rosenberg nie przerywał Jurkowi, słuchał potoku słów:&lt;br /&gt;
- Przeżył wojnę. Ciekawe gdzie? Nasze kontakty urwały się gdy on z ojcem  przenieśli się do… chyba do Krakowa! To było po śmierci jego matki.  Chyba tak. Nie wiem co z nim było dalej. On może myśleć, że zginąłem jak  cała moja rodzina. Na pewno wie, co się stało. Nie wie, że z ojcem  udało nam się uciec. A reszta rodziny… moja mama była lekarką, znali ją w  Wadowicach wszyscy. Moja siostra, wiesz przecież, była mistrzynią  Polski w tenisie. Niemcy zabrali je w pierwszych dniach wojny. Lolek nie  mógł wiedzieć, że mnie i ojca zgarnęli ruskie z całym wojskiem polskim  na Polesiu. Nie mógł wiedzieć, że wyszliśmy z łagrów z Andersem. O  Andersie w Polsce nie wolno mówić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dotarli do Rzymu przed zmierzchem, Jurek zajrzał do książki  telefonicznej, odszukał Watykan i pod spisem polskich telefonów odnalazł  numer do Kolegium Polskiego na Aventina. Ale tam ksiądz biskup nie  mieszkał. Poradzono mu, żeby zadzwonił do Polskiego Instytutu na Via  Pietro Cavallini. Tak, tu ksiądz biskup Wojtyła mieszka, ale go nie ma  więc proszą zadzwonić kiedy indziej. Głos siostry był na tyle zyczliwy,  że Jurek poprosił, żeby przekazała księdzu biskupowi kto dzwonił.  Zgodziła się.&lt;br /&gt;
- Proszę podac numer telefonu, przekażę.&lt;br /&gt;
Miał wątpliwości, czy ksiądz biskup w ogóle zechce rozmawiać. Jeśli to  on, Lolek, to już nie ten sam. Rozstali się dwadzieścia siedem lat temu.  Moze już nie pamiętać. Tyle lat, tyle wydarzeń, wojna…&lt;br /&gt;
Telefon zadzwonił za dwadzieścia minut.&lt;br /&gt;
- Pronto – powiedział. A z telefonu usłyszał miękki, znajomy ton:&lt;br /&gt;
- Jurek? Czy to na prawdę ty?&lt;br /&gt;
- Tak, to ja.&lt;br /&gt;
Chciało mu się płakać. Księdzu biskupowi chyba też, z trudem zadał pytanie:&lt;br /&gt;
- Gdzie jesteś teraz?&lt;br /&gt;
- W domu. Mieszkam teraz w Rzymie.&lt;br /&gt;
- Przyjedź tu natychmiast.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/10/Papiez_jkluger.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3826" height="295" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/10/Papiez_jkluger.jpg" title="Papiez_jkluger" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Spotkanie Papieża z Jerzym Klugerem - kwiecień 1996&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Nie był w stanie prowadzić samochodu, na szczęście w pobliżu był  Rosnberg z samochodem  i w kwadrans później w drzwiach instytutu  przywitał Jurka ksiądz Stanisław Dziwisz. Spotkali się w niewielkiej  salce (Jurek Kluger dobrze to pamięta) pod obrazem Matki Boskiej  Częstochowskiej. Bez słowa padli sobie w ramiona.  Od dziecka byli sobie bliscy. Razem przeszli szkołę podstawową, średnią,  harcerstwo, razem chodzili na kremówki. Jurek Kluger wspomina, że podczas tego spotkania został przedstawiony  kardynałowi Wyszyńskiemu i kardynałowi Królowi z Filadelfii, który  zadziwił go piękną polszczyzną. Ale też pojawił się problem: – Proszę mi wybaczyć – powiedział Jurek – Jak mam się zwracać do księdza biskupa.&lt;br /&gt;
- Mów mi Lolek, jak zawsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;“Rzym, 14 stycznia 1975 roku,&lt;br /&gt;
Drogi Lolku, poznałeś już moją wnuczkę Stefanię, która nosi imię mojej  zamordowanej przez Niemców siostry. Ma ona dopiero cztery i pół roku i  mówi po angielsku i po włosku, a ja zacząłem ją uczyć mówić   po polsku  za pomocą piosenki “Wlazł kotek na płotek”, czy też wierszyków o Smoku  Wawelskim albo o Panu Twardowskim według Mickiewicza. Ale cała ta nauka  pochodzi wyłącznie z mojej pamięci. W Rzymie nie mogę znależć żadnej  książeczki dla dzieci po polsku. Ostatnio malutka Stefania znalazła się w   szpitalu z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego. Ksiądz, który  odwiedza chorych w tym szpitalu zaszedł również do Stefanii i ta  spryciara dość szybko zorientowała się, że ksiądz jest Polakiem i  zaśpiewała mu “Wlazł kotek na płotek”. Ksiądz rozpłakał się. Od tej pory  odwiedzał ją wielokrotnie każdego dnia i opowiadał jej wspaniałe  polskie legendy. Dał jej w prezencie polski kalendarz ścienny z  ilustracjami i wierszami pochodzącymi z polskich bajek i legend. Teraz  Stefania jest już w domu ale każe mi kontynuować te opowieści. ” Jak  wyglądał Twardowski?, a co się stało ze smokiem wawelskim?”&amp;nbsp; Skąd ja mam  to wszystko wiedzieć? Czy możesz mi w jakiś sposób pomóc,  przysłać nam jakieś  książeczki dla dzieci. Bedę Ci bardzo zobowiazany…&lt;br /&gt;
Życzę Ci wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.&lt;br /&gt;
Jurek&lt;br /&gt;
P.S. Przepraszam za niezbyt dobry język ale ja nigdy w pisaniu listów nie byłem orłem.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwa tygodnie póżniej przyszła odpowiedż:&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;“Drogi Jurku, bardzo poruszył mnie Twój list z 14 stycznia i  dziękuję Ci całym sercem za wszystko co mi opisałeś. To jest wspaniałe,  że Twoja wnuczka zainteresowała się polskimi piosenkami i legendami.  Oczywiście, że pomogę Ci wzbogacić w tej dziedzinie zasoby Twojej  pamięci.&lt;br /&gt;
W Rzymie będę od 3 do 8 marca. W tym czasie muszę spotkać się nie tylko z  Toba lecz również ze Stefanią. Zadzwoń do mojego sekrtetarza, księdza  Dziwisza – on nasze spotkania zorganizuje.&lt;br /&gt;
Na ten Nowy Rok przesyłam najlepsze życzenia Tobie i Twojej Rodzinie ze  szczególnym podkreśleniem dla Stefanii, wszystkiego najlepszego.&lt;br /&gt;
Karol”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jurek otrzymał ten list z pokaźną paczką pełną książek dla dzieci i zaczął je czytać jedna po drugiej.&lt;br /&gt;
Początkowo  tłumaczył Stefanii na angielski i włoski, z czasem tłumaczył  coraz mniej… W marcu zostali oboje zaproszeni na herbatkę do Polskiego  Kolegium na  Aventina i tam Stefania po raz pierwszy zobaczyła kardynała Wojtyłę. Nie  zrobiły na niej wrażenia purpury i dostojne dekoracje miejsca, dla niej  najważniejsze było, że wyciagnął do niej rękę i przywitał ją bardzo  serio, po czym uniósł do góry, pocałował w oba policzki i siadając wziął  ją na kolana.&lt;br /&gt;
- Jesteś Mała Tesia, dobrze, tak cie będę nazywał. Potem, jak urośniesz,  będziesz Tesia. Tak w Polsce mówimy na Stefanie. Zgadzasz się?&lt;br /&gt;
- Tak – zgodziła się – a ty jesteś wujek Lolek.&lt;br /&gt;
- Też się zgadzam – powiedział Kardynał. I tak zaczęła się ich wielka przyjażń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pażdziernik w Rzymie to jeszcze nie jesień  ale już pięknie  tam  przemija lato. Szczególnie w parku wokół Villa Borgese. Stary Rzym  otoczony laskiem piniowym i Nowym Rzymem. Dentysta rodziny Klugerów miał  swój gabinet niedaleko parku, raczej bliżej ogrodu zoologicznego, co  było dobrym punktem na przyciąganie klientów. Napis nad wejściem do  gabinetu był na przeciw wyjścia z ZOO. Ale tego dnia Jurek Kluger nie  widział nic, ani tego parku, ani pięknych kilkusetletnich fontann, ani  też ZOO, które tak chętnie odwiedzał z Małą Tesią. Ten ząb, który  należało wyrwać juz rok temu, co było ostatnim stopniem do  zainstalowania protezy, tym razem zdecydował za Jurka. Nie było rady.  Kiedy obolały wcisnął się w fotel, a Vittorio gderał swoje “A nie  mówiłem? Rok temu mówiłem.”, weszła pielęgniarka i powiedziała: “Wybrali  papieża”. Kogo?, zapytal Vittorio. Nie wiedziała. Kazał przynieść radio  włączone na RAI UNO i powrócił do  Klugera.&lt;br /&gt;
I za chwilę usłyszeli zapowiedż spikera, że …już wychodzą na balkon.&lt;br /&gt;
- Habemus Papam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/10/chrzestTesi.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3827" height="368" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/10/chrzestTesi.jpg" title="chrzestTesi" width="450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Chrzest Tesi - Castel Gandolfo 1981&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Kiedy padło nazwisko kardynała dentysta zaniemówił a pacjent wrzeszczał. A właściwie wykrzykiwał jakieś słowo, może po żydowsku, może po angielsku, tego Vittorio nie rozumiał. Lolek!!! – tak mniej wiecej brzmialo to słowo. Dziwne, niezrozumiałe. Ale  najdziwniejsze, ze nagle ustał ból zęba i tego dnia nie było szansy na  żadne perforacje: pacjent wstał z fotela i wybiegł z gabinetu. Jeszcze tego wieczoru jadł kolację na Watykanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Renee – żona Jurka Klugera pochodzila z rodziny katolickiej,  ale  mieszkali na Zatybrzu, bliżej synagogi.Jurek za bardzo religijny nie  był, ale trzymał się bliżej żydowskiej diaspory, tam też otrzymała  wychowanie ich córka, Linda. Ze Stefanią był problem. Coraz bardziej  stawała się Polką, babcia ciagnęła w strone Koscioła, a Wujek Lolek  wywierał coraz wiekszy wpływ na wychowanie dziewczynki. Ochrzczona  została w wieku 11 lat. W Castel Gandolfo. Ochrzcił ją Wujek Lolek. W  rok póżniej, doskonale przygotowana przez watykańskie siostry,  przystapila do Pierwszej Komuni. Uroczystość miała miejsce również w  Castel Gandolfo. Komunię otrzymała od Wujka Lolka. Bierzmowanie też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i spotykali się, kiedy tylko to było możliwe. Przyjeżdżali na każde  święta, na zwykle kolecje, czasami&amp;nbsp; ot, po prostu, żeby pospacerować.  Mała Tesia dorastała i coraz wiecej miała wspólnych z Wujkiem sekretów.&lt;br /&gt;
- No a masz tam jakiegoś chłopaka? – zapytał Wujek Lolek, doskonale  wiedząc jaką otrzyma odpowiedż. Od jakiegoś czasu panna Tesia coś  chciała mu wyznać.&lt;br /&gt;
- Mam.&lt;br /&gt;
- No to go przyprowadż.&lt;br /&gt;
Był przystojnym blondynem, Szwedem, synem dyplomaty i, co akurat  papieżowi nie robiło różnicy, protestantem. Chłopak był rzeczowy, bardzo  dobrze wychowany i dobrze przygotowany do prowadzenia konwencjonalnej  rozmowy. Był ze dwa razy i wiecej go Tesia nie przyprowadziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/10/slubTesi.jpg" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img alt="" class="size-full wp-image-3828" height="400" src="http://www.polonialife.ca/wp-content/uploads/2010/10/slubTesi.jpg" title="slubTesi" width="376" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Castel Gandolfo 1997 - Ślub Tesi i Edwarda&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Ale podczas którejś tam kolejnej wizyty Wujek Lolek spostrzegł, że tym razem panna Tesia nosi w sercu coś poważnego.&lt;br /&gt;
- No to jak, przyprowadzisz go? – zapytał.&lt;br /&gt;
- Kogo?&lt;br /&gt;
- Ty wiesz lepiej – odpowiedział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I przyprowadziła. Tym razem katolik. Australijczyk. I  gadułka. Już podczas pierwszego spotkania chciał opowiedzieć Ojcu  Świętemu  wszystko o sobie o rodzinie. I byłby opowiedział, gdyby nie  ograniczony  czas papieża.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No to nastepnym razem chłopak lepiej sie przygotował i nadal bardzo  chciał dobrze wypaść. Tesia była zapatrzona i dumna, kiedy widziała jak  Wujek słucha go uważnie. Chłopak opowiadał o dziadku, że to był  wspaniały człowiek, że był skautem i że najwiekszym jego marzeniem było  dopłynięcie jachtem do Polski. Polskim jachtem. Było coś w tym chłopcu, co ujęło papieża.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jak się nazywał twój dziadek – zapytał chlopaka.&lt;br /&gt;
- David Walsh.&lt;br /&gt;
- A na jakim jachcie tak wędrował?&lt;br /&gt;
- Na “Zjawie”.&lt;br /&gt;
- O, to z Wagnerem? Znam tą historię – powiedział Ojciec Święty. – To ty jesteś synem córki czy syna Dawida Walsha.&lt;br /&gt;
- Syna, ja też jestem Walsh. Robert Walsh.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ślub odbył się we wrześniu 1997 roku w Castel Gandolfo.&lt;br /&gt;
Sakramentu małżeństwa udzielił Jan Paweł II.&lt;br /&gt;
Stefania i Edward Walsh mieszkają w Polsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;Zbigniew Turkiewicz&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;P. S. Historia Dawida Walsha zakończona, ale opowieści z morza nadal będę snuł.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;em&gt;Do opracowania tej historii wykorzystałem książki:&lt;br /&gt;
&lt;/em&gt;Darcy O’Brien &lt;strong&gt;“The Hidden Pope” &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
Anna Rybczyńska (na podstawie pamiętników&amp;nbsp; Davida Walsha)&amp;nbsp; &lt;strong&gt;“Marią do Polski”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
Władek Wagner &lt;strong&gt;“By the Sun and Stars”&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2848156044691260901?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2848156044691260901/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/03/wadysaw-wagner.html#comment-form' title='9 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2848156044691260901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2848156044691260901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/03/wadysaw-wagner.html' title='Władysław Wagner'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-3007537826181640883</id><published>2011-03-14T10:15:00.000Z</published><updated>2011-03-14T10:15:21.556Z</updated><title type='text'>Eeee tam....</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Aż mi się nie chce siadać do pisania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Dwa miesiące temu mieliśmy plan: &lt;/span&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/2011/01/W-kolo-Macieju-Do-kwadratu.html" style="color: red; font-family: verdana;"&gt;kupujemy jacht&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;, i albo przenosimy się na naszą marinę w Portsmouth, albo stawiamy go u Steva na stoczni, a sami mieszkamy w karawanie postawionym obok. A wyszło... Wczoraj wynajęliśmy dwuosobowy pokój z własną łazienką. Czyli zostajemy tu gdzie jesteśmy na jeszcze jeden rok. Do tego po czterech latach samodzielnego mieszkania będziemy mieszkać u kogoś w domu. Na samą myśl dostaję wysypki. A, i nie kupujemy Miraga. Fajnie, nie? Same sukcesy. Ale po kolei.&lt;/span&gt;   &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;O pomyśle kupna większego jachtu pisałem na starym blogu (jest pod tym linkiem powyżej). Pomysł był taki, żeby wyremontować do jesieni Miraga, i przenieść się z nim na wybrzeże. Łatwiej było oczywiście znaleźć pracę w Portsmouth już teraz i po sfinalizowaniu transakcji przewieźć nową łódkę prosto do Portsmouth. Wynająć na dwa miesiące pierwszy lepszy pokój, dokończyć Saoirse, postawić ją na wodę i zamieszkać na niej. Warunki byłyby mocno spartańskie, ale za to mielibyśmy nowy jacht pod bokiem i mógłbym dłubać przy nim przez całe lato i jesień. Po doświadczeniach z Saoirse wiedziałem, że do zimy dałbym radę wykończyć nowy jacht w stopniu takim, że dałoby się na nim zamieszkać. I tu przyszła pierwsza porażka. Okazało się, że znalezienie pracy dla Marzeny to nie lada kłopot. Praca jest, tylko za takie pieniądze, że lepiej nie wspominać. A ze względu na kredyty nie możemy sobie pozwolić, żeby zejść z zarobkami poniżej pewnego poziomu. Marzena była na paru spotkaniach ale nic z tego nie wynikło. A ja nawet nie próbowałem czegoś szukać. Wszystkie ruchy uzależnione były od pracy Marzeny bo ze mną jest o wiele prostsza sprawa - kierowców ciężarówek potrzebują wszędzie. Po sześciu tygodniach daliśmy spokój. Przeszliśmy do planu awaryjnego.&lt;/span&gt;    &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Plan awaryjny był taki, że sprowadzamy Miraga do Oxfordshire. Ponieważ pamiętałem jak to jest dojeżdżać na łodkę kilkanaście mil wiedziałem, że taka opcja nie wchodzi teraz w grę. Gdybym postawił jacht u Steva i musiał do niego dojeżdżać taki kawał drogi, to remont skończyłby się za parę lat. Oczywistym wyjściem było przeniesienie się do Steva na stocznię. Jeszcze za czasów Saoirse Pierwszej, kiedy marudziłem w trakcie naszych pogaduszek o wysokich kosztach wynajmu mieszkania w Oxfordzie, sam zaproponował, żebyśmy postawili u niego karawan. Czytaczom z Polski chcę powiedzieć, że średnia temperatura zimy w Anglii jest powyżej zera a angielskie campingi trochę różnią się od tych polskich: ocieplane ściany, zespolone okna, różne systemy ogrzewania (w niektórych jest nawet centralne). A do tego duża populacja Cyganów sprawia, że przyczepy są tanie. Ale kiedy przyszło do konkretów to okazało się, że jacht mogę u Steva postawić ale zamieszkać obok niego to już nie. Szybkie poszukiwania miejsca na farmach w okolicy uświadomiły mi tylko, że jestem obcy w obcym kraju. Żeby wam przybliżyć o co mi chodzi to wyobraźcie sobie, że po polskich wioskach jeździ Rumun i pyta o miejsce dla jachtu i swojej przyczepy. Już sobie wyobraziliście reakcję zagadywanych przez niego gospodarzy? To chcę wam powiedzieć, że pewne rzeczy są niezmienne bez względu na to, pod jaką szerokością geograficzną się akurat znajdujemy. Tym bardziej jestem zły, że nie udało nam się przenieść nad morze. Mentalność ludzi tam mieszkających jest trochę inna. Tam nie jest niczym niezwykłym osobnik mieszkający na jachcie, w przyczepie, w taborowym wozie zaprzężonym w konie, czy w ziemiance. Serio, nie żartuję. W bogatym i z tradycjami Oxfordshire jest trochę inaczej. Nie znaczy to, że takich cudaków tu nie ma. Nie, oczywiście że są. Tylko że oni są "nasi", a my (ja i Marzena) jesteśmy "oni". Koniec i kropka.&lt;/span&gt;   &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Zbliżał się termin zapłaty za jacht i musieliśmy podjąć jakąś decyzję. A właściwie pogodzić się z tą jedyną - nie kupujemy Miraga. Z braku pracy nie mogliśmy przenieść się do Portsmouth, z braku miejsca nie mogliśmy przywieźć jachtu do nas, a kupienie i pozostawienie go tam gdzie jest było zupełnie bez sensu. &lt;/span&gt;   &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;A tam... nie chce mi się nawet o tym pisać. Depresja z totalną irytacją. &lt;/span&gt;   &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;To na koniec dobre strony całej sytuacji. Trochę popływamy. W kwietniu przeprowadzam jacht znajomego z Holandii do Anglii. Potem w maju rejs w Norwegii. W miedzyczasie kończę Saoirse (albo ona mnie) i może jakiś rejs przez Kanał, a we wrześniu planujemy rejs na &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.shackleton2015.pl/grenlandia-zachodnia-2011/" style="color: red; font-family: verdana;"&gt;s/y Isfuglen&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; z Irlandii do Portugalii. Do tego kursy: Marzena Day Skiper a ja Costal Skiper. Będzie co robić. &lt;/span&gt;   &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Wynajęcie pokoju zamiast mieszkania jest przejawem coraz bardziej bezkompromisowego podejścia do przyszłości. Nasze miejsce jest na morzu na własnym jachcie. I będziemy oszczędzać na wszystkim, żeby to zrealizować. Co nie znaczy, że łatwo mi to przyszło.&lt;/span&gt;   &lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;A wszystkim moim czytelnikom chcę powiedzieć, że jest mi naprawdę miło. Miesiąc bez żadnego wpisu a tu prawie trzy tysiące otworzeń. Poprawię się, obiecuję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;A na koniec perełka, którą Marzena wygrzebała wczoraj z otchłani internetu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/LkBOi2x6zH8" title="YouTube video player" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="color: red;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=MRFybeuLh54"&gt;A tu jest klip&lt;/a&gt;. Nie mogę wkleić playera więc będzie link. Warto obejrzeć bo jest naprawdę dobry.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-3007537826181640883?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/3007537826181640883/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/03/az-mi-sie-nie-chce-siadac-do-pisania.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3007537826181640883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/3007537826181640883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/03/az-mi-sie-nie-chce-siadac-do-pisania.html' title='Eeee tam....'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/LkBOi2x6zH8/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-2351868499918905341</id><published>2011-02-21T12:34:00.000Z</published><updated>2011-02-21T12:38:09.227Z</updated><title type='text'>Zaczynamy</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Przymierzałem się do przenosin od jakiegoś czasu. Chciałem tylko dokończyć na blox&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;pl serię o Gibraltarze, ale kiedy dzisiaj okazało się, że cały prawie gotowy wpis zniknął - szlag mnie trafił.

Od dzisiaj piszę tu.&lt;/span&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-2351868499918905341?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/2351868499918905341/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/02/zaczynamy.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2351868499918905341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/2351868499918905341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2011/02/zaczynamy.html' title='Zaczynamy'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2073852965964861249.post-309295440850219732</id><published>2009-09-16T23:37:00.000+01:00</published><updated>2011-02-21T13:23:40.694Z</updated><title type='text'>Archiwum</title><content type='html'>&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/html"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/html"&gt;&lt;em&gt;Mój stary blog możesz znaleźć tutaj&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://saoirse.blox.pl/html"&gt;&lt;em&gt;
&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2073852965964861249-309295440850219732?l=jachtsaoirse.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/feeds/309295440850219732/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2009/09/mialem-przeniesc-bloga-z-blox.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/309295440850219732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2073852965964861249/posts/default/309295440850219732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jachtsaoirse.blogspot.com/2009/09/mialem-przeniesc-bloga-z-blox.html' title='Archiwum'/><author><name>leo828</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03338874092661148393</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTgRRskfwdE/SxbiMAEOq5I/AAAAAAAABVo/MZiZ2NYrttY/S220/PICT7671.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
